Dzisiaj miałam trening skokowy z panem Zbyszkiem. Teoretycznie trochę się na niego spóźniłam, ale było opóźnienie z poprzednim treningiem, więc w sumie jeszcze musiałam czekać. Ania jeździła przede mną też z panem Zbyszkiem i akurat miała tak niefartowną sytuację, że na naszej małej hali znalazły się cztery osoby na raz, które w tym samym czasie chciały trenować różne rzeczy. Spodziewam się, że w takiej sytuacji zderzenia są nieuniknione. Ania w sumie to i tak radziła sobie ok. Jak ja na tym moim Smoku miałabym się zmieścić i jeszcze do tego skakać? Nie wyobrażam sobie tego.
Na szczęście kiedy ja zaczynałam trening już nikogo nie było. I tak było trudno zakręcać, bo wychodziły ostre zakręty po skokach, a co dopiero jak musisz uważać na trzy pozostałe osoby.
Najpierw chwilę sama kłusowałam a potem zaczęliśmy pracę na drągach. Chodziło o to, bym nie zmieniała tempa najeżdżając na drągi ani podczas nich. Żebym cały czas jechała tym samym równym tempem. Akurat na nich nie miałam problemu. Musiałam tylko wolniej wjeżdżać ponieważ było ciasno, a pan Zbyszek podnosił stopniowo drągi i Sojuz musiał na nie uważać żeby ich nie zwalić (chociaż i tak mu się zdarzyło).
W drugiej części jazdy niestety moje idealne warunki zostały zakłócone ponieważ wjechała Ola na kolejnym koniu. Chyba z raz na cały trening się zderzyłyśmy ale jak na mnie, to i tak dobrze. Co do ćwiczeń to zaczęłam skakać stacjonatkę z trzema drągami przed nią. Moim zadaniem było najeżdżanie na środek przeszkody, zmienianie nogi po przeszkodzie (i nie zabicie się na zakręcie). Najgorzej było chyba z tym drugim ponieważ kiedy próbuję zmienić nogę np na lewą, od razu po przeszkodzie skręcam bardziej w lewo no i wtedy zrobienie normalnego zakrętu jest prawie niemożliwe. Pan Zbyszek z kolei pilnuje, żeby nie zakręcać od razu za przeszkodą, tylko jechać jak najdalej się da prosto. Czasami jeszcze mi nie pasowało do drąga, ale to było rzadko.
Niestety musieliśmy wcześniej (czasowo) zakończyć trening ponieważ Sojuz wyglądał jak miał za chwilę paść trupem. Był tak spocony jak nigdy jakby go wodospad oblał. Jak obejrzałam jednak filmiki, które mama nakręciła, to okazało się, że tych ćwiczeń było ok 30 najazdów a każdy wymagał od Smoka dużego skupienia, przez małe odległości i dużą ilość drągów.
Natomiast to pocenie się mnie zastanawia. Smok nigdy wcześniej od kiedy się znamy się tak nie pocił. Dopiero jak przyszedł do tej stajni zaczął. I to nie tylko na tym treningu ale na każdym innym. Z panią Ewą też, i nawet jak wczoraj sama jeździłam był cały mokry chociaż nie robiłam niczego aż tak wymagającego. Może to być od tej hali. Rok temu jak jeździł na hali to był ogolony i nie było problemu. Może to i dobry pomysł. Bo w sumie to tak gdzie zwykle ma derkę i ta sierść jest krótsza nie spocił się aż tak. Jedynie na szyj i pod siodłem ale za to bardzo intensywnie.
Jutro rano jedziemy do babci na długi weekend. Za to w niedzielę mam trening z Panią Ewą i mierzenie kolejnych siodeł, tym razem z systemem medycznych siedzisk pomagających kręgosłupom który się nazywa Biomex. Zobaczymy, czy to rzeczywiście działa…



Komentarze
KTOŚ
Przyszły mrozy , ma dłuższą sierść i się poci :)
kartagina
Chyba nie za duza ta hala, ale dobrze, ze wgl jest. :>
zebrazklasa
no właśnie :)
Cywka07
Jeśli będziesz trenować regularnie kilka razy w tygodniu to radziłabym Ci go ogolić, bo konie z długą sierścią w hali pocą się naprawdę bardzo (!) szybko i później długo schną pod polarówkami, więc łatwo im się przeziębić. :) Jak golisz to nie dość, że koń jest czysty, w ogóle się nie poci i nie schnie – trzeba tylko pilnować derek, szczególnie, kiedy wychodzi na padok i wszystko jest świetnie. :)
zebrazklasa
no chyba tak własnie zrobimy