To były trudne zawody. Z jednej strony niedawna kontuzja Smoka, niepewność czy się dostanie na OOM, moje wciąż bolące stłuczenie biodra. Wiadomość o śmierci mojego kochanego Rysia, która dotarła do mnie w momencie, gdy wsiadałam na konia, żeby wyjechać na kros. Całą drogę nie widziałam nic przez łzy. Na rozprężalni nie mogłam się skupić. W końcu ruszyłam, ale jechałam zdecydowanie za wolno, zgubiłam strzemię w połowie krosu, nie mogłam go złapać. Tylko dzięki mistrzostwu Smoka dojechałam do końca krosu bezbłędnie i spóźniłam się tylko 5 sekund zarabiając 2 punkty karne. Przesunęły by mnie one na 4 miejsce, gdyby nie to, że dziewczyna, która była za mną, spóźniła się jeszcze bardziej, najprawdopodobniej dlatego, że w wyniku losowania kolejności startów jechała ostatnia w najgorszy upał i jej koń najwyraźniej nie miał siły w tym żarze biec.
Tego samego dnia miałam wypadek na krosie. Ale nie tym na koniu, tylko przy koniu.
Wyszłam ze Smokiem po południu na teren krosu na spacer. Na trawie leżały sznurki ograniczające teren krosu w czasie zawodów, takie białe, plastikowe. Ja zdążyłam przejść te sznurki, a Smok przez nie przechodził i zaczepił ochraniaczem. Oczywiście potwornie się przestraszył i wyrwał galopem do przodu. A sznurki z nim, a ponieważ były przyczepione wciąż do palików, zrobiła się z nich taka proca, która zatrzymała się na moich nogach i każdy ze sznurków przeciął mi obie nogi pod kolanem, a zjeżdżając z nóg uszkodziły jedną łydkę, tak, że nie chciała się zmieścić w sztylpa. Oczywiście Smok zwiał dzikim pędem do stajni, ale ja w tym momencie umarłam ze strachu bojąc się… że złamie nogę… :( I myślałam tylko “Boże niech ten czas się cofnie, niech będzie 5 minut temu!”
Popędziłam jak tylko szybko mogłam do stajni zobaczyć czy nic się nie stało. Na szczęście Smok pobiegł prosto do stajni a tam stała duża grupa ludzi i go złapała. Dopiero wtedy poczułam, jak bardzo bolą mnie nogi. Mama gdy je zobaczyła krzyknęła z przerażenia, ponieważ mam dwie poprzeczne przecięcia skóry do mięśni. To co można było wtedy zrobić to polać wodą utlenioną i nałożyć chłodzącą glinkę dla koni, żeby nie dopuścić do spuchnięcia tych ran. Musiałam w niej spać.
Następnego dnia był przegląd weterynaryjny koni. Rano, nie byłam w stanie chodzić, a co dopiero biec z koniem. Ale co miałam zrobić? Zrezygnować z zawodów na które pracowałam tyle czasu? Założyłam sukienkę i pobiegłam ten przegląd. Myślę, że wyglądałam tak żałośnie, że komentujący przez mikrofon sędzia skomentował “koń nie kuleje, ale zawodniczka tak”.
Smok przeszedł przegląd i okazało się, że nie mogę włożyć sztylpy, bo mam zbyt spuchniętą prawą łydkę. Musiałam założyć najcieńsze spodnie i miękkie treningowe sztylpy. Niemniej jednak gdy wsiadałam na konia po oglądaniu parkuru, sędziowie wezwali do siebie moją mamę i kazali jej zaprowadzić mnie do karetki. Ale ja już siedziałam na koniu a konkurs trwał. Różnice punktów między zawodnikami były tak małe, że gdybym miała jedną zrzutkę, spadłabym na 6 pozycję!
Bardzo ciężko było mi jechać, ponieważ spodnie tarły mnie o rany pod kolanami. Potem okazało się, że miały z tyłu krwawe pręgi. Pojechałam jednak te skoki. Bardzo wolno, ale na czysto. Zostałam na 3 miejscu! I tu jest druga strona tych zawodów. Gdy wreszcie dotarłam do karetki, lekarz powiedział mamie, że nie powinnam startować przez kolejne kilka tygodni. Że nie powinnam była jechać tych skoków. Ale jak już pojechałam zdobyłam coś, czego nikt mi nie zabierze: drugie Wicemistrzostwo Polski w wkkw!
To jest największy sukces życia, opłacony dosłownie łzami i krwią! Jak można by z tego zrezygnować? Dedykuję to zwycięstwo Rysiowi, bez którego nie byłabym w sporcie tu gdzie dziś jestem :(
Ale to jeszcze nie koniec. W sobotę dowiedziałam się, że jednak się zakwalifikowałam na OOM w ujeżdżeniu. Trenerka stwierdziła, że muszę jechać, bo ujeżdżenie nie zaszkodzi Smokowi na nogę, a jednak dla klubu to prestiż. Potwierdziłyśmy wyjazd, załatwiłyśmy wszystko i teraz z tymi ranami na nogach będę jechać za dwa dni kłus ćwiczebny…!
Dodatkowo muszę sama spędzić w Swoszowicach dwa dni w namiocie doglądając konia, zanim we wtorek dojedzie do mnie Pani Maria, jako moja trenerka i moja mama z upranymi białymi ciuchami i czaprakami. Zamiast leżeć wygodnie w wygodnym domowych łóżeczku, leżę na dziurawym jak się okazało materacu, na trzech śpiworach i kołdrze i jakoś muszę przetrwać…









Komentarze
olik605
Naprawdę nie wiesz jak Ci współczuję, to naprawdę musi boleć, ale wierzę, że wytrzymasz.Wiem, że to pewnie dla Ciebie trudne z bolącymi nogami i to w dodatku w namiocie, ale ja trzymam za Ciebie kciuki i na pewno na tych OOM też zdobędziesz wicemistrzostwo, albo nawet Mistrzostwo!!!
olik605
Nie wiem jak ty, ale ja uważam, że Ci się sushi należy!!!:D
srokata
a to pech… ale to jest własnie dziwne, że jak wszystko idzie na poczatku caacyy to potem jak dojdzie co do czego jest klops… A gdy wszystko się wali, na koncu jest sukces :)
Ja bym na Twoim miejscu nie dala kompletnie rady, ale bylas twarda i to sie liczy :D
Powodzenia w kolejnych konkursach :*
Ola
Gratuluję ! :) i życzę Ci wytrwałości na te dwa dni, na pewno dasz radę : )
Domi
Aż mnie wzruszył ten wpis….. ^^
MPMJ Facimiech- jeszcze dużo pracy 2… | Zebra z Klasą
[…] Dwie twarze OOM w Facimiechu […]