WE ARE THE CHAMPIONS!!!

Długo kazałam wam czekać na wpis, ale wczoraj nie byłam w stanie połączyć się z blogiem, a przedwczorajszą noc spędziłam w internacie gdzie nawet nie miałam na czym pisać. Co do filmów i zdjęć niestety większość pojawi się na blogu dopiero w poniedziałek, z powodu szybkości internetu jaki mam w domu.

Zacznijmy od początku… w piątek wszystko zaczęło się od ujeżdżenia. Przed wyjazdem byłam troszkę (bardzo) zdenerwowana. Jak zwykle miałam motyle w brzuchu i nawet jeden raz myślałam że zemdleję. Na szczęście szybko wzięłam się do kupy i wyjechałam na rozprężalnię. Tam też bo całkiem dużo stresu, ponieważ patrzyłam na dziewczyny przede mną które przejeżdżały programy na całkiem wysokim poziomie.

IMG_1220 IMG_1243 IMG_1253

Mój przejazd sam w sobie nie podobał mi się tak bardzo. Uważam, że ten w Starej Miłosnej pojechałam znacznie lepiej. W niektórych momentach (np. w dodaniu w kłusie) miałam utraty rytmu, plus zapomniałam o zatrzymaniu na środku w poprzek czworoboku. Myślałam, że mam jechać po ścianie i w ostatniej chwili zorientowałam się że mam skręcić w lewo. Właśnie z tego powodu byłam metr za linią i do tego Donek źle stanął. Gdy skończyłam przejazd naprawdę wydawało mi się, że dostanę słabe noty. Nie byłam z siebie zadowolona, dlatego tak strasznie się zdziwiłam, że jako jedyna miałam wynik mniejszy niż 50 punktów karnych. Nie mogłam w to uwierzyć!

IMG_1263

W czasie przerwy pomiędzy startami jeszcze raz przeszłam trasę krosu. Czwarty raz. Przechodziłam go tyle razy, ponieważ bardzo trudno mi było zapamiętać trasę, bo kros był maksymalnie kręty! Kilkakrotnie jechało się ten sam odcinek, tylko najeżdżając na inne przeszkody.  Zresztą sami zobaczycie na filmie, bo CAŁY jest nagrany :)

IMG_1086 IMG_1127 IMG_1128

 

IMG_1036

Bardzo się tego krosu obawiałam ze względu na te trzy wyłamania w Starej Miłosnej. Bałam się, że za chwilę nieodwracalnie stracę to pierwsze miejsce na krosie… Przy każdej przeszkodzie bałam się, że mi wyłamie albo spłynie, ale szczególną uwagę zwróciłam na czarną, wąską i dość wąską kłodę usytuowaną na środku placu pomiędzy drzewami. Wydawała mi się bardzo nieprzyjemna.

IMG_1026

Przed tą konkurencją również byłam strasznie zestresowana, a nawet bardziej niż przed ujeżdżeniem. Tempo miało być równe 500 metrów na min., norma równa 4,09 min. Zważywszy na ilość zakrętów na tym krosie wydawało mi się to NIEWYKONALNE. Treneiro powiedział mi, żeby jechać do przodu, dojeżdżać go łydką, mieć nisko rękę, jechać szybko ale z głową i uważać na zakrętach, żeby się w tym dzikim pędzie nie wywalić. Martyna powiedziała mi jedną bardzo ważną i przydatną radę, żeby robić korytarz z wodzy przed przeszkodą, czyli mieć szeroko wodze, dzięki czemu koń jest pomiędzy wodzami w taki sposób, że nie ma jak spłynąć. I oczywiście miałam go dojeżdżać go łydkami.

