Porażka z orzechami

Dzisiaj nie poszłam do szkoły, a noc spędziłam w szpitalu. Czemu? Znowu zetknęłam się z orzechami i one mnie pokonały. Tym razem skrycie. Wczoraj na obiad zjadłam hinduski sos z ryżem. Od razu po zjedzeniu czułam dziwne szczypanie w buzi i gardle i podejrzewałam, że coś tam musiało w nim być uczulającego. Ale jednak pojechałam na trening ujeżdżeniowy, pierwszy w tym roku na świeżym powietrzu.

IMG_0501IMG_0510Tu jeszcze się uśmiechałam, ale niedługo już nie byłam w stanie…IMG_0513

Trening trwał około 20 min, ponieważ jak tylko wsiadłam na konia zaczęłam kichać, oczy mi łzawiły i tak ogólnie nie wyglądałam najlepiej. Nie wiedziałyśmy  co się ze mną dzieje, ale pojeździłam jeszcze chwilę, tak żeby Sojuza trochę poruszać. Niestety nie potrwało to zbyt długo. Ja nie miałam siły, a Sojuz był ostro zakwaszony po treningu z panią Olą, wykorzystywał moją niedyspozycję i na przykład zawieszał się na pysku lub nie chciał iść do przodu. Tak więc zsiadłam z niego i wstawiłam do maszyny.

IMG_0526IMG_0533

Niestety do moich objawów doszła pokrzywka i opuchnięcie twarzy, co oznaczało że jednak w tym hinduskim sosie, który zjadłam na obiad były orzechy! Tak więc na sygnale pojechałyśmy do szpitala zostawiając Sojuza pod opieką dziewczyn ze stajni, które go rozsiodłały i wstawiły do boksu.

W każdym razie gdy dotarłyśmy na oddział, napompowali mnie jakimiś lekami i  kroplówką, po których na szczęście opuchlizna zaczęła powoli schodzić.

IMG_1632

Musiałam tam przeleżeć całą noc. Co 6 godzin wieszali mi nowe kroplówki. Pogodziwszy się z tym faktem stwierdziłam, że nie ma co marnować czasu, tak więc z pomocą mamy (dużą pomocą :P) napisałyśmy rozprawkę z polaka. Nie dość że leżałam w szpitalu to jeszcze musiałam się katować polakiem. Nie lubię szkoły! Gdy już skończyła się ta męczarnia (z rozprawką) położyłyśmy się spać, ja na za krótkim łóżku, a mama na niewygodnym fotelu. Często budziłam się w nocy, ponieważ ciągle słyszałam denerwujące pikanie urządzenia mierzącego tętno, które twierdziło że jak spada mi ono do 49 to źle i robiło wszystko bym nie mogła się zrelaksować.

Rano było już o wiele lepiej, jednak i tak jeszcze została mi drobna opuchlizna na powiekach. Wypuszczono nas po 8.30 ( nie poszłam do szkoły )) ale kazano po upływie kilku godzin zgłosić się na kontrolę do przychodni, ponieważ objawy mogą nawracać (jeszcze trochę tego alergenu mam w sobie). Tak więc około 15.00 wybieramy się do lekarza, a następnie na 18.00 na trening z Michałkiem.

Teraz uwaga moje zdięcie jak dotarłam do szpitala :P

Obrazek

GOODDDZZZZIIIIILLLLLLAAAAAAA!!!!!!!! :*

Komentarze

13

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.