Ujeżdżeniowy freestyle :P

Dwa dni zawodów ujeżdżeniowych za mną i tak jak się tego spodziewałam wcale nie było nudno ;) Winter Dressage Cup to cykl zawodów ujeżdżeniowych, które obywają się na hipodromie od stycznia do marca. Jak wspominałam w poprzednich wpisach wzięłam udział tych zawodach głównie w celach treningowych, a jako że aktualnie jestem na poziomie pomiędzy trudniejszym P, a łatwiejszym N- pierwszego dnia wystartowałam w konkursie N4, a drugiego w P2 :)

W sobotę mój konkurs zaczynał się o 16.25 i jako że było w nim tylko kilka koni, startowałam jako pierwsza i ostatnia, co i tak zapewniło mi zaledwie godzinę na przesiodłanie i rozprężenia Timona. W związku z tym byłam w stajni już koło 9, aby móc spokojnie poruszać, a następnie przygotować obydwa konie przed wyjazdem z Chenaro na rozprężalnię.

Ogólnie tego dnia moje przejazdy były bardzo urozmaicone i zaopatrzone w wiele zwrotów akcji :P Co do Czarka, podczas rozprężenia chodził całkiem przyzwoicie. Pomimo porannego lonżowania miał dużo energia, ale bez większego problemu udawało mi się go opanowywać. Niestety gdy tylko wjechałam na czworobok poczułam się jakbym siedziała na tykającej bombie. Nagle kucyk stał się ogromnie wyczulony na wszystkie dźwięki i obrazy, ogólnie mówiąc- na wszystko oprócz mnie… Jak można sobie wyobrazić, duża część ruchów podczas przejazdu była zepsuta przez nagłe odskoki albo zmiany chodów np. w obydwu kłusach dodanych. Niestety, mimo że starałam się, poprzez zamknięcie Czarka na pomocach go skontrolować, nie zmieniało to faktu, że widział i słyszał zdecydowanie za dużo… Oczywiście po przejeździe byłam trochę rozczarowana, pomimo że w sumie razem z p. Gosią spodziewałyśmy się takiego zachowania ze strony kucyka, ale szczerze mówiąc nie myślałam, że aż w takim stopniu będzie wykorzystywał sytuacje… :(

Po bardzo szybkim przesiodłaniu (przynajmniej tak mi się wydawało) byłam już z powrotem na rozprężalni. Niestety okazało się, że miałyśmy zdecydowanie za mało czasu na pełne przygotowanie konia i de fakto po 10 min kłusa i kilku zagalopowaniach miałam już wjeżdżać na czworobok. Co tam, raz kozie śmierć! … Wydaje mi się, że wynik 52% i coś, mówi sam za siebie :P W sumie naprawdę ciężko jest wytłumaczyć co się tam stało… Na pewno kucyk miał za dużo energii oraz nie był rozprężony prawidłowo, czego efektem było wiele odskoków, skopane łopatki, zupełny brak dodań w kłusie (po kilku zagalopowaniach stwierdziłam, że nie ma sensu ich robić) no i oczywiście spektakularne 10 m koło w galopie, które skończyło się po drugiej stronie czworoboku… W każdym razie trzeba przyznać, że po raz kolejny pobiłam swój rekord: jeszcze nigdy w życiu nie dostałam za jakiś ruch noty 0 :P

Niedziela zaczęła się okropnie wcześnie, ponieważ już około 6.45 stałam przed drzwiami stajni. W związku z wydarzeniami z poprzedniego dnia wspólnie z p. Gosią stwierdziłyśmy, że przed startami trzeba kucyki więcej poruszać, szczególnie że najlepsze czworoboki w życiu robiłam na nich właśnie wtedy gdy były lekko do pchania. Tak więc kilkanaście minut po 7 siedziałam już na Scottim, a Chenaro wzięłam tym razem na trochę dłuższą lonżę :)

Jako pierwszym ponownie startowałam na Czarku. Podczas godzinnego rozprężenia chodził naprawdę bardzo dobrze i w sumie gdy objeżdżałam czworobok również zachowywał się przyzwoicie- byłam dobrej myśli J Sam przejazd był znacznie lepszy niż poprzedniego dnia, ale oczywiście jak sami zobaczycie nie obyło się bez kilku podrygiwać. Zdecydowanie nie jechało mi się najlepiej, szczególnie że kucyk był dość mocno rozkojarzony, ale również i mi zdarzyło się kilka błędów jak np. kolejne zagalopowanie w kłusie dodanym czy dwa z trzech zatrzymać, kiedy to Czarek albo zostawiał lewą tylną nogę albo w ogóle się kręcił. Pomimo, że przejazdowi jeszcze wiele brakowało do perfekcji sędziowie i tak docenili nasz występ dając notę koło 62 % co ostatecznie uplasowało nas na trzeciej pozycji :)

Co do przejazdu na Timonie, jako że nareszcie miałyśmy czas na normalne rozprężenie od razu widać było efekty. Oprócz kilku przestraszeń spowodowanych rozgrzewającym się obok czworoboku koniem, kucyk chodził super! Wreszcie miałam konia pod kontrolą i na pomocach, dzięki czemu bez problemu udawało mi się wykonywać figury, dokładnie wyjeżdżać narożniki czy dobrze dodawać i skracać (czego nie mogłabym powiedzieć o przejeździe na Chenaro). Oczywiście wkradło się kilka moich błędów jak na przykład przy jednym z przejść z galopu do kłusa, kiedy to za późno zaczęłam przygotowywać kucyka, nierówne zatrzymanie czy rozlazłe zagalopowanie, ale i tak w porównaniu do poprzedniego dnia nastąpił ogromny postęp. W ten sposób otrzymując notę trochę ponad 65% uplasowałam się na drugim miejscu :D

Dzięki startom w tych zawodach razem z panią Gosią dowiedziałyśmy się kilku ważnych sprawach, które musimy wprowadzić w nasze treningi. Po pierwsze i najważniejsze, aby wyeliminować niepotrzebne reakcje na otoczenie podczas przejazdów musimy wymagać od kucyków znacznie więcej posłuszeństwa oraz wyraźnie sygnalizować, gdy nie będą podobały nam się jakieś ich zachowania. Niestety bez tego nawet jeśli koń będzie mógł świetnie wykonać elementy programu, a nie będzie skupiony na jeźdźcu, efekt może być niesatysfakcjonujący. Jak widać po tych zawodach, jeszcze dużo pracy przed nami.

Komentarze

10

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.