Leniwe dni :)

Ostatnie kilka dni były raczej mało pracowite. Ostatni prawdziwy trening miałam w sobotę, za to w niedzielę konie miały wolne (Czarek pierwszy raz od kiedy do nas przyjechał), z kolei w poniedziałek kucyki zostały okute, więc mogłam je wziąć jedynie na mały rozruch no i dzisiaj podobnie. Jak sami widzicie nie mam zbytnio o czym pisać… :P Może zacznę od ostatniego treningu skokowego podczas którego po raz pierwszy od zawodów w Strzegomiu skakałam cały parkur… i zdecydowanie nie należał on do najlepszych w moim życiu. Jako pierwszym skakałam na Sojuzie razem z dziewczynami- takie mini rogrzewkowe zawody :) Rozprężałyśmy się tak jak do normalnych zawodów, czyli grupą na dwóch przeszkodach. Odnośnie parkuru to nie był on jakiś strasznie wymagający, co prawda było dużo zakrętów, dwie linie po łuku i szereg, ale za to Trener postawił jedynie koło metra (albo mniej) :) Trenejro zadecydował, że będziemy startować w kolejności od najmłodszej, więc ja byłam jako trzecia. Co do mojego przejazdu, już od początku jazdy miałam wrażenie, że Sojuz jest jakiś nadaktywny, chociaż gdy zobaczyłam mnie nagraną na kamerze gdy „robił dzidę”, wcale nie wyglądało to tak szybko jak mi się zdawało :P Jednak głównym problemem nie była szybkość, lecz brak kontroli w danym momencie. Wydaje mi się, że było to spowodowane brakiem prawdziwych skoków od czasu zawodów… :P Tak w skrócie mój pierwszy przejazd wyglądał tak: zakręt w galopie (Trener mówi: za mało aktywny galop), wyprostowanie na przeszkodę- dojechanie, odbicie z dalszego miejsca (Trener mówi: trzeba było czekać!), po przeszkodzie: DZIDA!!!! (Trener mówi: bo zostajesz w skoku za ruchem konia) :P Tak na serio to w sumie możliwe, że zostawałam trochę z ciałem, ale co Wy byście zrobili na moim miejscu jeżeli wiecie że tuż po lądowaniu czeka na Was „ekspresowa” niespodzianka? W każdym razie musiałam niestety kilka razy mocniej zadziałać, żeby Sojuza zatrzymać… i wtedy spokojnie skoczyć następną przeszkodę :P W sumie nie wiem co zrobić z tym fantem, dlatego jak na razie zaczekam do następnego treningu skokowego i mam nadzieję, że mu przejdzie. Na Czarku jeździłam dokładnie ten sam parkur (mógł być troszkę wyższy).Niestety mój pierwszy przejazd nie był zbyt udany, też mi przyśpieszał, troszkę podbrykiwał itp. W tym jednak przypadku była to całkowicie moja wina, po prostu nie zdążyłam się wtedy jeszcze przestawić z Sojuza, ogólnie wszystko mi się pomieszało, dlatego chciałam jeździć na Czarku częściowo jak na dużym, co zdecydowanie nie działało. Na szczęście za drugim razem, gdy wcześniej miałam chwilę na przetrawienie sprzecznych informacji w głowie, już było o wiele lepiej. Okazało się, że po prostu muszę jechać wolniej (co nie znaczy mniej aktywnie): w zakręcie dojeżdżać a przed skokiem tylko czekać i domykać (czasami najprostsze rozwiązania najtrudniej zobaczyć). Przy takim najeździe kucyk skakał spokojnie, w równowadze, tak więc pod względem konia parkur był luks. Niestety jak znika jeden problem to zaczyna się dostrzegać inny (co prawda już trochę mniejszy)- mój połsiad. Na siedem przeszkód wyrzuciło mnie ze trzy razy, więc i tak jest lepiej, ale przynajmniej wiem już jaki jest tego powód: muszę po prostu oddawać więcej ręki po grzywie w skoku. Dzięki tej ręce z przodu również przy lądowaniu wymusza ona większe pochylenie (dłużej zostaję w półsiadzie), dzięki czemu nie ląduję jak spadochron. Dobrze, że chociaż w teorii wiem co robić… :)))

Komentarze

5

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.