Scotty pozdrawia!

Ostatni wpis był w całości poświęcony treningom i formie Czarka tak więc wreszcie nadszedł czas na Scottiego, o którym w sumie już dawno nie słyszeliście :)

Ogólnie to jeżdżę na nim od powrotu z zawodów ujeżdżeniowych czyli ponad dwa tygodnie. Jak już kiedyś wspominałam wcześniej nie radziliśmy sobie zbyt dobrze przez co kucyk musiał wyjechać do Janka (z którym trenuje głównie skoki i cross), a potem jeszcze przez jakiś czas przebywał u p. Gosi. Po jego powrocie do mnie sytuacja jednak nadal nie wyglądała najlepiej, lecz dzięki przypadkowemu spotkaniu na placu podczas jazdy rozpoczęłam treningi z Asią Czają (z którą jeśli pamiętacie byłam wcześniej pierwszy raz nad morzem), która ma podejście bardziej behawiorystyczne oraz posiada ogromną wiedzę na temat biomechaniki konia, a mianowicie obserwowania i rozumienia sygnałów pokazywanych przez konia ciałem i swoim zachowaniem i z Asią wreszcie zaczęło coś wychodzić! (fotografie z FB Asi)

13480087_853898618047821_1777728262_n

13459563_853898478047835_1203570702_n

Moim głównym błędem w pracy z Timim było założenie, że skoro ma już tyle lat, braliśmy udział w wielu zawodach (zwykle mniej lub bardziej udanych), to kucyk powinien już mieć dość spore umiejętności tyle, że jest trudny i nie chce ich wykorzystać. Okazało się jednak, że wszystkie problemy nie wynikały z jego niechęci do pracy, lecz z fizycznych ograniczeń takich jak brak równowagi czy po prostu deficyt mięśni odpowiedzialnych za określone czynności. I właśnie tego cały czas się uczę pod okiem Asi, Nie dość, że aktualnie robimy stosunkowo szybkie postępy (nie spodziewajmy jednak cudów bo nie jest łatwo odpracować dwa lata dość średniej jazdy przez dwa tygodnie) a do tego okazało się Timon jest podczas treningów równie cudownym koniem jak z ziemi, jest w stanie zrobić wszystko dla człowieka, mega się stara, a co najważniejsze nareszcie jest rozluźniony podczas jazd :)

Na samym początku bardzo ciężko było mi było się pogodzić z faktem, że ze Scottim będzie trzeba pracować jak  z koniem ledwo zajeżdżonym. W związku z tym pierwsze dwie jazdy kiedy to głównie pracowałyśmy w stępie na wygięciach nie było dla mnie w ogóle satysfakcjonujące, a do tego czasami zdarzało mi się zirytować, co niestety Timi przejmował bardzo szybko i praca zaczynała się psuć. Dodatkowo frustrowały mnie dość mocno zbliżające się zawody, które jak zwykle chciałabym pojechać jak najlepiej i niestety ta myśl nie ułatwiała mi zachowania cierpliwości pracy z koniem. Aktualnie już trochę odpuściłam sobie te zawody, co oczywiście nie oznacza, że nie będę się podczas nich starać, lecz dzięki temu nareszcie mogłam się całkowicie skupić na pracy z Timonem i po prostu przyjmować to co on daje z treningu na trening ;). Gdy już ogarnęliśmy podstawowe zagadnienia w najniższym chodzie, zaczęliśmy pracować na przejściach, a teraz operujemy już trzema chodami (sukces :P) oraz pracujemy nad elementami czworobokowymi. W czasie pracy kucyk już całkiem ładnie zaczął się nadbudowywać, oczywiście ten proces zaczyna się od szyi i stopniowo przechodzi przed łopatki, grzbiet do zadu (tak więc jeszcze długa droga przed nami), ale nadal pozostaje kwestia balansu podczas zmian kierunku czy kontrgalopów, która rzutuje na ustawienie głowy, rytm i zebranie konia. Oczywiście Timonkowi jeszcze daleko do takiej formy i umiejętności czworobokowych jakie ma np. Czaruś, ale przynajmniej teraz czuję, że ta mozolna praca prowadzi do rzeczywiście prawidłowej jazdy, która będzie lekka i przyjemna :). Tutaj chciałabym przypomnieć wpis nt robienia postępów. Dla wielu zawodników behawioryści, czy osoby które zajmują się biomechaniką konia, lub podejściem naturalsowym są postrzegani jako jacyś szamani, z którymi sportowcy nie powinni pracować. Na moim własnym przykładzie widać, że trzeba korzystać z pomocy z wielu dziedzin, bo każda może nakreślić problem z innej perspektywy i właśnie dzięki temu go rozwiązać.

