Ostatni trening przed Jaroszówką

Dzisiaj miałam trening w zasadzie samodzielnie, bo była tylko Pani Dorotka przygotowująca grupę zawodników na weekendowe zawody skokowe w Podkowie Leśnej, więc nie mogła jednocześnie prowadzić treningu skokowego i ujeżdżeniowego. Część zawodników pojechała już z P.Basią do Jaszkowa, na Puchar Polski Dzieci w skokach. Kolejna grupa zawodników jest już od dziś w Jaroszówce i przygotowują się do zawodów wkkw na które jutro rano też się wybieramy.

Oczywiście ćwiczyłam program L na Rysiu, który chodził bardzo dobrze. Na koniec przejeżdżałam przez grupę zawodników, którzy mieli trening skokowy i zachciało mi się coś skoczyć. Zapytałam trenerkę czy mogłabym coś skoczyć, a ponieważ nie wyraziła sprzeciwu, skoczyłam parę krzyżaczków (w siodle ujeżdżeniowym…).

Na Smoku również ćwiczyłam program na zawody. Odkryłam, dlaczego zadzierał głowę przy zagalopowaniu! Otóż wcześniej przy zagalopowaniu cofałam zewnętrzną nogę i jednocześnie ją przyciskałam. A u niego trzeba tylko cofnąć :) Bardzo ładnie się wyginał, dobrze wychodziła mi linia środkowa i zatrzymania. Mam nadzieję, że ten program pojadę ok! Dowiedziałam się też, że w mojej kategorii zgłoszonych jest 66 koni, w tym trener na dwóch koniach, Perła na jednym, Ania na dwóch i cała masa innych zawodników Trawersu. W takiej sytuacji na zawodach najczęściej robi się konkursy równoległe tak zwane serie (A, B, C itp). W każdej z nich zawodnicy rywalizują osobno.

Teraz jesteśmy już po wielkim pakowaniu na zawody. Trzeba pamiętać o tylu rzeczach, że głowa boli!

Po pierwsze trzeba pamiętać o zabraniu dokumentów zawodnika i koni, a jest tego mnóóóóóstwo. Po drugie trzeba przygotować sprzęt jeździecki konkursowy na trzy kategorie zawodów (ujeżdżenie, skoki i kros). Na przykład odpowiednie ubrania.

Zawody dwudniowe oznaczają, że pierwszego dnia jest ujeżdżenie i skoki. Czyli jedne białe bryczesy wystarczą. Do tego frak zwany też rajtrokiem, koszula konkursowa, białe rękawiczki (obowiązkowe w ujeżdżeniu), plastron – czyli białe zawijstwo pod szyję (obowiązkowe w ujeżdżeniu), siatka na koczek na ujeżdżenie, długie skórzane sztylpy z litej skóry, ostrogi. W stroju z ujeżdżenia jedziemy wtedy też skoki. Oczywiście koń ma na głowie obowiązkowe koreczki! (W ciągu dwóch i pół roku startów, zmieniłam już trzy komplety strojów konkursowych. W końcu to chyba z 20cm różnicy mojego wzrostu…) Warto też wziąć na takie zawody kalosze, bo kros się ogląda o najdziwniejszych porach dnia kiedy jest akurat wolna chwila. Czasem  wtedy jest rosa, czasem pada deszcz i zwykłe buty przemakają.

Na drugi dzień trzeba przygotować to co obowiązkowe na kros: specjalny kask krosowy z atestem, kamizelka z atestem, długie sztylpy z gładkiej skóry, ostrogi, rękawiczki. Dodatkowo mam ochraniacze na szyję i ramiona, specjalny krosowy zegarek, bryczesy i bluzki oraz kurtki, które mogą się ubrudzić w krosie (i pasują do mojej zeberki na kasku :) ). Dzień przed wyjazdem to najczęściej dzień totalnego czyszczenia siodeł, ogłowia, ale i pastowania butów i to właśnie mam za sobą :(

Trzeba też przygotować pakę ze sprzętem dla koni. Dwa siodła, czapraki konkursowe (obowiązkowo białe na ujeżdżenie), ochraniacze skokowe i krosowe (które są inne), ewentualne ogłowia do zmiany, derki osuszające, derki na noc, bo nigdy się nie wie w jakich warunkach konie będą stać. Jak widać poniżej oznacza to na początku totalny chaos…

Najczęściej na zawodach okazuje się, że zapomniało się o jakiś detalach, które okazują się bardzo ważne. Np w Sopocie na międzynarodowych zawodach zgłoszonych było 240 koni. Dlatego każdy koń CAŁY CZAS musiał mieć na sobie nr identyfikacyjny przypięty do kantara lub ogłowia. Chodzi o to, że jeśli w którymkolwiek momencie jeździec np spadnie z konia, a koń ucieknie, albo wyrwie się z ręki prowadzącego go człowieka i gdzieś pobiegnie, żeby można było tego konia szybko zidentyfikować do kogo należy. Mając do dyspozycji jeden numerek, ciągle trzeba go było przewieszać. Nie mając numerka miało się kłopot, bo za to grożą kary finansowe. Albo brak haceli. W Jaroszówce kros jest na trawie, konie MUSZĄ mieć hacele. Jak się ich na zawody nie weźmie bo się zapomni, ma się całkiem spory kłopot bo na zawodach nie ma gdzie tych haceli kupić a pożyczyć też trudno.

Jestem padnięta po tym pakowaniu, a jutro wyjazd z domu do stajni o 6.15. Tam pewnie z pół godziny będziemy to wszystko pakować, ubierać konie w ochraniacze itp, a potem 450km drogi, nie powiem jakim tempem. Oznacza to najprawdopodobniej ok 9 godzin jazdy… Dobranoc zatem!

Komentarze

4

DODAJ KOMENTARZ? USUŃ ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.