Ciężki weekend

Przepraszam, że kazałam wam czekać aż trzy dni na nowy wpis, ale, po pierwsze nic ciekawego się nie działo, a po drugie, byłam totalnie zawalona robotą. Ach ta szkoła… urok dzieciństwa. Po pierwsze przedstawiam Smoka po przerwaniu grzywy. Bardzo się zrobił kulturalny…

IMG_0654IMG_0642IMG_0632

Możecie się zdziwić dlaczego ten wpis został wywieszony w poniedziałek około 12.00 (że niby nie mam szkoły?). Nie tak dobrze nie jest. Po prostu w domu Internet nam się rozwalił, tak więc napisałam to wieczorem wczoraj (w sensie niedziela), a mama wzięła to do pracy i tam powiesiła na blogu, przy okazji sprawdzając błędy ortograficzne, których (znając mnie) było mnóstwo ;)

W każdym razie po raz kolejny jeździłam sama (w sobotę też), po raz kolejny wykonywałam pracę domową, którą zadała mi pani Ewa, czyli: przejścia kłus zatrzymanie i z powrotem, łopatki w kłusie ćwiczebnym (jak miło!) i małe kółka w galopie i po raz kolejny trzeba przyznać, że Sojuz całkiem ładnie chodził. Czyli podsumowując, same nudy. Zero przelewającej się krwi, wypasionych samochodów, mega przystojnych ratowników, czy super gwiazd takich jak Justin Bieber. No ale cóż, takie jest ujeżdżenie. Pracochłonne, dla niektórych nudne, ale zarazem piękne i satysfakcjonujące, i pomyśleć że jeszcze pół roku temu mówiłam na nie „ujeżmęka” :P

Jedyne czym mogę was zaskoczyć to to, że mam parę ładnych zdjęć (dzięki mojej mamusi :* ) i nowiny z Mistrzostw Warszawy i Mazowsza ujeżdżeniowych w Aromerze, na których była Julka Kania (2  miejsce), Zosia Kamińska(1 miejsce) i Zuzia Haber (również 1 miejsce).

IMG_0759

Tak więc po rozgrzaniu Sojuza, przeszłam od razu do najgorszego ćwiczenia, ale również  najbardziej przydatnego: łopatki. Mianowicie wpływa ona bardzo korzystnie na Smoka, ponieważ rozluźnia go, a zarazem mnie meczy dzięki czemu on ma chwile odpoczynku (dwie pieczenie na jednym ogniu).

IMG_0715Co prawda nie jestem jakimś mistrzem, ale chyba widać że koń porusza się po trzech śladach? Następnym ćwiczeniem były zatrzymania i ruszenia kłusem. Znacznie ważniejsze były zakłusowania, ponieważ podczas nich Sojuz podrywa mi głowę, ale to moja wina gdyż za każdym razem pochylam się i popuszczam mu wodzę (chociaż się pilnuję to i tak nie zawsze wychodzi), tak więc toczyłam wewnętrzną walkę…

IMG_0699

Gdy już to ogarnęłam przeszłam do galopu. Małe kółka nie wychodziły najgorzej, szczególnie w lewo. Żeby jeszcze bardziej utrudnić Sojuzowi, najpierw dodawałam na ścianie, a potem od razu robiłam koło, tak więc musiał się skrócić i podstawić (i dobrze mu tak :P).

Na koniec zrobiłam coś podobnego do żucia z ręki, a potem tak na złość (żeby się nie przyzwyczaił zbytnio, że jak tylko robimy to ćwiczenie to oznacza to że jest koniec treningu) zrobiłam wszystko jeszcze raz tylko w skróconej wersji. Był trochę zdziwiony, ale dobry związek polega właśnie na ciągłym zaskakiwaniu siebie nawzajem…

Po treningu, tak żeby dobrze go zaakcentować musiałam odprowadzić Sojuza na padok, po przez totalne bagno i właśnie w ten sposób odkryłam że mam dziurę w bucie :)

Komentarze

21

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.