Fantastyczne przygody… :P

Ostatnio jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności (na pewno przypadkowo :P) gdy mnie nie ma w stajni (przez minione dwa tygodnie z powodu szkoły musiałam mieć po jednym dniu wolnego od stajni, aby przeznaczyć ten czas na naukę) zazwyczaj wtedy Trenejro ma treningi skokowe, w związku z czym gdy wracam czeka na mnie… kolejna fascynująca przygoda z ujeżdżeniem :P

Podczas wczorajszych treningów jak zwykle mieliśmy pracować nad rozluźnieniem koni oraz w ramach dodatkowej rozrywki w planie uwzględniliśmy również kilka elementów programu 1*. Na pierwszy ogień poszedł Sojuzik i szczerze mówiąc nie zaliczam tej jazdy do najbardziej udanych. Niestety nie wszystko poszło zgodnie z planem ponieważ bardzo długo zajmowaliśmy tym, żeby Smok przyjął kontakt szczególnie na prawej wodzy. Zazwyczaj konie na których jeżdżę są mniej czułe na prawo (częściej się usztywniają i zapierają na tą stronę) głównie z tego powodu że jestem praworęczna, więc tą rękę mam silniejszą co z kolei oznacza, że mam większą tendencję do używania mocnego kontaktu na tej wodzy. U Sojuza z tego co pamiętam przez jakiś czas również tak było, ale dzięki dość częstej ostatnio pracy w dół na lekkim kontakcie też na czarnej wodzy, Sojuzikowi się trochę przestawiło. Pomimo faktu, że jest już znacznie lepiej odnośnie przyjmowania kontaktu, to jednak teraz pojawił się nowy problem…. :/ Otóż aktualnie Sojuzik lubi mnie prowokować do nabrania większego kontaktu na lewej wodzy podczas gdy na prawej jest „pusty”. Oznacza to, że pomimo niby prawidłowej reakcji na pomoc (np. wygięcie w bok), koń nie chce przyjąć na niej kontaktu. Objawia się to np. jakby zawieszeniem szyi w jednym miejscu podczas gdy koń na półparadę powinien reagować zejściem z szyją w dół oraz zaokrągleniem się, a także brakiem kontroli ciężkości kontaktu, kiedy to jeździec powinien móc regulować jak mocny ma kontakt na wodzy z koniem. Można by powiedzieć, że lżejszy kontakt lepszy niż za mocny, jednak w przypadku Sojuza konsekwencją „pustości” na wodzach jest częste wychodzenie z ustawienia (mianowicie kiedy tylko się lekko spłoszy, co się dzieje dość często :P).

smok3

Niestety gdy te wszystkie czynniki się na siebie nałożyły (do tego doszło jeszcze brak wystarczającej reakcji na łydki) często podczas jazdy się irytowałam. Pamiętałam jednak, żeby najpierw zaczynać od siebie tak więc starałam się żeby moje ciało było dobrze ustawione, a także pilnowałam się żeby nawet jeżeli bym musiała mocniej zadziałać wodzą aby było to z podparciem łydki, a przy następnym użyciu pomocy żeby były one znów lekkie (działanie pomocy według skali 1-sierść, 2-skóra, 3-mięśnie, 4-kości). Oczywiście nie mówię, że zawsze mi się to udawało, ale jakiś postęp zauważyłam :). Na koniec jazdy po bardzo długich kłusach miałam za zadanie wykonać kontrgalop z 20 metrowym łukiem i żeby kucyk był poskładany i aby nie wyszedł mi z ustawienia (co mogłoby poskutkować zmianą nogi) musiałam robić mocniejsze półparady a potem niestety uległam prowokacjom Sojuza i wzięłam go na mocniejszy kontakt. Z jednej strony miałam go wtedy bardziej pod kontrolą lecz z drugiej w jaki sposób koń ma się nieść na zadzie, tym samym będąc podstawionym jeżeli jest zaparty na wodzach i trochę na nich wisi… Mam nadzieję, że z czasem to ogarniemy :)

