Początki krosowej adrenalinki :)

Dzisiaj był prawdziwy trening krosowy w Starej Miłosnej:) Dlaczego prawdziwy, w przeciwieństwie do poprzednich? Bo konie pojechały na kros, którego dobrze nie znają i skakały zupełnie nowe dla siebie przeszkody krosowe. Przynajmniej Smoczuś tak miał :)

Oczywiście z organizacją było zamieszanie. O 7 rano dostałam smsa, że wyjazd z końmi jest o 8.00 Na szczęście znałyśmy “plotki” o tej godzinie od jednej z zawodniczek. Gdy przyjechałyśmy do stajni musiałyśmy się bardzo szybko zwijać, bo miałyśmy do przygotowania dwa konie w zaledwie 10 min, dodatkowo po świętach nie było ani kantarów, ani uwiązów przy boksach.

Na Sojuza wypożyczyłyśmy dwa siodła na próbę, bo moje wszechstronne jest na niego za małe. Tak więc najpierw pakowałyśmy konie, a po ich wyjeździe sprzęt do samochodu. Z pakowaniem koni też się zeszło, bo znowu dużo było młodych koni, które nie chcą wchodzić do ciężarówki.

Na miejscu okazało się, że wszyscy osiodłali się szybciej niż my. A plan był taki, że każdy kto ma dwa konie, ma je mieć w tym samym czasie gotowe. A my miałyśmy siodła, ale nie miałyśmy strzemion do tych próbnych. Popręg pożyczony od trenera okazał się za krótki na to nowe siodło. Potem napierśnik (z Rysia, ale niby full), też okazał się za ciasny i walczyłyśmy z dziurkami, żeby jakoś go poluźnić. Nie dało się za bardzo, był do końca przyciasny. Biedny Smoczuś. W końcu, jak wyszłyśmy na plac, to niektórzy już skakali. Oczywiście dostałam za to ochrzan od Trenerki…

Jak tylko wjechałyśmy na kros zobaczyłyśmy “Szwadron Jazdy Polskiej”, czyli wojsko, które też w Starej Miłosnej trenuje konie:

Pierwszy w treningu był Rysio, bo miał przypięte strzemiona, więc było szybciej. Rozgrzewka była ekspresowa bo łącznie miała z 7 min (kłus i galop). Na początku był trochę ospały, bo z reguły z nim tak jest, a potem się rozkręcił, bo też tak zwykle ma. Był bardzo grzeczny. Skoczył nawet hyrdę, którą wyłamał na Mistrzostwach Warszawy i Mazowsza. Był przewodnikiem młodych koni, bo żeby zechciały skoczyć coś zupełnie nowego to każe im się skakać tuż za bardziej doświadczonym koniem:

Generalnie fajnie z Rysiem być na krosie! Ma człowiek pewność, że jest to właściwy koń, na właściwym miejscu. Skaczemy sobie różne rzeczy, dzisiaj były i rowy i proca i woda a on się nawet na to nie obejrzał.

Przed skakaniem wody pozwala się koniom do niej wejść, żeby się przyzwyczaiły i przekonały, że tam nie ma nic groźnego. Zawsze jest z tym sporo zamieszania, bo konie nie chcą wchodzić, jedne wchodzą szybciej, drugie wolno itp. Jednego z naszych młodych koni nie udało się namówić do wejścia do wody pomimo wielokrotnych prób. Rysio nawet dwa razy się nie zastanowi czy tam wejść. Wchodzi, połazi po wodzie, rozgląda się zupełnie gdzieś indziej i jest super.

Drugi w obrotach był Smok. Miałam nowe siodło close contact, strzemiona pożyczone od Królika, jakieś zupełnie inne niż moje, bo plastikowe i za lekkie. Siodło mi nie pasowało i strzemiona też. Siosło close contact praktycznie nie ma poduszek pod kolanami i jest płaskie, więc nic nie trzyma człowieka w siodle. Trzeba mieć bardzo duże umiejętności, żeby sobie w nim poradzić. Niestety mnie trochę wywalało. Może nie było tego tak bardzo widać, ale nie czułam się komfortowo.

Co do Smoka – zwykle jest tak, że w stępie się konie niczego nie boją, ale gdy zaczynają kłusować i galopować wszystko wydaje się straszne. Smok ma na odwrót. W stępie wpatruje się we wszystko i odskakuje od przeszkód gdy podjedzie się bliżej nich. Ale w kłusie i galopie nie boi się niczego :) Wcześniej obawiałam się tego krosu, bo myślałam, że Smok nie będzie chciał skakać, bo będzie się wszystkiego bał, a tu okazał się “wszystko-skoczny” :).

Na początku skakaliśmy kłody, w tym takie z zeskokiem w dół. Ważne przy nich jest, żeby mieć nogi wyciągnięte do przodu, bo inaczej po skoku lądujesz na szyi. Potem były okserki z brzozowych kłód, bankiety, rów no i oczywiście woda.

W krosie nie mogłam Smoka zatrzymać, ale skakał wszystko bez wyjątku. Szkoda, że to siodło popsuło mi trochę przyjemność.

Ale i tak jestem zadowolona, bo Smok okazał się dobrym krosowcem. Zresztą nie jest to zaskoczeniem z jego doświadczeniem. Fajnie jest wiedzieć, że można na koniu polegać jeśli chodzi o skoki i kros. Zresztą Rysio też się świetnie spisał. W nagrodę oba konisie mogły po powrocie do stajni się trochę popaść na kiełkującej świeżo trawce:

Tak więc krosowo jesteśmy gotowi podjąć wyzwanie Jaroszówki :)

Gorzej z ujeżdżeniem…

Komentarze

19

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.