Oprócz jazd ujeżdżeniowych w między czasie zrobiłam również galopik kondycyjny, który dał kucykowi nieźle w kość ponieważ były to 2:3:3, z minuta przerwy pomiędzy, a dodatkowo stwierdziłam że trzeba wreszcie dać koniowi się wykazać na przeszkodach crossowych. Muszę przyznać, że pierwsze dwa czy trzy skoki były dość tragiczne ponieważ jako, że Scotty nie skakał już od chyba od zawodów w Jaroszówce, po pierwsze na widok przeszkody ruszył z kopyta i niestety niezbyt wiele mogłam na to poradzić, a po drugie skoro jeszcze nie do końca ogarnia swoją równowagę na lądowaniu mało co się nie zabiliśmy :P Na szczęście po kilku następnych razach kiedy to zatrzymywałam go przed i po przeszkodzie, a poza tym dopadło go już lekkie zmęczenie, zaczęło wychodzić całkiem przyzwoicie dlatego stwierdziłam, że możemy się wybrać na coś większego. I tak właśnie zaczęliśmy pokonywać przeszkody z 1* takie jak rów z domkiem, czy kłodę na górce, dwie hyrdy po skonie itp. Oczywiście nie chciałam go zamęczyć, więc wcale nie było tego tak dużo, ale kucyk bardzo dobrze się spisał. Na początku miałam lekkie problemy ze skracaniem ale po kilku mocniejszych półparadach przy braku reakcji przestało to być dużym problemem, lecz niestety nadal nie wyeliminowaliśmy upierdliwego nawyku rolowanie się, ale przynajmniej udało się go w jakimś stopniu ograniczyć co i tak uważam za sukces :)

IMG_4097

Dodatkowo przedwczoraj przyjechał do mnie po długiej przerwie Janek Kamiński i po raz pierwszy od nie wiem kiedy miałam prawdziwe treningi skokowe :D Na pierwszy ogień poszedł właśnie Scotty, tym razem jednak jeździłam na nim na hackamore na którym kucyk jest znacznie bardziej na mnie skupiony ponieważ nie zajmuje się pokazywaniem jak bardzo nie pasuje mu wędzidło, ale za to są lekkie problemy z skręcalnością oraz czasami potrafi się schować – coś za coś. Na początku oczywiście zaczynaliśmy od moich ulubionych skoków z kłusa, przez stacjonatki i oksery, aż do różnego rodzaju linii po łukach. Ogólnie kucyk bardzo się starał, ale czułam w pewnym momencie, że jest już dość mocno zmęczony (co również odbiło się na wczorajszym treningu ponieważ miał cały zakwaszony zad) co moim zdaniem razem z kwestią równowagi wpływało na to, że czasami zdarzały się zrzutki, a co najlepsze zwykle w sytuacjach gdy wszystko pasowało, a gdy zdarzał się jakiś np. słaby odskok wyratowywał się bardzo przyzwoicie, a czasami z kolei oddawał tak genialne, pełne skoki, że aż prawie lądowałam na szyi :P

