Pierwsze Smocze rodeo…

Dzisiaj obudziłam się dopiero o 10.20 i miałam tylko 25 min. do wyjścia na trening. Może dlatego gdy już byłyśmy w połowie drogi samochodem zorientowałam się że nie zabrałam jednej sztylpy. Nie mogłyśmy się zawrócić bo byśmy nie zdążyły na trening. Zdecydowałyśmy że gdy dojedziemy do stajni, spróbuję ją od kogoś pożyczyć.

Jednak jak już zajechałyśmy i gdy obeszłam całe dwie stajnie i nikt nie miał zapasowej pary wymyśliłam coś w zastępstwie. Oderwałam czarną powłoczkę od ocieplaczy stajennych Sojuza i założyłam ją na nogę. Na samej jeździe ten pomysł sprawdzał się całkiem dobrze ale było mi trochę gorąco i ślizgała mi się noga.

Gdy wjechałam na plac spotkałam grupę z poprzedniego treningu, która składała się z : Julki (przezwisko Chomik – w pomarańczowym stroju), Karli (w czarno białym kasku) i drugiej Julki ( w niebiesko granatowym kasku). Mówiły że jeździło im się dobrze i w ogóle były zadowolone.

Na moim treningu jeździła Magda:

Ala:

I Ania:

Jeśli chodzi o mnie i Smoka. Przez cały tydzień jeździła na nim Królik, która w dziwny sposób wpływa na konie. Mianowicie zwykle usypia konie. Tylko swojej siwej klaczy nie musi pchać. Pod nią, jak sama twierdziła, Smoka ledwo dało się ruszyć, nie podobał jej się, jest za duży i wg niej za wolny… Jednak Sojuz dzisiaj pokazał że przez te pięć dni nie napracował się zbytnio a co za tym idzie był nadpobudliwy. Urządził mi prawdziwe rodeo. Po raz pierwszy od kiedy go mam brykał.

Na początku było jeszcze ok:

Problem zaczął się na kolejnych przeszkodach. Po raz kolejny bał się wszystkiego nawet jeżeli to coś dopiero co skoczył. Chyba powinnam się do tego przyzwyczaić ale przychodzi mi to z trudem. W każdym razie zaczął pędzić, brykać…

…, odskakiwać od wszystkiego i jakoś dziwnie patrzeć się na rowy i skakać metr nad nimi, co widać na zdjęciu poniżej. Zobaczcie jaki mały jest rowek, a jaki wielki jest skok :) Na mojej nodze też widać ten ocieplacz:

Na koniec było nam bardzo gorąco, a ja czułam jakby mi się paliła twarz. Wszystkie byłyśmy totalnie czerwone oczywiście Ala nie bo ona nigdy nie jest (też bym tak chciała). Po jeździe wszystkie dziewczyny myły swoje konie a ja nie mogłam gdyż musiałam się śpieszyć do domu, bo mieliśmy jechać do Babci na obiad. Przez to miałam wyrzuty sumienia, ale próbowałam to Smokowi wynagrodzić dużą ilością siana i cukierkami.

Jutro i pojutrze jest ujeżdżenie. W sumie to nawet nie jestem zła bo w końcu za chwilę są zawody i ujeżdżenie tam jest najważniejsze…

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.