Test wielofunkcyjności

Wczorajszy dzień można uznać za jeden z bardziej nietypowych, ponieważ pomimo faktu, że NIE startowałam w zawodach, ponieważ zaledwie dzień wcześniej wróciłam z wyjazdu feriowego, to i tak miałam sporo roboty. Można powiedzieć, że byłam (w sumie jestem bo dzisiaj też mnie to czeka :P) połączeniem beridera, luzaka i kamerzysty :P

Do stajni przyszłam koło 10.30 specjalnie żeby zobaczyć początek klasy P, w której to jechała Olimpia na Big Benie. Właśnie dzień wcześniej udało jej się zdać srebrną odznakę z super wynikiem z ujeżdżenia, czyli 9.0 na Jasperze, a wcześniej licencji skokowej też na tym koniu i w ten sposób mogła pojechać swoje pierwsze 110cm :)

 

Jasper to młody konik, który jest na sprzedaż, więc gdybyście znały kogoś kto szuka dla siebie szybkiego, zwinnego konika to piszcie na adres email właścicielki: nightfire7@wp.pl

Po tym przejeździe miałam dość dużo czasu do następnego startu- Chenaro w małej rundzie, dlatego stwierdziłam, że żeby nie marnować czasu pojeżdżę dwa z trzech koni. Jako pierwszego do pracy wzięłam tak zwaną Kuleczkę, czyli wałacha mojej koleżanki Agatki (dostał to przezwisko z powodu pierwszego wrażenia kiedy to zaczynał prace z p. Łukaszem- mały, włochaty i dość okrągły konik). Jak to zwykle bywa podczas zawodów, wszystkie hale są zajęte dlatego byłam zmuszona z przyjemnością iść na tor. Bardzo dobrze się złożyło ponieważ akurat była ładna pogoda i spotkałam tam kilka innych koni, więc kuleczek nie świrował z samotności. Nie oznacza to jednak, że w ogóle nie świrował :PZaczęło się w kłusie kiedy to Lifcik się trochę nabzdyczył, zrobił się ogierowaty no i w pewnych momentach zaczynał brykać i lekko się wspinać (jeszcze nigdy nie widziałam go tak nabuzowanego :p). Na szczęście jest on jak na mnie dość mały więc w razie co to miałabym blisko do ziemi :P

Po rozgrzeweczce w postaci pól toru w kłusie, stwierdziłam, że trzeba Lifcika troszkę uspokoić do czego wykorzystałam ogólną zasadę, że koń jadąc po kole uspokaja się i zwalnia w przeciwieństwie do jazdy na wprost (jest to ruch który wymaga większego skupienia niż jechanie prosto, koń musi podstawiać wewnętrzne nogi pod kłodę, a do tego jest wygięty co utrudnia mu jakiekolwiek brykanie czy wspinanie się) tak więc za każdym razem gdy Lift zaczynał mi przyśpieszać robiłam kilka małych kółeczek. Reszta poszła już z górki. Kucyk oprócz tego, że się rozluźnił to jeszcze troszkę zmęczył więc już nie było mowy o świrowaniu :). Na galop wzięłam go na duże koło w miejscu gdzie było najrówniej i najmniej kretowisk. Muszę przyznać, że jechało mi się superowo! Wolny i rozluźniony galopik, koń z nosem przy (swoich) nadgarstkach, półsiadzik i  wolna przestrzeń – wszystko czego jeźdźcowi potrzeba :D

Niestety następna jazda nie była już tak przyjemna, ponieważ po pierwsze miałam mniej czasu (musiałam zdążyć oddać tranzelkę przed wyjściem Czarka) a do tego jeździłam na szalonej Godecji. W sumie nie zamierzałam robić nic szczególnego oprócz lekkiego zmęczenia klaczki. Nawet tego nie udało mi się osiągnąć… im dłużej galopowałam tym Godecja się bardziej nakręcała :P

Co do przejazdów Czarka i Timona w sumie nie dużo da się powiedzieć, kucyki wypadły bardzo dobrze (bardzo lubię momenty kiedy to np. Czarek skacze na rozprężalni a wszyscy trenerzy wokół mnie mówią „wow, ale fruwa” :D). Czarek miał jedną zrzutkę na wejściu do szeregu, ponieważ po krótkim zakręcie trochę nie pasowała odległość i zrobiło się za blisko (sorry za zamglony film ale chciałam oczyścić ekran z paproszków i troszkę nie niego podmuchałam :P).  A Scotty na czysto, a do tego z bardzo dobrym czasem bo zajął szóste miejsce (jego drugie C w życiu). Z obu kucyków jestem bardzo dumna, ale szczerze mówiąc też troszkę zazdrosna ponieważ większość ludzi na zawodach myśli, że są to konie p. Łukasza :P

 

 

Po kilku godzinach tej bieganiny, dodając do tego jeszcze te wszystkie emocje, na prawdę nie miałam już  weny twórczej żeby wsiadać na Sojuzika (szczególnie, że robiło się już ciemnawo) tak więc ograniczyłam się do pół godzinnego spacerku. Gdy  obrobiłam wszystkie konie, ogarnęłam stajnię i przygotowałam dla nich żarcie, W KOŃCU MOGŁAM SAMA IŚĆ COŚ ZJEŚĆ! :)

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.