Niezapomniane wspomnienia

Muszę przyznać, że ten wyjazd okazał się być najlepszym terenem w moim życiu! Pomysł o wyjeździe konno nad morze powstał na spotkaniu, kiedy to w piątek rozmawiałyśmy z panią Asią o naszych kucykach. Gdy padła propozycja ja z Agatka i Olimpią stwierdziłyśmy, że skoro od pół roku nie możemy się na to umówić z Trenejrem to raz kozie śmierć :P

W ten sposób wczoraj o 12.00 mieliśmy być gotowe, niestety wynikło lekkie opóźnienie dlatego poszłyśmy we trzy na tor tak żeby się trochę rozchodzić. Miał to być spokojny spacerek, jednak koniom niezbyt dało się to wytłumaczyć. Wszystkie się nabuzowały, przez co zaczęły nieźle wariować. W każdym razie po tym co pokazały na torze, chyba wszystkie trzy już się troszkę cykałyśmy odnośnie tego wyjazdu nad morze :P

Gdy cały nasz zastęp 6 koni wszedł na plażę, czułyśmy się jak prawdziwe fejmy :P Ogromna większość ludzi, których mijałyśmy wyciągała komórki czy aparaty, nagrywała nas. albo też musiałyśmy się zatrzymać i ustawiać do zdjęcia :P Byłam tym naprawdę zdziwiona, ponieważ wydawało mi się, że spotkamy się raczej z komentarzami „srają nam tutaj te habety” (tylko jedna pani tak nas skomentowała). No i oczywiście było to dość dziwne uczucie tak sobie jechać konno plażą… Do tego trochę się wstydziłam, bo akurat tego dnia miałam zarombista stylóweczkę: czarne buty i sztylpy, bryczesy granatowe, brązowa kurtka z szarym szalikiem w jasno różową kratkę, a do tego zebrzasty kask z kamerą :P.

Oczywiście jechałam na Sojuziku. Czego można się spodziewać po wkkw-oskim koniu?… Oczywiście bał się białej piany na falkach (bo nie można tego było nazwać falami), przez co na początku nawet nie mogłam się zbliżyć do mokrego piasku. :P Na szczęście z czasem trochę przywykł do tego przedziwnego zjawiska jakim są fale morskie (aczkolwiek jak galopowaliśmy po plaży Sojuzik czasem potrafił odskoczyć od większej fali. Bałam się, że staranuje ludzi! :P. W końcu, kiedy to już chyba wszystkie konie zamoczyły się chociażby po stawy skokowe, kucykowi przypadkiem zdarzyło się wejść do wody… I to dosłownie przypadkiem. Jakieś 7 metrów przed nami pojawiła się fala z większą ilością piany, którą trzeba było ominąć… i konik chcąc ją ominąć skręcił do wody, gdzie akurat woda była płaska… a jak już się było w wodzie po pęciny to droga wolna :P

W ten sposób przeszłam do najcudowniejszej części i doświadczyłam superankiego uczucia, które zapamiętam do końca życia, czyli galopu w morskiej wodzie! Zdecydowanie było ono warte zupełnie przemoczonych butów i spodni! Nie dość, że fun zarówno dla mnie jak i konia to nareszcie nie musiałam się przejmować stojącymi tuż obok ludźmi, no i wreszcie też nie mdlały mi ręce od hamowania Sojuza. Tak nam się wszystkim trzem podobało, że już z dziewczynami ustalamy następny termin wyjazdu (ja przynajmniej również bardzo się cieszyłam że Sojuz w końcu wyszedł z tego hipodromu, gdzie ciągle tylko hala—> boks—->hala—->boks, co prawda jest tor, ale to nie to samo co prawdziwy teren) :)

Na koniec pani Asia zafundowała nam dodatkową atrakcję zapewniając nas, że „na pewno czegoś takiego nie robiłyście jeszcze nigdy w życiu”. Co prawda napędziła mi lekkiego stracha, ale to był fakt. Coś takiego robiłam pierwszy raz w życiu! Ale co to było zobaczcie sami na filmie… :D

Komentarze

51

DODAJ KOMENTARZ? USUŃ ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.