Wczorajszy dzień zaliczam do całkiem udanych szczególnie, że po raz drugi w życiu jechało mi się całkiem dobrze czworobok. No i dzięki temu zajęłam 7 miejsce :D
Wczoraj po raz kolejny mogłam się wyspać, bo jechałam jako 11 o 12.48. Niestety moja mama już mniej, gdyż musiała pojechać do Smoka i dać mu rano jeść. W każdym razie razem wyjechałyśmy z hotelu z całym bagażem trochę przed 11. Gdy dojechałyśmy miałyśmy jeszcze godzinę na wyszykowanie Sojuza i mnie, i kolejne 48 min na rozprężenie. Mama od razu poszła do konia go obrabia,ć a ja z panią Marią oglądałyśmy pierwszych zawodników jadących w mojej konkurencji. Przez cały czas pani Maria komentowała co powinno być zrobione by dobrze wyszło i jak. Np. już literę wcześniej powinno się przygotowywać konia do przejścia, żeby było ładne i płynne…
Na rozprężalini od począdku jeździło mi się dobrze. Smoczuś był miły w pysku i ładnie wykonywał wszystkie ruchy. Nie wiem dlaczego nastąpiła taka odmiana, ale może wpłynęło na to to, że byłam bardziej rozluźniona.
Niestety pod koniec troszkę się spiełam, bo pani Marji pomyliły się godziny i myślała, że startuję o 12.58, a nie 12.48. Ja będąc w połowie programu (jechałam go na rozprężalni) słyszę jak wołają mnie na czworobok i nawet dzwonią. Mama woła, że już powinnam startować, a pani Maria mówi, że jeszcze mam 10 min. W końcu wyszło na to, że galopem wiechałam na plac, objechałam i wjechałam na czworobok.
W ostateczności pomyłka wyszła na dobre, bo dopiero, gdy byłam w połowie programu dotarło do mnie, że go jadę dzięki czemu się tak nie denerwowałam.
Pomimo trzech dużych błędów czyli: przejścia w galopie do kłusa, cofania się w stój i przejścia z galopu do stępa przez kłus dostałam najwyższe noty z całych trech przejazdów. Chyba trzeba będzie robić częściej taki chaos przed startem :)
W każdym razie jakieś 20 min po moim starcie była dekoracia i oficjalne zakończenie OOM. Było tak nudne, że nawet nie chcę o tym pisać. W każdym razie na koniec była runda chonorowa KŁUSEM. Teoretycznie zero emocji praktycznie już więcej. Jak zawsze Smoczek musiał pokazać na co go stać. Nieuniknione stawanie dęba i brykanko. A ja biedna siedziałam na nim struchlała z mega obolałymi nogami. No ale cóż, niech ma trochę radości z tego głupiego ujeżdżenia.
Po uroczystości rozebrałyśmy Smoka i pojechałyśmy coś zjeść do pierogarni.
Ogólnie wyjechałyśmy ze stajni około 16, a do Paszkowa dojechałyśmy o 21.30.
Oficjalnie ogłaszam koniec zawodów do za 2 tygodnie, kiedy będą Mistrzistwa Warszawy i Mazowsza w WKKW. Nareszcie trochę odpoczynku!



Komentarze
olik605
Masz jakieś filmy, albo zdjęcia ze swoich przejazdów?
zebrazklasa
będą, jak mama znajdzie czas żeby je obrobić. Może jeszcze dziś :)
olik605
To fajnie :)