Odnośnie jazdy na Czarku również nie zaliczam jej do bardzo udanych ponieważ miałam podobny problem jak u Sojuza tyle  że na drugą stronę. Tak jak ostatnio było już znacznie lepiej tak teraz niestety znów pojawił się problem usztywniania na prawą stronę, a co gorsza gdy już uda mi się go rozluźnić za pomocą lekkich półparad z dużym wsparciem łydki, nie mijają dwie sekundy gdy znów jest sztywny. W takiej sytuacji ja zaczynam używać coraz mocniejszych pomocy, wtedy Chango zaczyna się bardziej zapierać i ja mocniej i on mocniej… Podsumowując: wzajemnie się nakręcamy. Podczas gdy w kłusie jeszcze nie jest źle, tak w galopie do usztywnienia po prawej stronie dochodzi usztywnienie całego ciała (zapewne częściowo przez mój dosiad),a w takiej sytuacji bardzo trudno jest wykonać jakikolwiek ruch prawidłowo, a szczególnie kontrgalopy (gdyż Chenaro jest bardzo wrażliwy na ciężar ciała, dosiad, a poza tym bardzo łatwo przychodzą mu zmiany). Podczas wykonywania tych elementów cały czas próbowałam kucyka rozluźniać, ale niestety niewiele to dawało, przez co Czarek galopował trochę usztywniony, ale w końcu po długiej bitwie również z samą sobą (musiałam się bardzo pilnować np. żeby przypadkiem nie przestawić ciężaru ciała na drugą stronę, co czasami wychodzi mi nieświadomie :P), wygrałam tę bitwę :D

Jak widzicie taka codzienna praca nie jest zbyt fascynująca do opisywania. Złe nawyki nabiera się (lub uczy) bardzo szybko, a bardzo długo zajmuje zrozumienie i poczucie tego co się robi źle i zmiana tej sytuacji. Dlatego pewnie wydaje Wam się że czytacie w kółko o tym samym. Już niedługo (a dokładnie w najbliższą niedzielę) jadę na zgrupowanie kadry w Białym Borze z Andreasem Dibowskim i ciekawa jestem co nowego tam się o sobie dowiem. Może będzie nowy temat do opisywania… ;)

Komentarze

16
  • Natka

    Świetny wpis. Pomagasz mi w jazdach i w obsłudze koni :-)

    Odpowiedz
  • Marysia

    Na pewno! Czekamy na relację z tego zgrupowania!!
    ps. Gosiu, czy te sztylpy są z decathlonu?
    + wiesz co robić, żeby się nie garbić? :)

    Odpowiedz
  • Wiktoria

    Nie martw się będzie lepiej i tak jesteście bardzo dobrzy i mam pytanie pro po zawodów CSIO w Sopocie czy można kupić bilety na miejscu czy trzeba je wydrukować.

    Odpowiedz
  • justii

    moim zdaniem, to opisywanie treninqów jest bardzo ciekawe. Dokładnie opisujesz błędy i mówisz jak poprawić więc jak ktoś wie o co chodzi to jest to proste do wyobrarzenia . Powodzenia i oby więcej wyqranych bitew :))

    Odpowiedz
  • koniara

    Koniecznie zrób z tego wyjazdu dużo zdjęć :). Mam pytanko : zrobisz fotorelację w której pokażesz swoje mieszkanko ( bardzo mi się spodobał twój pokój z posta ,, miejsce na flots “)

    Odpowiedz
  • Ola

    Oj, Gosiu-Ty o wiele lepiej tłumaczysz i wyjaśniasz istoty problemów jeździeckich i sposoby ich rozwiązywania niż w wielu książkach. Naprawdę! A uwierz mi czytam ich dużo. ;)
    Wcale nie jest nudne itp. jak tak opisujesz dzień po dniu, wręcz przeciwnie! Wiele osób dzięki temu może zrozumieć, że bycie sportowcem to nie tylko ciągłe sukcesy i postępy, ale też żmudna i często bardzo mało owocna praca z punktu widzenia pojedynczych jazd.
    Powodzenia na zgrupowaniu!

    Odpowiedz
  • Werka

    Powodzenia na zgrupowaniu! Zrobisz fotorelację/filmik z wyjazdu i z zawodów co są teraz w Sopocie?

    Odpowiedz
  • Hania Sikorska

    Powodzonka na zgrupowaniu!

    Odpowiedz
  • Marcin

    Hej :) Sledzę Twojego bloga już od paru dni, nadrabiam stare posty, z czasów kiedy jeszcze nie wiedzialem o Twoim istnieniu :) Niestety nie wiedzialem. Szczerze Ci dziś muszę przyznac, ze naprawdę swietnie piszesz ;) Lubie czytac Twoje wpisy, ponieważ czuc w nich szczerosc, prawde i pasje, co jest bardzo wazne, no i oczywiscie talent ;)

    Odpowiedz
    • zebrazklasa

      A czy mógłbyś powiedzieć skąd dowiedziałeś się o moim blogu? Jak rozumiem też jeździsz, bo inaczej byś się tutaj zanudził…;)

      Odpowiedz

DODAJ KOMENTARZ? USUŃ ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.