Niedzielna koniczynka

Zgadnijcie co robiłam przez połowę niedzieli…  (tak dla odmiany) byłam na koniach :) Trzeba jednak przyznać, że pomimo sześciogodzinnego pobytu w stajni, spędziłam ten czas bardzo przyjemnie :)

Jako pierwszą miałam skokowo- ujeżdżeniową jazdę na Doncasterze. Gdy zapytałam panią Kasię co będziemy robić, odpowiedziała mi hasłem „koniczynka”. Musiała mi wytłumaczyć na czym ono polega, ponieważ nie zanałam go pod taką nazwą (mówiłam po prostu „krzyżaki na kółku”). Do tej pory pamiętam, że gdy jeszcze trenowałam w Trawersie pani Basia zamęczała nas tym ćwiczeniem :P Jakby ktoś nie kojarzył „koniczynki” są to cztery krzyżaki (mogą być drągi, stacjonaty itp.) ustawione w czterech kierunkach świata, które trzeba przeskakiwać jeżdżąc po kole. Jest to jedno z uniwersalnych ćwiczeń, które nie tyle, że każdy jeździec musi przerobić, ale  na pewno każdemu dużo by pomogło i wiele nauczyło.

By wykonać to ćwiczenie trzeba utrzymywac stały rytm galopu, a przede wszystkim patrzeć na środek nastepnej przeszkody zanim się skoczy poprzednią. Bez tego, nie mam mowy, żeby w nią trafić. Właśnie dlatego pierwsze trzy razy udawało mi się przeskoczyć dwa krzyżaki, ale już na trzeci nie wykręcałam :P O wiele trudniej robiło mi się to zadanie na lewą stronę. Otuż Donek naturalnie ciągle wypada mi łopadką w prawo, przez co przy jeżdżeniu na kole musiałam go bardzo mocno spychać zewnętrzną łydką i ograniczać zewnętrzną wodzą. Dlatego jazdą w prawo była bardzo miłą odmianą bo wpadał mi do środka, a sumując z siłą odśrodkową- wypadało idealnie na środek :)

Na Ostlera zamiast kolejnej jazdy ujeżdżeniowej pojechałyśmy z panią Kasią w teren. Nie wiem jak dawno temu Gruby (taką ksywkę dał mu Pan Łukasz) był w terenie, ale mój ostatni raz był jeszcze jak jeździłam na Wolicy. Chciałyśym jechać na dłuższy teren razem z kłusem i galopem, ale okazało się że ścieżka przez którą treba przejść żeby dostać się na te fajne łąki jest strasznie zabłocona, tak więc pojechałyśmy na stepo-kłusa. W sumie wyszło na to, że kłusowałyśmy zaledwie kilka minut :P Nie chodziło nam jednak żeby zmęczyć te konie, tylko żeby po prostu się rozluźniły i odpoczęły „umysłowo” od pracy (co też jest bardzo potrzebane), a godzinny spacer po lasach był do tego idealny. Przy okozji odkryłyśmy kilka bardzo fajnych ścieżek, idealnych na galopy (gdyby nie nierówne podłoże). Co chwilę leżały tam kłody które możnaby było traktować zupełnie jak kawaletki. Znajdowałyśmy też zwalone kłody, które aż korciło żeby przeskoczyć jako przeszkodę krosową :)

Co do ogólnych news-ów, to chciałam wam powiedzieć że moja mama przymierza się do zdawania brązowej odznaki! W czwartek po raz pierwszy będzie galopować przez drągi, potem zacznie skakać, zda brąz i zacznie normalnie startować w zawodach! Można już śmiało stwierdzić, że rośnie mi konkurencja :P

Komentarze

14

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.