Muszę wstawić malutką wstaweczkę nt Czarka, bo jest on po prostu niesamowity! Nawet Janek przyznał, że już dawno nie widział konia tak dokładnego, który za wszelką cenę nie dotknie drągów. Dodatkowo po kilku skokach przez okser z drągiem przed przeszkodą, który prowokował do dalszego odbicia, kucyk zobaczył że trzeba się trochę postarać aby dolecieć dzięki czemu potem walił takie skoki, że na prawdę znowu ciężko było to wysiedzieć (w stylu pół metra zadem nad przeszkodą). Podczas obydwu jazd musiałam się bardzo skupiać nad moją sylwetką- lądowaniem na strzemiona, nie za dużym pochylaniem się w skoku a jednocześnie musiałam również zwracać uwagę na biodra, które miały tendencję do zbytniego cofania się w końcowej fazie lotu, a przede wszystkim na oddawaniu ręki w skoku. U Timona z jednej strony jest to trochę łatwiejsze ponieważ on rzeczywiście prosi o nią, lecz z drugiej potrzebuje jej znacznie więcej, ponieważ jak zapewne widzieliście ze zdjęcia z Jaroszówki na skoku ma on prawie nos niżej niż nogi :P

DSC_6789

Z kolei Czarek całkowicie się do mnie dostosowuje, przez co de facto muszę się sama kontrolować w tej kwestii, nie zmienia to jednak faktu, że jest cudowny! :D

Tak więc zostało mi dwa dni do wyjazdu do Strzegomia, gdzie od wtorku jest zgrupowanie kadry z Panem Kulikowskim i Dibowskim. Od środy zaczyna się już ujeżdżenie, w którym na Scottym jadę 1* juniorów, a na Chenaro 2*. Zawody te będą jednymi z większych w Polsce, dośc powiedzieć, że pojawi się na nich zarówno Michael Jung, jak i np Ingrid Klimke, których mam zamiar na własne oczy obejrzeć. Tak więc znowu prośba o trzymanie kciuków!

A drugiego lipca wyjeżdżam na trzy tygodnie do Niemiec do Adreasa Dibowskiego trenować przed Mistrzostwami Polski (7-9 Sierpnia). Wakacje czas zacząć! :)

 

Komentarze

6
  • ewelinakonie

    to dobrze że skotti w skoku ma głowe niżej bo to znaczy że, baskiluje :)

    Odpowiedz
  • Mari

    A co tam u Smoka? Jak w nowym domu?

    Odpowiedz
  • asia

    Metody tzw. “naturalne” i praca z ziemi dużo dają, pomagają nawiązać z koniem prawdziwą więź opartą na partnerstwie, dobrze, że z nich nie rezygnujesz. Czekam na relacje z dalszych postępów :)

    Odpowiedz
  • madzia

    Powodzenia w Strzegomiu! Trzymamy kciuki!

    Odpowiedz
  • Lola

    A u Ciebie jak zwykle same postępy ;) Aż miło patrzeć ;)
    Muszę przyznać, że mi na koniach jeździ się lepiej niż na kucach, tym bardziej, że teraz pracuję z najcudowniejszą, wysoką klaczką pod słońcem, więc od niedawna bardzo się przerzuciłam z kucków na konie xD Ale teraz rozumiem, że lubiłam kucyki dlatego, że w życiu jeździłam na tylko jednym (nie licząc tej klaczki), strachliwym (do przesady!!!) koniu, a tak to tylko na kucykach. W każdym razie moim zdaniem nic nie straciłaś, nie jeżdżąc na kucach ;) Oczywiście kocham wszystkie konie, ale kucyki naprawdę czasem dają w kość xD
    Na koniec chcę jeszcze życzyć Tobie i wszystkim czytelnikom Twojego bloga szczęścia z waszymi czterokopytnymi, nawet jeśli nie są wasze własne! ( Ta urocza klaczka niestety nie jest moja :<. )

    Odpowiedz
  • justii

    sliczne zdjecia :D

    Odpowiedz

DODAJ KOMENTARZ? USUŃ ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.