Rozprężałam się zaledwie około 25 min, jednocześnie skupiając swoją uwagę na Donku i na tym jak spiker ciągle powtarzał o jadących wtedy kros moich poprzednikach „jedynka- czysto”, „dwójka- czysto”, „trójka- czysto” i tak dalej. Czasami zdarzały się jakieś spóźnienia (nie dziwota), ale ogólnie w dużych koniach szło im całkiem dobrze. Gdy byłam już przed start-boksem i patrzyłam jak koń przede mną wszystko skacze razem z ta czarną kłodą, trener powiedział mi, że mam galopować na małych kółkach, żeby koń pozostał żywy i nie startował ze stępa. Jak zwykle włączyłam sobie zegarek jakieś 4 sekundy przed startem (o czym tradycyjnie później zapomniałam) i ruszyłam z kopyta. Wcześniej Martyna cały czas powtarzała, że oznaką dobrego tempa będzie to że będę płakać od wiatru i tak właśnie próbowałam zrobić. Co prawda nie udało mi się popłakać z pędu, ale tempo musiałam mieć momentami szybsze niż 500 bo przyjechałam przed czasem! No i ale wyłamał ani razu :D. Przed krosem założyłam sobie, że jeżeli będę szybko jechać to Donek nawet nie zdąży pomyśleć o jakimś kombinowaniu. Trzymałam go w korytarzu z wodzy i łydki i nawet się nie spojrzał na tę kłodę której się tak bardzo bałam. Przefrunęłam przez kros, a po przedostatniej przeszkodzie gdy spojrzałam na zegarek zobaczyłam, że jestem 30 sekund za wcześnie i dlatego zwolniłam. Przejechałam celowniki jakieś 10 sekund przed normą plus te cztery sekundy o których oczywiście zapomniałam, że je wcześniej nastawiłam :). Miałam wrażenie, że Donkowi też ten kros się podobał. Nikt mu nie przeszkadzał się ścigać, pędził sobie tyle i ile mu natura dała, a na trzeciej przeszkodzie od końca tak wyskoczył, że aż krzyknęłam! Radość była ogromna! Martyna i moja mama od razu po krosie do mnie przyleciały, mama chyba nawet się popłakała, a ja (oprócz radości i niedowierzania) miałam wtedy jedną główną myśl w głowie: „JESZCZE TYLKO SKOKI!!!”.

IMG_1347 IMG_1356 IMG_1360 IMG_1362 IMG_1372 IMG_1375 bis IMG_1377 IMG_1378 IMG_1396

Trzeba przyznać, że samo przejechanie krosu to pikuś, najgorsze jest to całe sprzątanie, glinkowanie, czyszczenie ochraniaczy itp! :). Zajęło mi to prawie dwie godziny! Do tego mama musiała wtedy jechać już do domu, bo rozchorował nam się pies (co wyglądało groźnie), więc nie  miałam nikogo do pomocy. Wieczorem byłam tak zmęczona, że myślałam tylko o spaniu. Okazało się jednak, że do łóżka położyłam się dopiero koło północy. Miałam trzyosobowy pokój z Hanią P. i Julką A., ale przyszły do nas jeszcze dwie dziewczyny, które chciały spać na podłodze, tak więc była „balanga”. Nie będę wam zdradzać szczegółów (bo pewnie sobie tego nie życzą :P), ale na pewno nie zapomnę tej nocy jeszcze przez długi czas.

W każdym razie niestety trzeba było wstać już o 6.15. Ja wstałam w sumie bez większych problemów, ale z dziewczynami było już ciężej. Musiałam użyć drastycznych metod by zwlec je z łóżek. Gdy przyjechałam do stajni trzeba było się szybko zbierać, gdyż miałam tylko 1,5 godziny na zmycie glinki, zakorkowanie, wyczyszczenie, przebranie, spacer… Muszę przyznać, że korki chyba nie są już dla mnie straszne. Wyszły mi naprawdę ładne w stosunkowo krótkim czasie. Robię postępy :)

O 9.00 był przegląd weterynaryjny koni. Nie przeszedł go jeden kuc i jeden koń czyli zostało w konkurencji 14 dużych koni. Tak więc badanie wet po krosie jest dość krytycznym momentem. Na szczęście 13to letni Donek – po dniu z podwójnymi konkurencjami i ciężkim krosem i po eliminacjach 4 dni wcześniej -był w stanie idealnym! Ma chłopak zdrowie jak koń :D…

