W ostatni dzień tygodnia normalni ludzie wstają około 9.00, 10.00 albo później (moja siostra potrafi spać do 13.00 :P), jedzą sobie śniadanko i dopiero około 12.00 zabierają się za obowiązki albo jeśli ich nie mają to cały dzień panoszą się po domu w piżamie (słodkie dzieciństwo <3). Trzeba przyznać, że ja z pewnością nie należę do zwyczajnych osób…
Jak pewnie wiecie w ostatnią niedzielę w Warszawie odbyła się Cavaliada. O 8.00 zaczynał się konkurs juniorski, potem jeszcze jeden, na 11.30 było zaplanowane Grand Prix w ujeżdżeniu z programem do muzyki, a o godzinie 14.00 miał się odbyć też Grandziak tyle, że w skokach 155m. W sobotę wieczorem ogarnęłam, że fajnie by było zobaczyć ujeżdżenie i oczywiście Grand Prix w skokach. Problem polegał na tym, że musiałam jeszcze gdzieś wcisnąć trening. Po długim okresie „tentegowania w głowie” (Król Julian z Madagaskaru :P) i wielu konsultacjach okazało się że mam jazdę na 8.45. Niestety oprócz taty nie miał mnie kto zawieść (siostra jeszcze spała), a on skolei na 8.00 rano miał tenisa, tak więc w końcu w stajni byłam o 7.30, w niedzielę!
Miałam tylko trening na Doncasterze, ponieważ poprzedniego dnia podczas jazdy na placu, Ostler zgubił podkowę, a kowal mógł dopiero przyjechać w poniedziałek. Co najdziwniejsze, razem z moją koleżanką przeszukałyśmy (raczej zgrabiłyśmy) ponad połowę placu i nic. Podkowa zaginęła. Dla odmiany, po rozprężeniu, Pani Kasia zabrała mnie i Donka na górkę. Jeździliśmy tam zaledwie 15 min, bo „praca na górkach jest dla konia jak siłownia” i nie można z nią przesadzić. Po treningu musiałam bardzo szybko się ogarnąć żeby złapać pociąg do Warszawy. Co prawda moja siostra się troszkę spóźniła z odebraniem mnie z treningu, ale na szczęście zdążyłam :)
Gdy dojechałam na Torwar okazało się, że konkurs ujeżdżenia został przerwany ze względu na zasilanie- dosłownie gdy pierwsza zawodniczka zaczynała swój przejazd, zrobiło się zupełnie ciemno. Chwilę zajęło zanim odzyskali prąd, ale nie mogli już kontynuować konkursu, ponieważ nie zdążyliby do 14.00, na która mieli umówiona transmisję Grand Prix w skokach. Tak więc przyjechałam idealnie na godzinną przerwę…
Równo o 14.00 zaczął się grandziak, w którym startowało około 35 koni. Był on prowadzony na zasadach zwykłego konkursu z rozgrywką. Parkur był bardzo trudny, o czym świadczy fakt, że na czysto przejechały tylko dwie pary. Patrząc z perspektywy widza tak trudny parkur odebrał temu konkursowe urok, ponieważ do rozgrywki przeszły tylko dwa konie! Oglądając każdy kolejny przejazd i kolejne zrzutkę czuło się rozczarowanie wśród widzów. W rozgrywce wygrał Czech, który startował na jednookim koniu, niestety nie pamiętam nazwiska ani imienia konia. Po zakończeniu skoków, kontynuowano ujeżdżenie, w którym startowało zaledwie sześć par. Patrząc na te konie zauważyłam, że wszystkie są jakby „pokrzywione”. Jeden o wiele bardziej wymachiwał lewą przednią nogą niż prawą, inny (szczególnie przy piafach i pasażach) miał podkurcz prawej tylnej nogi. W takiej sytuacji jeździec nie dość, że musi skupiać się na wykonywaniu figur, sylwetce itp. to jeszcze musi swoim ciałem i łydkami równoważyć konia, tak aby nie było widać jego „niedoskonałości” ruchowych.
Ogólnie na Cavaliadzie bawiłam się dość dobrze, ale oczywiście mogło być bardziej emocjonująco- zaledwie dwie pary w rozgrywce na 35 zawodników. Do tego nie miałam ani grosza przy duchu, co oznaczało że mogłam jedynie patrzeć tęsknie na te wszystkie sklepy końskie, które obchodziłam podczas przerw :). Zawsze jednak lepsze to, niż zmarnowanie dnia chodząc w piżamie po domu :P



Komentarze
konik6628
Fajnie masz ze mieszkasz w kolo Warszawy ja ogladalam online a konkurs wygral Ales Opatrny tylko niewiem jak sie to pisze ;)
konik6628
A kon Zandiro
asia
No fajnie masz zobaczyć Cavaliadę na żywo. Ja też oglądałam niektóre występy online bo do Warszawy (nie mówiąc o Poznaniu i innych) mam mase kilometrów :P
Koniokrad
Ja byłam w Lublinie w piątek popołudniu. W sumie do Warszawy nie mam aż tak bardzo daleko bo tylko 110km a do Poznania to już nie mówię.
CountryGlamRedness
Świetny blog, miło, że są ludzie piszący o koniach a nie tylko o modzie ;) Zapraszam też na mojego bloga: http://www.z-koniecznosci.blog.pl :)
zkoniecznosci92
Świetny blog, miło że są ludzie którzy nie piszą tylko o modzie ale też o koniach:) Zapraszam również do mnie http://www.z-koniecznosci.blog.pl