Dzień pełen wrażeń

Dzisiejszy dzień byłby zwyczajnym, monotonnym dniem jak wiele innych (pomijając fakt, że są wakacje co już czyni go wyjątkowym :P), gdyby nie dwa zdarzenia (szczególnie to drugie) dzięki którym zapamiętam go na długo… :)

Timon podczas ostatnich jazd ujawnił swoją pewną specyficzną cechę, a mianowicie czasami zdarza mu się bać koni. Możliwe, że kiedyś na przykład podczas zawodów na rozprężalni, zderzył się z jakimś koniem i to wywołało u niego taki uraz psychiczny. Z drugiej jednak strony zauważyłam, że jeżeli Timi jest zajęty robotą to już mu inne konie nie przeszkadzają, więc może to bardziej jakiś nawyk albo sposób wywinięcia się od pracy… W każdym razie, dowiedziałam się dzisiaj, że mam jechać na nim na galopy kondycyjne, co oznaczało jechanie za czyimś ogonem. Pierwszy raz miałabym jechać na nim w teren i szczerze powiem, że trochę się bałam, a znając pana Łukasza nie byłby to “galopik przez nóżkę” ;). Dlatego, tak dla własnego dobrego samopoczucia włożyłam kamizelkę ochronną :P i ruszyliśmy…

O dziwo Timson zachowywał się całkiem przyzwoicie (może dlatego, że był w terenie z jego ukochaną Godecją ;). Oczywiście gdy tylko klaczka się czegoś przestraszyła, on szedł w jej ślady, ale starałam się na to nie zwracać uwagi i być rozluźnioną, żeby go nie prowokować do dalszych figli. Kłus był bardzo przyjemny, Scotty szedł z luźną, obniżoną szyją. Aż w końcu przyszedł czas na galopik… ruszyliśmy spokojnie, ale przy pierwszym pagórku pan Łukasz dołożył do pieca i wystrzelił – a za nim Timi. Zupełnie nie czuło się, że jedziemy z prędkością jakieś 650m/min (albo więcej), ponieważ Timon robił bardzo duże fule i mega krył teren. Najlepsze było gdy jechaliśmy pod górę po kopnym piasku, oczywiście pan Łukasz dał dzidę, a biedny Timi rozpaczliwie chciał dogonić Godecję, ale co chwila wpadał w głębszy piach. Wtedy czuło się jak napina wszystkie mięśnie nóg, grzbietu i szyi, żeby tylko nadrobić powiększającą się stale odległość pomiędzy końmi :P Jechało mi się super, tylko ciągle trzeba było uważać na zwisające nisko gałęzie. Pomimo tego, że Timon ciągnął do przodu, cały czas miałam go pod kontrolą, całkiem łatwo mogłam zahamować.  Było tam dużo zakrętów gdzie w takim pędzie bardzo ważne jest, żeby zakręcać na prostej szyi, głównie zewnętrzną wodzą, bo inaczej zderzenie z drzewem gwarantowane. Gdy wreszcie przeszliśmy do kłusa, Scotty był zupełnie mokry, miał zadyszkę, a żeby jeszcze bardziej pokazać jaki jest zmęczony- zwiesił szyję i tylko uszy majtały mu się w rytmie kroków. Widok- bezcenny :D

Późnym popołudniem, gdy już przestał panować tak straszliwy upał, wpadł nam do głowy pewien pomysł – może by się tak wybrać z końmi popływać? Zebraliśmy się dość szybko, bo widać było na horyzoncie nadchodzącą burzę i wyruszyliśmy: ja na Braniu, Ania na Bigim i pan Łukasz na księżniczce- Godecji. Zanim dojechaliśmy na miejsce, gdzie wcześniej byłyśmy z Anią, pan Łukasz- szukając innego- przewoził nas przez wszystkie chaszcze, górki i rowy jakie dało się znaleźć po drodze. Już na miejscu zsiedliśmy z koni, rozebraliśmy je i ustaliliśmy że najpierw pan Łukasz wsiądzie na Branco i zobaczy czy uda mu się trochę podpłynąć. Na moje oko nie było to płynięcie, Branio raczej tonął :P Ania też chciała wjechać, ale Bigi nie bardzo, dlatego trzymając w jednym ręku Godecję, drugą próbowałam jakoś wprowadzić Bigiego do wody. Na szczęście wyratował nas cudzoziemiec, mieszkający niedaleko w namiocie, który zgodził się potrzymać klaczkę na chwilę podczas której ja mogłam pomóc Ani. Następnie przyszła kolej na mnie – rozebrałam się z butów i bryczesów i z pomocą pana Łukasza wsiadłam na Brania. Pływanie na nim było świetnym, ale i za razem dziwnym uczuciem! Najpierw wydawało się że Branio się podtapiał, a potem gdy już łapał grunt po kopytami zaczynał galopować i wjeżdżał w krzaki :). Trzeba było się dobrze trzymać grzywy, żeby nie zlecieć do wody. Przez to, że Bigi nie chciał się zanurzyć dalej niż do brzucha, oddałam Ani kasztana a sama próbowałam wejść z jej koniem w ręku do wody i nawet mi się udało :). Dołączyła jeszcze do nas Godecja i w ten sposób wszyscy taplaliśmy się w wodzie, zarówno my jak i konie mieliśmy niezłą radochę :). To był zdecydowanie dzień pełen wrażeń!

IMG_5432

Komentarze

8

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.