Tak szybko minęło :(

Zanim zakończę wpis o zgrupowaniu – mam do Was prośbę. W zasadzie dwie prośby! Po pierwsze jeśli używacie adblockera – wyłączcie go na stronie mojego bloga. Pojawi Wam się Wam tylko jedna mała reklama nad moim wpisem. Nic wielkiego. I tu druga moja prośba: klikajcie w te reklamy, przynajmniej od czasu do czasu. Każde takie kliknięcie to kilka groszy dla mnie. Czyli kliknięciem wspieracie mnie i moje konie :). Z góry dziękuję!

A teraz wróćmy do ostatniego dnia zgrupowania, który przyszedł niespodziewanie szybko…. W sumie czas tam spędzony był tak świetny, że aż nie mogłam się pogodzić z jego końcem :( De facto nie zdążyłam się nawet rozpakować :P

Co do treningów tego dnia, jako, że około 12.00 była zaplanowana oficjalna konferencja musieliśmy się bardzo szybko zbierać. W związku z tym Trenerzy wymyślili, że jazdy odbędą się w formie zawodów, czyli mieliśmy rozprężać się na placu na dworze, a do hali wjeżdżaliśmy zaledwie na kilka minut aby przejechać przygotowany poprzedniego dnia parkur i ewentualnie poprawić gdyby coś nie wyszło. Na każdego zawodnika przeznaczone było dokładnie 5 min plus 15 min przerwy w połowie zawodników, co umożliwiało nam zakończenie całej pracy około 10.30.

Jako pierwszym miałam jechać na Timim. Podczas rozprężenia zachowywał się bardzo przyzwoicie, pomimo całkiem sporej ilości konia na placu. Oprócz skoków głównie skupiałam się na uwrażliwieniu kucyka na pomoce, w związku z tym zaczęłam w trochę bardziej ujeżdżeniowym stylu poprzez ustępowania, łopatki i trawersy, a następnie przeszłam do dodań i skróceń w galopie. Dzięki temu udało mi się wyegzekwować aby kucyk w końcu reagował na moje półparady i pracę ciałem. Szczerze mówiąc jadąc na halę mega się kitrałam, co w sumie nie miało żadnego sensu, bo przecież to zwykły trening i zwykły parkur. Jednak emocje znacznie przewyższały w tamtym momencie na logicznymi argumentami, w związku z tym aż głupio się czułam gdy po raz kilkunasty powtarzałam sobie parkur, skoro nie był on nawet jakoś strasznie długi (12 przeszkód), a do tego znałam jego ustawienie już od  poprzedniego dnia. W każdym razie w końcu przyszła na mnie pora i tak jak długo wyczekiwało się tego momentu tak ledwo zdążyłam zacząć a już byłam na mecie :). Ogólnie jechało mi się bardzo dobrze. Timi nawet się ze mną jakoś strasznie nie zabierał, do tego udawało się utrzymywać jego głowę u góry, no i nie zrobiłam żadnej kichy odnośnie odległości. Pod tymi względami wszystko było ok, ale niestety pozostawała kwestia mojej równowagi, która tak jak ostatnio porównywałam do ME mega się zepsuła :(. Z drugiej jednak strony nie było sensu wtedy się tym zamartwiać ponieważ i tak nie zmieniłabym tego faktu w jeden trening, więc należało się tylko cieszyć z pochwał na temat naszych postępów od p. Dibowskiego i starać się pamiętać o tym przy następnych treningach.

Podczas rozprężenia na Czarku stwierdziłam, że im w większym stopniu uda mi się wykorzystać zasoby niespożytej energii kucyka tym bardziej komfortowo będę się czuła oraz tym lepiej będzie mi się jechało. Dlatego dużo czasu poświęciłam na pracę nad dodaniami i skróceniami w galopie, a także o ile było możliwe starałam się jak najczęściej najeżdżać na małe przeszkody. Na rozpężalni skakało mi się naprawdę super i nawet gdy już miałam pełen komfort jazdy udawało się na tyle skontrolować ciało w locie, że nawet mnie tak nie wywalało. Tym razem nie byłam tak zestresowana przed startem jako, że już raz jechałam już ten parkur, ale niestety ta pewność nie pomogła mi w przejechaniu parkuru w dobrym stylu. Tak jak do jakiejś 5 przeszkody było ok, tak potem ja zamiast robić półparady i odpuszczać rękę zaczęłam wisieć na wodzy, a przez to z kolei Czaruś miał się na czym oprzeć i z każdą przeszkoda zaczynał mnie coraz bardziej wyciągać z siodła co przyczyniało się do mojego braku równowagi… Na szczęście gdy p. Dibowski kazał mi jeszcze raz przejechać pierwszą część parkuru podczas gdy byłam już świadoma mojego błędu wszystko wyglądało już znacznie lepiej. Również zwrócił mi uwagę na fakt, że Czaruś lubi wpadać mi łopatką do środka w zakręcie co prowokuje go do rozpędzania się. Dlatego przy drugim przejeździe miałam również pamiętać aby używać dużo wewnętrznej łydki i wypychać konia na zewnątrz poprzez odciąganie go zewnętrzną ręka lekko odstawioną od szyi. Dzięki tym kilku wskazówkom przejazd nawet jak dla mnie wyglądał całkiem przyzwoicie.

