Dziki pęd!

Dzisiaj miałam nadzieję (co jest dziwne) że będzie ujeżdżenie. Po wczoraj chciałam jeszcze poćwiczyć kilka elementów programu szczególnie, że nie do końca wiem czy w środę będę miała trening tam w Pieńkach. Zależy o której godzinie tam dojedziemy. Spodziewam się, że tam jazda będzie pod wieczór żeby nie męczyć koni tym słońcem i gorącem (zrymowałam :) ). Więc miejmy nadzieję że na niego zdążymy.

Po przyjeździe do stajni i dowiedzeniu się, że będziemy mieli galopy kondycyjne miałam wrażenie że jak raz na sto lat chciałabym mieć ujeżdżenie, to go nie ma, a za każdym razem jak go nie chcę mieć to oczywiście jest. No ale cóż… jak mus to mus.

Po wyjechaniu na plac stępowałam przez 15 min bo pani Basia zajmowała się grupą ujeżdżeniową która nie jedzie na zawody. A potem zaczął się strasznie męczący kłus. Na szczęście czas minął mi szybko, gdyż skupiałam się na wyginaniu Sojuza, robieniu małych kółek żeby go podstawiać i przede wszystkim na prostowaniu moich pleców. Zawsze na zawodach mama zwraca mi uwagę ze się garbię, więc muszę coś z tym zrobić. Ciągle musiałam się pilnować i byłam tym non stop zajęta.

Potem była chwila stępa i galop. Pani powiedziała żeby na początku galopować powoli i przyśpieszyć dopiero kiedy ona to powie. Więc posłusznie się wlekłam i wtedy stwierdziłam że takie WOLNE galopowanie jest o wiele bardziej męczące niż na przykład kłus, lub nawet kłus ćwiczebny! Cały czas musiałam pilnować Smoka żeby nie przeszedł do kłusa. Na szczęście po jakiś 5 min mogłyśmy już przyśpieszyć. A “przyśpieszyć” przy galopach kondycyjnych to oznacza gnać jak się da, tylko żeby się nie przewrócić. Bardzo mi się to podobało bo Sojuz ma taką dużą, kołyszącą, fajną fulę…

Komentarze

1
  • robin565

    Też dziś wymarzyłem sobie ujeżdżenie, ale był teren, co okazało się jeszcze fajniejsze = D

    Jesteś już w Pieńkach, tak? Czekam na relacje C:

    Odpowiedz

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.