Dzisiaj nie poszłam do szkoły, a noc spędziłam w szpitalu. Czemu? Znowu zetknęłam się z orzechami i one mnie pokonały. Tym razem skrycie. Wczoraj na obiad zjadłam hinduski sos z ryżem. Od razu po zjedzeniu czułam dziwne szczypanie w buzi i gardle i podejrzewałam, że coś tam musiało w nim być uczulającego. Ale jednak pojechałam na trening ujeżdżeniowy, pierwszy w tym roku na świeżym powietrzu.

Tu jeszcze się uśmiechałam, ale niedługo już nie byłam w stanie…
Trening trwał około 20 min, ponieważ jak tylko wsiadłam na konia zaczęłam kichać, oczy mi łzawiły i tak ogólnie nie wyglądałam najlepiej. Nie wiedziałyśmy co się ze mną dzieje, ale pojeździłam jeszcze chwilę, tak żeby Sojuza trochę poruszać. Niestety nie potrwało to zbyt długo. Ja nie miałam siły, a Sojuz był ostro zakwaszony po treningu z panią Olą, wykorzystywał moją niedyspozycję i na przykład zawieszał się na pysku lub nie chciał iść do przodu. Tak więc zsiadłam z niego i wstawiłam do maszyny.
Niestety do moich objawów doszła pokrzywka i opuchnięcie twarzy, co oznaczało że jednak w tym hinduskim sosie, który zjadłam na obiad były orzechy! Tak więc na sygnale pojechałyśmy do szpitala zostawiając Sojuza pod opieką dziewczyn ze stajni, które go rozsiodłały i wstawiły do boksu.
W każdym razie gdy dotarłyśmy na oddział, napompowali mnie jakimiś lekami i kroplówką, po których na szczęście opuchlizna zaczęła powoli schodzić.
Musiałam tam przeleżeć całą noc. Co 6 godzin wieszali mi nowe kroplówki. Pogodziwszy się z tym faktem stwierdziłam, że nie ma co marnować czasu, tak więc z pomocą mamy (dużą pomocą :P) napisałyśmy rozprawkę z polaka. Nie dość że leżałam w szpitalu to jeszcze musiałam się katować polakiem. Nie lubię szkoły! Gdy już skończyła się ta męczarnia (z rozprawką) położyłyśmy się spać, ja na za krótkim łóżku, a mama na niewygodnym fotelu. Często budziłam się w nocy, ponieważ ciągle słyszałam denerwujące pikanie urządzenia mierzącego tętno, które twierdziło że jak spada mi ono do 49 to źle i robiło wszystko bym nie mogła się zrelaksować.
Rano było już o wiele lepiej, jednak i tak jeszcze została mi drobna opuchlizna na powiekach. Wypuszczono nas po 8.30 ( nie poszłam do szkoły )) ale kazano po upływie kilku godzin zgłosić się na kontrolę do przychodni, ponieważ objawy mogą nawracać (jeszcze trochę tego alergenu mam w sobie). Tak więc około 15.00 wybieramy się do lekarza, a następnie na 18.00 na trening z Michałkiem.
Teraz uwaga moje zdięcie jak dotarłam do szpitala :P
GOODDDZZZZIIIIILLLLLLAAAAAAA!!!!!!!! :*







Komentarze
sylwia
współczuję ci ! ja mam uczulenie na grzyb ( na ścianach ;)) i ciągle wymiotowałam i musieliśmy się przeprowadzić ;( Ale teraz tu gdzie mieszkam mogę mieć konisia ;)
życzę ci powrotu do zdrowia i czekam na ten obiecany filmik !
Tosia
O masakra :/ masz pecha :(
inthehaxleypower
Strasznie Ci wspolczuje! U nas też alergia atakuje!
Nika
Ale pech ! Współczuję !
asia
Współczuje. Masakra, ja też mam alergię tyle, że na kurz i różne zboża, trawy Wiosną i latem to ja wogóle nie wychodze z domu bo wyglądam podobnie jak ty.
AsDream
też tak mam na kurz i te zboża ale nie tak mocno, a i się odczulam
ayah
Jakiej firmy masz siodła ?
zebrazklasa
skokowe Pessoa, ujeżdżeniowe Stubben. Ale pierwsze siodło jakie miałam było uniwersalne do jednego i drugiego i nazywało się Prestige Green Star. Jeździłam na nim dość długo, bo aż do zeszłego roku. Potem na Allegro kupiłam ujeżdżeniowe Wintec Isabell Werth, a potem urosłam 12cm i wszystko trzeba było zmieniać.
Werka
Współczuję
Justyna
Współczuję. Widać że tam u ciebie to już prawie śniegu nie ma, a tu u mnie w nocy spadł śnieg tak że rano było go po kostki :P
zebrazklasa
u nas cały czas pada śnieg, więc mamy tak samo :)
Werka
Współczuję . Ja też tak mam , też na orzechy ale nie tylko bo na większość owoców .
MartynkoowaxD
Też tak miałam jak wypiłam jakiś syrop z ibuprofenem (mam uczulenie) : P
Nie było to najprzyjemniejsze : D