Miał być krótki wyjazd. Zgodnie z propozycjami zawodów (czyli oficjalnym opisem planu zawodów zatwierdzonym przez PZJ), moja konkurencja miała się zacząć 12.50. Mieliśmy pojechać do Aromeru (razem 15 koni) poskakać i zaraz wrócić. Niestety zawody jeździeckie, są zupełnie niedzisiejsze, bo zajmują baaaaardzo duuuuużo czasu. W stajni byłyśmy z mamą o 9.30, żeby przygotować konia na wyjazd ciężarówką o 10.00. W sumie nie było dużo pracy bo jechaliśmy tam i z powrotem jednego dnia. Oznaczało to że nie trzeba zabierać ze sobą dwóch żłobów do powieszenia w boksie (jeden na wodę, drugi na paszę), siana, paki z całym osprzętem (baaardzo ciężka rzecz). Ponieważ były to zawodu towarzyskie, nie trzeba było się też specjalnie ubierać w strój konkursowy (białe bryczesy, czyste sztylpy i sztyblety, białe rękawiczki, biała koszula, raktrok/frak), oraz nie trzeba czesać na grzywie konia koreczków. Wystarczyło ubrać Ryśka w ochraniacze transportowe na nogi i ogon, zabrać derkę polarową do ubrania po konkursie i zabrać podstawowe rzeczy do czyszczenia konia do nieco większej skrzynki, którą można kupić w Leroy Merlin (jako skrzynkę do narzędzi). A siodło po prostu do bagażnika. Czyli powinno być dość sprawnie. Normalnie przed zawodami następuje czyszczenie i pucowanie wszystkiego: butów, siodeł, ogłowia itp. Zajmuje to sporo czasu, ale na zawodach wszystko musi błyszczeć.
Tymczasem z transportem koni dużo zależy od samych koni :) Bo raz się takiemu chce wsiąść do ciężarówki, a raz nie. Bywają konie które chronicznie nie znoszą transportu. Kiedyś obserwowałam takie zmagania z koniem po zawodach w Starej Miłosnej. Przez godzinę, namawiali go wszelkimi sposobami żeby wszedł do przyczepy. W końcu musieli tak zaparkować przyczepę, żeby zasłaniała całe wyjście ze stajni w której schowano tego konia. Czyli miało mu się wydawać, że cały czas jest w stajni, gdy wchodził już tymczasem do przyczepy.Wreszcie go załadowali, ale współczuję im takich przejść za każdym razem…
U nas była tym razem jedna bardzo młoda kobyłka, która pierwszy raz w życiu jechała na jakiekolwiek zawody. Nie chciała w żaden sposób wejść do ciężarówki. Trap traktowała tak, jakby to był jakiś kosmiczny stwór, którego się brzydziła nawet dotknąć kopytem :) . Na szczęście panom stajennym udało się ją stosunkowo szybko spacyfikować. Rysiek jest akurat doświadczonym koniem. Zjechał na pewno więcej Polski w swoim życiu niż ja i bez problemu wchodzi do ciężarówki. Po załadunku konie wyruszyły do Aromeru o 10.15, a my za nimi ze sprzętem, siodłem i derką i czaprakiem w bagażniku.
Jak widzicie konie jadą specjalną ciężarówką do transportu koni sportowych. Mieści ich się tam 6, dodatkowo jeszcze sporo pak i siana. Dlatego konie nie wyglądają na nieszczęśliwe gdy są już w środku :)
Z reguły na zawodach tam gdzie konie nocują, trzeba wykupić boksy dla nich. W tym przypadku gdy mieliśmy tylko pojechać po dwa konkursy i wrócić tego samego dnia do stajni, mieliśmy wykupione tylko cztery boksy “przechodnie” na wszystkie konie. Mniejsze kuce, które startowały wcześniej, prosto z transportu zostały osiodłane i poszły z zawodniczkami na rozprężalnię przygotowywać się do startu. My mieliśmy dłuższą chwilę do startu, więc stanęliśmy w boksach przejściowych.