IMG_1415 IMG_1419 IMG_1438 IMG_1454 IMG_1457

Przechodząc do skoków, to mam pytanie. Czy wy tez wolicie jak na zawodach dyscypliny idą od najtrudniejszej do najłatwiejszej? Ja zawsze mam wtedy wrażenie, że te przeszkody są jakieś niższe. Niestety teraz tak nie było, w związku z czym wydały mi się straaaasznie duże. Do tego w skokach które są po krosie, kolejność jest odwrotna do zajmowanych miejsc, więc jechałam jako ostatnia ze wszystkich koni, co wypadało dokładnie o 12.00. I tak wczoraj nie było najgorzej, bo było ok 20 stopni a nie 32 – jak w piątek gdy jechałam ujeżdżenie. Wczoraj przynajmniej uruchomił się wiatr, ale i tak 12.00 to 12.00.

Na rozprężalni przed skokami cały czas ziewałam. Z jednej strony miałam nerwy na maksa napięte a z drugiej o mało co kogoś nie połknęłam. Przerażające było to w jakiem tempie ubywało koni z rozprężalni. Niestety mój przejazd zbliżał się nieuchronnie i czuło się jak na widowni wzrasta napięcie z każdym ubywającym koniem. W kucach dużo się działo. Spadały przeszkody i spadła dziewczynka, która przed skokami była druga. W dużych koniach też były zrzutki, ale oczywiście dziewczyna która jechała przede mną musiała przejechać na czysto… Różniło nas tak niewiele punktów, że moja jedna zrzutka przesunęłaby mnie na trzecie miejsce. Gdy wjechałam na parkur to całe napięcie WISIAŁO w powietrzu. Na trybunach było pełno ludzi i znaczna większość liczyła na to żebym zrzuciła. Pozostali czekali w napięciu, bo każdy mój błąd, każdy najmniejszy punkt za czas zmieniałby cały wynik olimpiady.

Przy każdym skoku najpierw modliłam się żeby Donek nie walnął przodem, a gdy byłam już w połowie nad przeszkodą prosiłam w duchu, żeby tylko nie walnął zadem. Co prawda było całkiem blisko, bo raz mi tak puknął, że cała widownia aż podskoczyła z emocji, ale na szczęście nie spadło! :)

Przejechałam na czysto utrzymując tym samym mój wynik z ujeżdżenia! Bez ani pół punkta karnego za jakikolwiek błąd! Ani 0,4 punkta za spóźnienie, zupełnie na maksa na czysto! Nie mogłam w to uwierzyć i w sumie nie wiedziałam co się dzieje! Tyle osób zaczęło mi gratulować, że sama już nawet się nie orientowałam komu odpowiadam.

IMG_1698 bis IMG_1754

 

IMG_1694 IMG_1787

Potem było dość długie oczekiwanie na dekorację i wreszcie dekoracja i tu rozczarowanie. Gdy wreszcie udało mi się wygrać Mistrzostwa Polski, to organizatorzy nie przewidzieli derki mistrza, ani nawet pucharu, flots były takie same dla wszystkich zawodników i nagrody również. Muszę przyznać, że pozostawia to niedosyt, szczególnie gdy tak ciężko walczy się o zwycięstwo a w nagrodę dostaje się dwa kubki i kalendarz…

Ale wracając do najważniejszego. Wystartowałam w tych OOMach, żeby spróbować powalczyć i później nie mieć do siebie żalu, że poddałam się z powodu choroby Smoka. Miałam tylko dwa tygodnie na treningi na Donku. Zaledwie jedne wspólne zawody w Starej Miłosnej na których tak naprawdę się poznawaliśmy. Eliminacje to były pierwsze zawody wkkw od jesieni zarówno moje jak i Donka. Cały rok, calutki sezon miałam w zasadzie pecha. Najpierw moja choroba kręgosłupa. Potem choroba i długa diagnoza Smoka. I nadzieje, że pojadę te ostatnie w moim życiu OOMy na Smoku i rozczarowania przy kolejnym nawrocie kontuzji. Kolejne nadzieje i kolejne rozczarowania i kolejne nadzieje i rozczarowania aż do rozpaczy przy finalnej diagnozie o konieczności tak długiej rehabilitacji. Tym bardziej, że było wiele głosów wokół mnie, nawet wśród najbliższych mi osób, które mówiły, że JEŻELI MAM TAKIEGO PECHA, TO POWINNAM DAĆ SOBIE SPOKÓJ Z JEŹDZIECTWEM. Jeśli ciągle i od nowa coś staje mi na przeszkodzie, jeśli mój kręgosłup jest w tak złym stanie, a potem skoro mój koń złapał akurat tak pechową kontuzję od kucia – to los daje mi znak, że powinnam dać sobie z tym spokój, bo jest to nie dla mnie. I to było naprawdę okropne bo odbierało mi nadzieję!

