Dobry akcent

Zacznę od krótkiej wzmianki o niedzielnych startach moich kucyków.  Co do Scottiego jak widać na filmie zaliczył niestety dwie zrzutki. Szczerze mówiąc wydaje mi się, że tego trzeciego dnia zawodów mógł on być już trochę zmęczony zarówno fizycznie (na triplu ewidentnie nie doleciał) jak i psychicznie.

Dlatego może przejdźmy do drugiego czempiona, który o mały włos (konkretnie odrobinę ponad sekundę) nie wygrałby małej rundy. Pan Łukasz dał kucykowi trudne zadanie- najpierw cały parkur a potem dodatkowe kilka przeszkód szybko i krótko, w tym chyba najwięcej siły kosztowało Czarka przeskoczenie tripelbara prawie z miejsca. Właśnie w związku z dobrą formą kucyka Trenejro postanowił zabrać go na międzynarodowe zawody do Lublina. Jest to tyle fajna sprawa, że Chenaro może nabrać dużo doświadczenia- nowe otoczenie i z tego co słyszałam bardzo specyficzne (np. prakur ogrodzony jest około metrowymi murkami, tuż za którymi będą siedzieli ludzie przy stolikach, tak samo jest z rozprężalnią, która z reszta jest dość mała). Chenaro bierze udział w konkursie małej rundy. Jedyne co mogę jeszcze powiedzieć to to, że trzymam kciuki :D

W związku z wybyciem Rudego, jak na razie mam tylko jednego konia do jeżdżenia- mojego Sojuzika (aż dziwnie krótko byłam dzisiaj w stajni :P). Niestety tak samo jak koń, wyjechał też Trener co oznacza, że całe te pięć dni będę musiała jeździć sama :).

Wczoraj miałam ostatni trening z p. Łukaszem, a był on szczególnie ważny ponieważ Trenejro mógł mi powiedzieć co zauważył przez ferie, kiedy to jeździł na Smoku i nad czym mam pracować przez nadchodzące dni. Potwierdziło się, że noszę konie w rękach, a szczególnie używam za dużo prawej wodzy (tyle, że na tyle stabilnie trzymam rękę, że z ziemi tego aż tak nie widać). Żeby nie było za łatwo nie jest to do końca wina ręki :P Trzymam mocniejszy kontakt na prawej wodzy, ponieważ nie używam wystarczająco prawej łydki, a raczej koń na nią nie reaguje. Tu pojawia się odpowiedź na pytanie: co mam robić? Pilnować reakcji na prawą łydkę, rozluźnienia w połączeniu z lekkim kontaktem zarówno podczas ujeżdżenia jak i na drągach.

Dzisiaj miałam właśnie jazdę na drągach (mianowicie trzech po łuku- od wew. strony 2 metry odległości, od zew. 3) i tak jak myślałam, że będzie ciężko trening okazał się jednak bardzo przyjemny. Z góry wiedzieliśmy, że Sojuz lubi się usztywniać podczas jazdy na drągach dlatego Trenejro powiedział żebym wzięła go dzisiaj na czarną (chyba po jeździe na Smoku trochę zmienił co do niej podejście :P). Główne założenie było bardzo proste- kiedy tylko poczuję, że Sojuz zaczyna mi wpadać albo spłoszy się i ucieknie do środka lekceważąc łydkę, miałam przechodzić do niższego chodu i wymusić odsunięcie od wew łydki. Co ważne moim zadaniem było też żeby koń jechał dokładnie tam gdzie chciałam- jeżeli założyłam sobie, że będę na środku drągów, bliżej środka czy też na samym końcu- Sojuz miał być dokładnie w tym punkcie. Co mi się szczególnie podobało podczas tego treningu- od początku miałam plan jazdy i wiedziałam co robić, dlatego cała jazda była konkretna, niechaotyczna i płynna. Jeszcze milej, że Sojuzik chodził bardzo dobrze, z resztą tak samo jak ja- cały czas zachowywałam spokój, byłam cierpliwa i konsekwentna. Jedyne co lekko schrzaniłam to moment, w którym należało skończyć jazdę. Po najlepszym przejeździe Sojuza przez drągi kiedy to w galopie bardzo ładnie się zaokrąglił i czułam, że jest bardzo czujny na wew. łydkę i zamiast rozkłusować z głową w dół i skończyć trening, stwierdziłam, że może jeszcze na długiej wodzy pojeżdżę sobie przez te drągi… Zmęczony Sojuz+ długie wodze+ coraz więcej koni na hali, wcale nie równa się szybkie skończenie ćwiczenia dobrym akcentem :P

Komentarze

51

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.