Zimowy trening – fotorelacja

Zimą w naszym klubie nie jest lekko. Nie mamy bowiem hali, choć bardzo chcielibyśmy mieć. Tak więc treningi odbywają się na dworze. W tygodniu spotykamy się po lekcjach, czyli po południu. Zimą oczywiście jest już ciemno, wtedy ujeżdżalnię doświetlają dwie latarnie. W weekendy możemy mieć treningi w dzień i wtedy jest znacznie przyjemniej.

Posiadanie konia oznacza, że musi on się ruszać każdego dnia, nie ważne czy nam się chce czy nie, tak samo jak musi jeść i pić. Dlatego treningi mamy 6 razy w tygodniu, a jeden dzień konie mają wolne i wtedy wychodzą tylko na padoki.

Dzisiaj miał być trening ujeżdżeniowy, ale w nocy spadło dużo śniegu, więc program ćwiczeń mógł ulec modyfikacji. Dlatego po przyjeździe w pierwszych krokach poszłam do Pani Trener, która już prowadziła zajęcia z częścią zawodników, żeby zapytać jakie siodło zakładać.

Okazało się, że siodło ma być ujeżdżeniowe, ale mam siodłać konia jak najszybciej i dołączyć do obecnej grupy. Pobiegłam więc do Rysia, który czekał na mnie w swojej stajni:

Pierwszą rzeczą jaką trzeba zrobić przed treningiem jest czyszczenie konia:

Rysio szczególnie nie lubi czyszczenia pod brzuchem. Kładzie wtedy uszy i zgrzyta zębami jakby chciał mnie przestraszyć. Strasznie to jest śmieszne :)

Kolejna czynność to dokładne wyczyszczenie kopyt (zwane też werkowaniem). Na taką pogodę konie które są trenowane na dworze bez hali, mają zakładane przy kuciu specjalne wkładki przeciwśniegowe pod podkowy. Wyglądają one jak mała rurka do podlewania ogrodu ułożona od wewnętrznej strony podkowy. Oczywiście wszystkie konie mają też pozakładane hacele, Rysiek też.

W międzyczasie wyczesałam Ryśkowi grzywę i ogon i wyjęłam z tego ostatniego słomę, Następnie założyłam ogłowie…

…i założyłam ochraniacze na nogi. Tu należy dodać że na zawodach w kategorii ujeżdżenia nie zakłada się żadnych ochraniaczy, ale na treningu wolimy chuchać na zimne…

Nadchodzi czas na siodłanie. Najpierw kładziemy czaprak (jeśli nie zakładamy żelu na kręgosłup konia. Wtedy żel idzie pod czaprak). Na czaprak ja używam futerka ochronnego z owczej wełny:

I dopiero na to siodło ujeżdżeniowe, ulubione w naszym klubie Wintec Isabell Werth:

Co charakterystyczne, to siodło ma jeszcze w oryginale dodatkowy pasek zapinany obok popręgu, który “przywiązuje” tybinki do konia żeby nie odstawały. Ja kupiłam to siodło używane i poprzedni użytkownik odciął ten pasek, bo tybinkę i tak trzymają przy brzuchu konia nogi jeźdźca.

Teraz pozostaje założyć pod kurtkę kamizelkę ochronną, oraz założyć kask i ruszyć na trening. Jak widać wciąż padał śnieg. Całkiem mocno padał…

Na konia wsiadłam tuż przy placu z leżącej tam kłody. Jeszcze dwadzieścia lat temu wsiadanie na konia z podwyższenia (murku, drabinki) było źle widziane, prawdziwy jeździec wsiadał na siodło z ziemi. Jednak okazało się, że takie wsiadanie z ziemi powoduje duże naprężenia w siodle i po iluś takich przypadkach ono się zniekształca. W tej chwili siodła się na tyle szanuje, że jeździec może wsiadać z podwyższenia bez tłumaczenia się…

Już na początku mojego treningu zaczynało się robić ciemno. Na placu byli już inny zawodnicy, których treningiem zarządzała Pani Trener.

Na początku treningu były stępowania i kłus dla rozgrzania konia. Potem ćwiczyliśmy zagalopowania, zakłusowania i kontrgalopy, wszystko w bardzo kopnym śniegu, co było bardzo męczące dla koni. Nie był to “normalny” trening ujeżdżeniowy, nie ćwiczyliśmy żadnych programów. Ale najbliższe zawody WKKW dopiero w połowie marca, więc mogliśmy po prostu ćwiczyć pojedyncze ujeżdżeniowe elementy.

Oczywiście w chwilach przerwy zajmowałyśmy się rozmową…

Śnieg cały czas padał, więc pod koniec treningu byłam nieźle ośnieżona:

Trener kazała owinąć koniom po treningu nogi tak jak po skokach (wcierką rozgrzewającą i ocieplaczami), bo praca w takim kopnym śniegu była dla koni dużym wysiłkiem.

W czasie powrotu do stajni było już zupełnie ciemno. Rysiek parował ze zmęczenia:

Miał też całe nogi w śniegu…

… a ja od padającego śniegu miałam mokrą kurtkę, a przede wszystkim spodnie

W stajni spotkałam karmiącą swoje konie Dominikę. Dominika jeździ w grupie dorosłych zawodników pod opieką Trenera, dawnego olipmpijczyka w WKKW. Dominika ma kilka koni i kocha je tak bardzo, że jak mówi, gdyby nie sen mogła by nie zsiadać z koni :) Jak spojrzymy na jej spodnie też widać, że miała trening tego dnia…

Oczywiście zaraz po powrocie do stajni Rysiek dostał w nagrodę marchewkę:

Przykryłam go też derką polarową, której zadaniem było wchłonąć pot i osuszyć sierść. Tuż przed wyjściem ze stajni zmieniłam tą derkę na zimową, znacznie grubszą. Ryś dostał też swoją porcję siana. Na owies musiał poczekać, nie można bowiem dawać paszy treściwej od razu po wysiłku konia.

W międzyczasie próbowałam podsuszyć siodło, które też całkiem zmokło. Na szczęście Winteki nie są ze skóry, można je nawet myć wodą, co jest bardzo praktyczne w użyciu.

Nie byłam bardzo zadowolona z siebie na tym treningu. Wydawało mi się, że poprzedniego dnia szło mi lepiej. Ale zdałam sobie po chwili sprawę, że w takim śniegu konie też się dekoncentrują, pewnie myślą tylko o tym żeby się nie poślizgnąć. Niektóre osoby lubią jeździć w kopnym śniegu – np ja lubię, ale jak jest sypki i nie lepi się w grudy. Dziś się lepił. Ale jeszcze dwa tygodnie temu było -20 stopni i też treningi były co dzień. To jednak wolę śnieg! Na szczęście jutro skoki :) A póki co dobranoc Rysiu! Do zobaczenia jutro!

Komentarze

5

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.