Na szczęście moja mama nigdy się nie poddała i zawsze robiła wszystko, żebym mogła chociaż spróbować powalczyć. Szukała konia, którego mogłyśmy pożyczyć na miesiąc, żebym chociaż WYSTARTOWAŁA. Nie jest łatwo jednak znaleźć konia którego ktoś chce wypożyczyć na zawody wkkw. I tu pierwszy raz uśmiechnęło się do nas szczęście, choć wtedy wydawało się to eksperymentem :) Pani Kasia i Martyna – właścicielki Donka – zechciały nam pomóc, choć wydawało się, że z tak małą ilością treningów do eliminacji jest to jakieś szaleństwo. Chyba nie liczyły na wiele, zupełnie tak jak my. Wszyscy myśleliśmy tylko o tym żeby móc SPRÓBOWAĆ. Żeby nie poddać się tylko dlatego, że mój koń jest chory, bo sportowcy się nie poddają!!! Sportowy walczą zawsze i do końca!!!

No i eliminacje w Starej Miłosnej wydawały się potwierdzać, że nasz wspólny z Donkiem start to prawdziwy szalony eksperyment. CUDEM z takim wynikiem przeszłam eliminacje.  W Bogusławicach przed swoim startem w ujeżdżeniu patrzyłam na te wszystkie zawodniczki na pięknych, własnych koniach na których trenowały od miesięcy i myślałam, że nie mam tu wielkich szans. Było to po prostu NIEMOŻLIWE. Ja i Donek – przypadkowa para niemal jak z randki w ciemno. Dwoje nieznajomych po prostu. Po ujeżdżeniu cieszyłam się z wyniku, ale nie miałam nadziei że to utrzymam, bo przede mną był trudny ze względu na tempo, ilość zakrętów i czysto techniczne przeszkody kros. Ale chciałam powalczyć! Byłam skoncentrowana na tym żeby SPRÓBOWAĆ. A teraz dowiedziałam się o sobie czegoś bardzo ważnego. Kiedyś myślałam, że lubię wygrywać. A teraz, po OOMach zrozumiałam, że wygrywanie nie jest dla mnie najważniejsze. Lubię walczyć! Lubię wyzwania, te emocje, gdy człowiek stara się osiągnąć maksimum swoich możliwości. Gdy musi się postarać tak, jak (wydawałoby się) nigdy dotąd. I dlatego chciałabym nadal  startować. Dlatego tak bardzo brakuje mi zawodów.

A dziś jestem MISTRZEM POLSKI! I Doncaster jest koniem MISTRZEM, który w piątek i wczoraj pokazał absolutną klasę! Spełniło się moje kolejne marzenie! A jeszcze dwa miesiące temu wydawało mi się, że to koniec wszystkiego. Byłam w rozpaczy! Moje dzisiejsze zwycięstwo dedykuję wszystkim tym, którzy nie mają nadziei. Którzy myślą, że skoro dziś nie mogą z jakiegoś powodu jeździć, nie mogą trenować, to ich marzenia nigdy się nie spełnią. Moja historia pokazuje, że nie można się nigdy poddawać. Nie można słuchać głosów ludzi, który krytykują i zniechęcają. TRZEBA WALCZYĆ O SWOJE MARZENIA ZAWSZE I DO KOŃCA! Nawet wtedy gdy już umarła nadzieja na ich spełnienie…IMG_1855

