Zainspirowana artykułem w Horse&Hount nt najtrudniejszych na świecie przeszkód (http://po.st/kGZNYA) zaczęłam się zastanawiać czego tak naprawdę najbardziej się boję na zawodach?
- Największa obawa to wywrotka z koniem
Widziałam takie sytuacje kilkakrotnie na krosie, np w Racocie, gdy koń nie zdołał przełożyć przednich nóg nad pochylnię i siłą rozpędu przekoziołkował nad nią upadając na dziewczynę która na nim siedziała. Widok straszny, bardzo tej dziewczynie współczuję i cieszę się, że skończyło się tylko na złamaniu nosa (podobno). To jest sytuacja której boję się najbardziej. Często na krosie podłoże jest co najmniej dyskusyjne, bo od kilku dni pada deszcz a podłoże jest gliniaste (wielokrotnie się to zdarza w Strzegomiu np.), albo dosłownie półpłynne bo jest torfowe (wiele razy miało to miejsce w Kwiekach).
Pokonanie krosu w normie czasu w takich warunkach jest bardzo ryzykowne. Być może nie powinnam się tego bać, ponieważ przy złych warunkach my zawsze stawiamy bezpieczeństwo ponad wynikiem. Zawsze jedziemy wolniej, zawsze analizujemy trasę tak, aby nie jechać przez najbardziej grząski teren, nawet gdy trzeba nadłożyć trochę drogi. Tak więc robimy co możliwe aby taki wypadek się nie zdarzył, ale jednak jest to moja największa obawa.
- Druga w kolejności obawa to sytuacja gdy ja w spadam z konia, a koń ucieka gdzieś w teren i coś sobie zrobi
Po tym co stało się Rysiowi, który taką sytuację przypłacił życiem (dla tych którzy nie znają tematu – ten wypadek zdarzył się gdy Rysio już był u nowej właścicielki), taka wizja pozostaje w mojej głowie i bardzo się tego boję za każdym razem gdy spadam na krosie (co jak wiadomo zdarzyło mi się w ubiegłym roku dwa razy). Na szczęście Scotty sam do mnie w Baborówku wrócił nie wiedząc dokąd ma biec, a Donkowi nie chciało się nawet uciekać ;)
- Trzecia obawa to wrąbanie się w przeszkodę z powodu braku widzenia odległości i znowu z wynikiem, że koniowi się coś może stać (np. uderzyć się, obić, obetrzeć, stanąć na drąg etc etc)
Przez pewien czas miałam drobną obsesję nt mojego „nie widzenia” odległości i ta obawa towarzyszyła mi bardzo często. Szczególnie na krosie jest ona aktualna, ponieważ tam zrzutek nie ma… Dopóki nie będę miała poczucia, że widzę odległość odpowiednio wcześniej ta obawa będzie mi towarzyszyć jeszcze długo. Na szczęście konie w krosie bardzo mi pomagają w tym zakresie i bardzo często same korygują odległości, chyba instynktownie rozumiejąc niebezpieczeństwo. A sytuacja o której myślę jest idealnie pokazana w moim prastarym filmie w 2.34 minucie…
- Kolejna obawa to kulawizna konia po zawodach, albo po transporcie
Tego obawia się każdy kto startuje w zawodach. Konie potrafią przez przypadek zrobić sobie krzywdę w transporcie, wsadzić nogę nie tam gdzie trzeba, albo źle postawić nogę w krosie. Czasem też po krosie okazuje się, że doznały kontuzji. Np bardzo niebezpieczna jest prędkość połączona z wysokimi zeskokami z bankietów, takich jak na tym filmie z Racotu w 2.56 minucie. Staramy się zawsze odpowiednio rozgrzać konie przed startem, założyć im specjalne krosowe ochraniacze, natrzeć specjalnym mydłem poślizgowym, ale pewne rzeczy pozostają poza naszą kontrolą.
- I wreszcie pierwsza obawa nie związana ze zdrowiem koni: obawa, że zapomnę programu w ujeżdżeniu, lub trasy krosu.
W WKKW tak wiele zależy od wyniku ujeżdżenia, że zapomnienie programu to rzecz okropna. Tym bardziej, że najczęściej powoduje ono takie wybicie z rytmu jeźdźca, że nie może się potem w programie odnaleźć, czarna dziura w pamięci i takie rzeczy… Zapomnienie trasy w krosie jeszcze mi się nie zdarzyło. Zawsze chodzę trasę co najmniej trzy razy i raczej wiem co jest po czym. Co prawda zdarzyło mi się pomylenie przeszkody nieświadomie i co się dalej zadziało pokazuje powyższy film ilustrujący obawę nr 2… Mógł temu towarzyszyć upadek z koniem, ucieczka konia etc, ale na szczęście nic takiego się nie miało miejsca. Wiem jednak, że zawodnikom, którzy jadą np trzy kategorie na trzech koniach zdarza się pojechać przeszkodę ze złej kategorii, a to oznacza eliminację…
Zapomnienie parkuru jest w sumie najmniej poważne. Można poszukać wzrokiem numerka przeszkody (jeśli akurat nie upadł…). Ale może też być tak jak w Warce, gdy nie wiedząc w którą stronę powinnam skręcić po dwójce (nie pamiętając trasy) skończyłam ciągnięta po ziemi za ostrogę… Zresztą to był jedyny raz gdy na zawodach skokowych nie miałam na sobie kamizelki!
Jak patrzę na to co napisałam wyżej – straszne są te moje obawy! Wydaje mi się, że człowiek który nie ma żadnych obaw byłby w tym sporcie niebezpieczny dla siebie i konia. Trzeba zdawać sobie sprawę z niebezpieczeństw, ale nie można też dopuścić do tego żeby obawy Cię paraliżowały. Trzeba zdawać sobie z nich sprawę i mieć plan na ich ominięcie, ale koncentrować się całkowicie na programie, trasie i na tym co ma się zrobić. I ja tak staram się robić. A jakie Wy macie obawy związane z jeździectwem?



DODAJ KOMENTARZ?