Pierwsze loty na Smoku :D

Dzisiaj miałam pierwszą od baaaardzo dawna jazdę skokową na Sojuzie:D Pamiętam jak dziwaczne miałam uczucie podczas podczas pierwszych skoków na Smoku, jeszcze przed tym jak go kupiliśmy. Szczerze mówiąc spodziewałam się , że na dzisiejszym treningu będzie podobnie- nie będę mogła się przyzwyczaić, będzie mi niewygodnie i że ogólnie będzie to nieudany trening. Tymczasem okazało się na tyle dobrze, że mam się zapisać z kucykiem na zawody skokowe w Białym Borze (Za dwa tygodnie), a do tego na klasę P i N (!!!). Oczywiście żebyście nie myśleli, że wsiadłam i od razu wszystko zaczęło mi wychodzić :P

IMG_4263

Niestety Sojuz po przerwie w startach ma osłabione mięśnie grzbietu, dlatego aktualnie moim głównym celem, który chciałabym uzyskać jeżdżąc na nim jest zaokrąglenie i opuszczenie jego szyi, dzięki czemu zacząłby pracować mięśniami pleców. W związku z tym przez najbliższy czas będę jeździć dużo na czarnej wodzy, w tym na dzisiejszym treningu. Podczas rozprężenia robiłam dużo przejść, wolt, wyginałam Sojuza w różne strony tak by jak najbardziej go rozluźnić i sprowokować do zejścia na dół z głową. Co ważne na takich dużych koniach trzeba utrzymywać minimalny kontakt i w żadnym wypadku nie pozwalać im się zapierać (poprzez półparadę i odpuszczenie) i wtedy dojeżdżać łydkami by się podstawił. Tak właśnie od samego początku była jeżdżona Bora Pana Łukasza, którą również można zaliczyć do duuużych koni. Ona jednak dzięki dobremu podstawieniu zadu jest wręcz zadziwiająco zwinna i skrętna, co jak sami się domyślacie bardzo pomaga zarówno w ujeżdżeniu jak i w skokach. Niestety Sojuz nie jest w tak dobrej formie, ale pracujemy nad tym :P

Gdy Trenejro kazał mi najechać na pierwszego malutkiego krzyżaczka, byłam naprawdę ciekawa „jak to będzie się czuć” i w sumie chyba spodziewałam się czegoś mniej wygodnego. Jak później stwierdziłam Sojuz jest najmniej wygodny podczas skakania małych przeszkód, lecz im robią się większe tym jest przyjemniej :)

Na początku skakałam pojedyncze przeszkody, a następnie krótkie parkurki. Były to bardzo podobne układy jak na treningu skokowym z Timonem jeszcze przed zawodami. Ogólnie jechało się po czymś w rodzaju ósemki, a do tego dołączało się szereg na fulę. Moim głównym zadaniem było wyprodukowanie okrągłego, aktywnego galopu tak by Sojuz miał się z czego odbijać. Co do odległości do przeszkód zasada jest taka, że im bardziej jedziesz do przodu najeżdżając na przeszkodę tym dalej od niej wypada odskok. Na pierwszy raz wydaje się troszkę bez sensu, ale jak się to przemyśli (lub przepraktykuje) to rzeczywiście się zgadza :) Wystarczy, że wytyczycie sobie jakiś punkt na chodniku np. liść i zaczniecie iść w jego kierunku. Jeżeli będziecie szli szybszym tempem, robiąc dłuższe kroki, to ostatni raz położycie stopę przed liściem dalej niż gdybyście robili normalne kroki albo drobili starając się domierzyć(tak tylko piszę w ramach wytłumaczenia :)).

Najeżdżając na przeszkodę miałam kierować się właśnie tą zasadą, nie zapominając też o mocnym wsparciu łydką także podczas odbicia, a gdy pomimo stosowania tej reguły robiło się blisko, wystarczyło żebym została z ciałem z tyłu, oczywiście cały czas wspierając łydką, a Sojuz sam się wycofywał. Wydaje się to bardzo łatwe do zapamiętania i realizacji, ale jeszcze wchodzi w w grę siła z jaką przykłada się łydki- w moim przypadku zdarza się tak że wydaje mi się że przykładam, a potem słyszę, że albo było za mało, albo w ogóle ich nie było… :P

Jak sami pewnie zauważyliście najlepiej zapamiętuje się pewne rzeczy, gdy towarzyszą temu jakieś większe emocje… Była taka jedna sytuacja gdy po całym parkurku najeżdżałam na szereg. Odległość niezbyt pasowała: Sojuz albo mógł odbić się z daleka, albo tupnąć. Wybrał trzecią opcję czyli się zatrzymał, a ja tymczasem zrobiłam „półupadek”… Teoretycznie zleciałam, ale spadłam na nogi :P Jak to już wcześniej wspomniałam (pomimo, że wydawało mi się, że przyciskam łydki) usłyszałam od pana Łukasza, że już dwie fule wcześniej odstawiłam je, bo chciałam żeby tupnął… Podczas nastepnego razu gdy przed odskokiem, wręcz wbiłam ostrogę w bok biednego Sojuzika było już wg Mistrza „bardzo dobrze :P

Po jeździe trwała jeszcze długa dyskusja, której celem było ustalenie czy mój „półupadek” liczy się jako upadek czy jednak nie. Niestety WSZYSCY stanęli przeciwko mnie, nawet Agata! Niestety zostałam przegłosowana co oznacza, że już mam dwa zaległe ciasta upadkowe :P

Komentarze

16

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.