To zgrupowanie już za mną, ale w przeciwieństwie do innych kadrowiczów nie wracałam następnego dnia do szkoły tylko właśnie zaczynałam ferie. Już tydzień ich za mną, a kolejne zgrupowanie już w połowie Marca, też w Racocie. Nie ukrywam, że wyglądam go ogromnie!

Komentarze

14
  • ola

    Czyli masz tak samo, że nie możesz się czegoś doczekać, nagle to trwa i zanim się obejrzysz to już mija tydzień od tego wydarzenia. Wg. mnie najgorsze co może być :)

    Odpowiedz
  • Natka

    Już tydzień minął…
    Gosia, teraz jak jestem chora i czytam masę twoich wpisów z 2012-2013 roku. Marzyłaś o robieniu trawersów, rewersów. Chciałaś żeby mama zobaczyła cię w telewizji na zawodach międzynarodowych… Tyle się spełniło, nie?
    Mogłabyś (oczywiście jak będzie ci się nudziło :P) napisać do czego służą hacele? Tyle razy wspominałaś o wkręcaniu i wykręcaniu, a internet gada jakieś bzdury :) Będę ci baaardzo wdzięczna!

    Odpowiedz
    • Minifaliowa

      Hacele są po to żeby koń się nie ślizgał na podłożu :) szczególnie ważne jest to na mokrej powieszenia np trawy i w czasie ktoś gdy jest duża prędkość .

      Odpowiedz
    • Zebrazklasa

      No wlasnie. Dzien za dniem mija i czlowiek nie pamieta o swoich dawnych marzeniach. Na szczescie powoli sie spelniaja, jestem ciekawa najblizszego sezonu, mam nadzieje ze pojdzie dobrze ze wykorzystam ta cala prace jaka wkladam z kucykami :) Hacele to sa takie metalowe wkrętki w podkowy. Jak poszukasz w sklepach jezdzieckich haceli to zobaczysz rozne ksztalty stozki, Prostopadlosciany etc z jednej strony zakonczone geintem. W podkowach koni na koncowkach sa zostawione otwory z gwintem i w nie wkreca sie hacele przed startem na czyms sliskim, np gdy jest parkour na trawie, na krosie zawsze zeby konie mialy przyczepnosc. Wkrecanie tego jest o tyle mozolne, ze te otwory w podkowach lubia sie czyms zapchac, wystarczy ze zanieczyszcza sie ziemia i juz sie hacel nie chce wkrecac. Dlatego niektorzy na zawodach wkladaja w te dziurki wate zeby sie tam nie dostawal brud. Mam nadzieje ze terazwszystko jasne?

      Odpowiedz
  • kinga

    Niestety to co dobre szybko się kończy, ale najważniejsze że jesteś zadowolona i widać już wiele postępów :) Mówisz że już tydzień ferii za Tobą a za mną już pierwszy tydzień szkoły :( A i jeszcze jedno chyba Cię nawiedze w Jaroszówce 16-17.04.2016

    Odpowiedz
  • Lola

    Na twoją prośbę kliknęłam w reklamę :D I klikać będę :D

    Odpowiedz
  • Lola

    Nie ma jeszcze galerii 2016? Gdy już przyjdzie czas na wiosenne porządki, to warto się za to zabrać :D Nie sądzisz?

    Odpowiedz
  • Mekitojika

    Chciałam zapytać Cię… ile jeździsz? Ile masz lat? Wiążesz swoją przyszłość z końmi? Jak dajesz radę pogodzić szkołę i treningi? Ile razy w tygodniu masz trening?
    Ja mam 14 lat i nie umiem pogodzić szkoły z 1jazdą tygodniowo ;/. Dasz mi jakieś rady? PROSZĘ

    Odpowiedz
  • justii

    Czy ty znajdujesz czas na spotkania ze znajomymi szkolnymi? Takimi,którzy nie mają nic wspolnego z końmi?

    Odpowiedz

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.