Dzisiaj miałam pierwszą od baaaardzo dawna jazdę skokową na Sojuzie:D Pamiętam jak dziwaczne miałam uczucie podczas podczas pierwszych skoków na Smoku, jeszcze przed tym jak go kupiliśmy. Szczerze mówiąc spodziewałam się , że na dzisiejszym treningu będzie podobnie- nie będę mogła się przyzwyczaić, będzie mi niewygodnie i że ogólnie będzie to nieudany trening. Tymczasem okazało się na tyle dobrze, że mam się zapisać z kucykiem na zawody skokowe w Białym Borze (Za dwa tygodnie), a do tego na klasę P i N (!!!). Oczywiście żebyście nie myśleli, że wsiadłam i od razu wszystko zaczęło mi wychodzić :P
Niestety Sojuz po przerwie w startach ma osłabione mięśnie grzbietu, dlatego aktualnie moim głównym celem, który chciałabym uzyskać jeżdżąc na nim jest zaokrąglenie i opuszczenie jego szyi, dzięki czemu zacząłby pracować mięśniami pleców. W związku z tym przez najbliższy czas będę jeździć dużo na czarnej wodzy, w tym na dzisiejszym treningu. Podczas rozprężenia robiłam dużo przejść, wolt, wyginałam Sojuza w różne strony tak by jak najbardziej go rozluźnić i sprowokować do zejścia na dół z głową. Co ważne na takich dużych koniach trzeba utrzymywać minimalny kontakt i w żadnym wypadku nie pozwalać im się zapierać (poprzez półparadę i odpuszczenie) i wtedy dojeżdżać łydkami by się podstawił. Tak właśnie od samego początku była jeżdżona Bora Pana Łukasza, którą również można zaliczyć do duuużych koni. Ona jednak dzięki dobremu podstawieniu zadu jest wręcz zadziwiająco zwinna i skrętna, co jak sami się domyślacie bardzo pomaga zarówno w ujeżdżeniu jak i w skokach. Niestety Sojuz nie jest w tak dobrej formie, ale pracujemy nad tym :P
Gdy Trenejro kazał mi najechać na pierwszego malutkiego krzyżaczka, byłam naprawdę ciekawa „jak to będzie się czuć” i w sumie chyba spodziewałam się czegoś mniej wygodnego. Jak później stwierdziłam Sojuz jest najmniej wygodny podczas skakania małych przeszkód, lecz im robią się większe tym jest przyjemniej :)
Na początku skakałam pojedyncze przeszkody, a następnie krótkie parkurki. Były to bardzo podobne układy jak na treningu skokowym z Timonem jeszcze przed zawodami. Ogólnie jechało się po czymś w rodzaju ósemki, a do tego dołączało się szereg na fulę. Moim głównym zadaniem było wyprodukowanie okrągłego, aktywnego galopu tak by Sojuz miał się z czego odbijać. Co do odległości do przeszkód zasada jest taka, że im bardziej jedziesz do przodu najeżdżając na przeszkodę tym dalej od niej wypada odskok. Na pierwszy raz wydaje się troszkę bez sensu, ale jak się to przemyśli (lub przepraktykuje) to rzeczywiście się zgadza :) Wystarczy, że wytyczycie sobie jakiś punkt na chodniku np. liść i zaczniecie iść w jego kierunku. Jeżeli będziecie szli szybszym tempem, robiąc dłuższe kroki, to ostatni raz położycie stopę przed liściem dalej niż gdybyście robili normalne kroki albo drobili starając się domierzyć(tak tylko piszę w ramach wytłumaczenia :)).