Dziewczynkom na mniejszych kucykach szło bardzo dobrze. Większość tych kucyków bowiem, to bardzo doświadczeni zawodnicy. Poniżej kilka zdjęć ze startów kucyków. Jedną parą są Julka i Aztek. Ta para wygrała w zeszłym roku Puchar Warszawy i Mazowsza w skokach przez przeszkody:
Jest też kilka nowych w klubie dziewczyn na mniejszych kucykach, jedną z nich jest Kasia, która jeździ na bardzo doświadczonej Fatimie:
W Aromerze rozprężalnia jest w osobnej hali niż parkur. Dlatego trenerzy muszą kursować między jedną a drugą halą, przyprowadzając i wyprowadzając poszczególne grupki swoich podopiecznych. Po mniejszych kucykach, przyszła pora na konkurs 95cm, gdzie startowała oprócz mnie też Ania na Morświnie:
Oprócz Morświna, Ania jechała też na dużym koniu Simbie. Jechała też ze mną Julka na Hektorze, który jest dużym, doświadczonym koniem skokowym.
Oprócz nas z Ryśkiem:
jechało też duże konkursy kilkoro zawodników dorosłych, którzy trenują z Trenerem.
Generalnie poszło nam dobrze i źle. Dobrze, ponieważ pojechaliśmy na czysto bez błędów w konkursie 95cm.
Źle, bo nie pojechaliśmy konkursu 100 cm i miałam straszny niedosyt z tego powodu. Taką miałam ochotę pojechać tą setkę! Nie pojechaliśmy drugiego konkursu dlatego, bo Rysiek trenuje dopiero od tygodnia, wcześniej miał od Świąt niemal ośmiotygodniową przerwę z powodu mojej kontuzji nogi (naderwałam sobie więzadło w kostce u nogi) i po tym pierwszym konkursie wyglądał na zmęczonego. Prawdopodobnie ma akurat szczyt zakwasów po tym jednym tygodniu treningów. Nie chcieliśmy go więc przeforsować dziś, gdy przed nami dwa kolejne weekendy ważnych zawodów.Dlatego po pierwszym konkursie spacerowałam z nim po prostu na dworze, żeby się rozluźnił i odpoczął.
W najbliższy weekend (25 – 26 lutego) mamy Puchar Warszawy i Mazowsza w skokach przez przeszkody dużych koni w Aromerze. Będzie to naprawdę ciekawy konkurs, kto żyw niech przyjedzie, bo finały seniorów w niedzielę będą miały przeszkody 130 cm wysokie! My mamy jechać Juniorów Młodszych na dużych koniach, czyli przeszkody 100-105cm. Za dwa tygodnie z kolei (3-4 marca) jest Puchar Warszawy i Mazowsza kucy i małych koni, też w Aromerze. My jako mały koń, możemy jechać zarówno w konkursach dużych jak i małych koni.
Teraz poważne przed nami zadanie, żeby przygotować Ryśka w ciągu najbliższego tygodnia, na trzy starty w nadchodzący weekend. W sobotę w pucharze bowiem będą dwa półfinały, a w niedzielę finały. Mam nadzieję, że nam się uda!
Po rozsiodłaniu koni wreszcie mogłyśmy pójść coś zjeść do barku. Była godzina 15.00, a ja ostatnio jadłam śniadanie o 8.00. Na zawodach często nie ma czasu pić, ani jeść i dopiero wieczorem człowiek sobie przypomina, że tego nie robił…
W nagrodę za bezbłędne przejazdy dostałyśmy flos. 
Zostało zatem tylko zapakować konie do ciężarówki, wrócić z nimi do stajni, rozpakować cały sprzęt i nałożyć na nogi rozgrzewającą wcierkę i ocieplacze. Na zdjęciu poniżej przygotowani do transportu Rysiek i Forteca. Rysiek ma na sobie ochraniacze transportowe na nogi i ogon, a Forteca ma zwykłe ochraniacze na nogi. Jak się nie ma transportowych, to w zasadzie wszystko jest lepsze niż nic. Nawet ocieplacze założone do transportu pomogą ochronić nogi przed ewentualnym obtarciem.
Natomiast za tydzień w Pucharze Warszawy i Mazowsza zwycięzcy otrzymają derkę mistrza! W Mistrzostwach Warszawy i Mazowsza wkkw w Starej Miłosnej jesienią 2011 dawali taką czerwoną derkę z żółtymi oblamówkami, z napisem Mistrz Warszawy i Mazowsza wkkw 2011… Taka derka to marzenie większości zawodników, moja też… :)
A na razie kończę bo pora trochę odpocząć. W końcu jutro rano trening jak co dzień…












Komentarze
Koniara2001
Super ;)
JoannaM
Gratuluję…