Najeżdżając na przeszkodę miałam kierować się właśnie tą zasadą, nie zapominając też o mocnym wsparciu łydką także podczas odbicia, a gdy pomimo stosowania tej reguły robiło się blisko, wystarczyło żebym została z ciałem z tyłu, oczywiście cały czas wspierając łydką, a Sojuz sam się wycofywał. Wydaje się to bardzo łatwe do zapamiętania i realizacji, ale jeszcze wchodzi w w grę siła z jaką przykłada się łydki- w moim przypadku zdarza się tak że wydaje mi się że przykładam, a potem słyszę, że albo było za mało, albo w ogóle ich nie było… :P
Jak sami pewnie zauważyliście najlepiej zapamiętuje się pewne rzeczy, gdy towarzyszą temu jakieś większe emocje… Była taka jedna sytuacja gdy po całym parkurku najeżdżałam na szereg. Odległość niezbyt pasowała: Sojuz albo mógł odbić się z daleka, albo tupnąć. Wybrał trzecią opcję czyli się zatrzymał, a ja tymczasem zrobiłam „półupadek”… Teoretycznie zleciałam, ale spadłam na nogi :P Jak to już wcześniej wspomniałam (pomimo, że wydawało mi się, że przyciskam łydki) usłyszałam od pana Łukasza, że już dwie fule wcześniej odstawiłam je, bo chciałam żeby tupnął… Podczas nastepnego razu gdy przed odskokiem, wręcz wbiłam ostrogę w bok biednego Sojuzika było już wg Mistrza „bardzo dobrze :P
Po jeździe trwała jeszcze długa dyskusja, której celem było ustalenie czy mój „półupadek” liczy się jako upadek czy jednak nie. Niestety WSZYSCY stanęli przeciwko mnie, nawet Agata! Niestety zostałam przegłosowana co oznacza, że już mam dwa zaległe ciasta upadkowe :P




Komentarze
Wiktoria
Sojuz nadal jest na sprzedaż? :)
zebrazklasa
Tak :*(((
Misia
A za ile
xx
czemu?? :(
zebrazklasa
Z powodów finansowych
drimevy
Dlaczego tak? Tzn. dlaczego sprzedajesz akurat Smoka. Czemu kupowałaś nowego konia, skoro twój powrócił do jazdy i startów. Nie zrozum mnie źle, bo po prostu nie rozumiem :) Sama chyba wolałabym walczyć o starego konia, szczególnie że powraca do zawodów i do jazdy, a nie ,,zamieniała go na nowszy model”. Mam nadzieję, że Cię nie uraziłam, bo wiem, że kochasz Smoka, ale nie rozumiem dlaczego tak.
zebrazklasa
Ja nie kupiłam konia, Scotty nie jest mój.
zebrazklasa
http://ogloszenia.re-volta.pl/konie/szczegoly/17345
konik6628
Ale Smok się ładny zrobił :)
kasia
Dołączam się do pytania drimevy
:)
Ile kosztuje utrzymanie konia na hipodromie? Ile miesiąc? Albo jeśli nie chcesz udzielać takiej informacji to gdzie mogę znaleźć odpowiedź na to pytanie? Jakie tam są warunki? Proszę odpowiedz szczegółowo ;)
zebrazklasa
Sama stajnia 1300zł-2500zł za konia w abonamencie, ale do tego trzeba doliczyć koszty treningów, utrzymanie się w obcym mieście, koszty startów, dojazdy na te starty, noclegi, transport koni etc, etc. Robi się duuuuuża kwota. Warunki na Hipodromie są bardzo dobre pod względem treningów i komfortu stajni. Przestronne boksy, myjka, toalety z prysznicami, w stajniach pomieszczenia socjalne, przepiękna, ogromna hala z piaskiem kwarcowym, duży teren, kros na miejscu etc. Konie mają mnóstwo słomy, jasne, przestronne boksy. Ale są też minusy, np nie ma karuzeli (!), nie ma padoków. Coś za coś. Więcej info tutaj: http://www.hipodrom.sopot.pl/pl/hipodrom-sopot/pensjonat-dla-koni
horses1012
Nie rozumiem. jak Scotty nie jest twój to czyj?
zebrazklasa
Scotty jest wlasnoscia mojej Cioci, ktorej serdecznie dziekuje za uzyczenie mi go do treningow :)
horses1012
A. to ja już nie wiem o co chodzi :P to ty nie masz konia? będziesz długo startowała na Scottim? twoja ciocia tez jezdzi? :)
zebrazklasa
Mam Sojuza, on jest formalnie mój. A Scotty nie jest mój, ale jest przeznaczony dla mnie do jazdy. Natomiast napisałam, że nie jest mój, bo nie jest moją własnością. Tak więc jeśli ciocia będzie musiała go kiedyś sprzedać, to może to zrobić w każdej chwili. Sytuacja trochę pokomlikowana, ale bardzo wielu sportowców jeździ nie na swoich koniach.