IMG_1949

IMG_2036IMG_2080 IMG_2098

IMG_2123IMG_2155

PS a na końcu dowiedziałam się o”zwyczaju” wrzucania medalistów do przeszkody wodnej… Niezapomniane przeżycie – zobaczycie na zdjęciach :) Dziękuję Zosiu Pogodzińska za przypilnowanie tej “ceremonii” :D. Jeszcze się na Tobie zemszczę w ten sam sposób!!! <3

PS2 Okazało się też, że miałam najlepszy wynik z całych OOMów, za co dostałam specjalny puchar. I to było miłe! :)

 

Komentarze

20
  • Sara

    Oczywiście o marzenia jest warto walczyć zawsze, ale… Chyba nie w moim przypadku. Aktualnie ledwo starcza mi pieniędzy żeby jeździć raz w tygodniu. A moim marzeniem od zawsze było uprawianie jeździectwa w jej sportowej formie – jednak na to trzeba być bogatym żeby coś osiągnąć… Tak więc niestety nie każdy ma szansę się rozwijać, iść wciąż dalej, bo potem trzeba wydawać na marzenia coraz to więcej pieniędzy – tu na tego trenera, tu na konia sportowego, tu na wyjazdy na zawody. Niestety… Ale gratulację :)

    Odpowiedz
    • zebrazklasa

      Może kiedyś będziesz pracować i zarabiać własne pieniądze i wtedy zaczniesz jeździć i spełniać marzenia?! Znam taką sędzinę ujeżdżenia – zczęła jeździć gdy miała 32 lata! Również właścicielka Becker Sport, dorosła osoba, kilka lat temu zaczęła jeździć a teraz odnosi sukces za sukcesem w sporcie. Trzymam kciuki!

      Odpowiedz
    • Domi

      Owszem może teraz żeby coś osiągnąć w jeździectwie trzeba mieć kasę, ale kiedy się bardzo czegoś pragnie i dąży do celu pieniądze nie mają takiego znaczenia, tylko sposób w jaki je zamierzasz zdobyć, by te marzenie spełnić ;)

      Odpowiedz
  • Kasia

    Gratulacje Gosiu! Z niecierpliwością wszyscy czekamy na film z przejazdu. :) Powiedz, jak to wszystko się zaczęło? Startowałaś też w rekreacji?

    Odpowiedz
  • Olka Zgoła

    Ale Sara ma rację… Jeśli chodzi o uprawianie jeździectwa to jest wiele czynników, aby je trenować, lecz chyba jednym z ważniejszych jest kasa. Niestety nie wszystkich stać na marzenia…

    Odpowiedz
  • asia

    Brak mi słów !Jak zwykle wzruszyłam się przy twoich wpisach z OOM. W tamtym roku wiadomość o śmierci Rysia, zwycięstwo “opłacone łzami i krwią” w tym roku kontuzja konia i zdrowotne problemy twoje, potem “100% zmiana sytuacji” treningi na nieznanym koniu,start w eOOM po 8 miesiącach bez startów. Naprawdę twoja dedykacja w tym wpisie; “Dedykuję wszystkim,którzy nie maja nadziei”
    to wszystko tak mnie wzruszyło że nawet sensownej treści nie potrafię sklecić.

    Odpowiedz
  • Zuzia

    Jestem z Was bardzo dumna! Gratulacje! Gosiu jesteś moim jeździeckim wzorem do naśladowania, ja od zawsze chciałam trenować WKKW jednak moi rodzice nie chcą mi kupić konia ani wydzierżawić, jedynie współdzierżawić, a nie kojarzę klubu w Warszawie , w którym można startować na ich koniach w takich zawodach, jednak nie poddaje się i będę walczyć o to co kocham robić tak samo jak ty. Jeszcze raz gratuluję :)

    Odpowiedz
  • borowinka

    Gratulacje! Gosiu jesteś moim wzorem w świecie jeździeckim, ja od zawsze chciałam startować w WKKW, ale nie mam konia na którym mogłabym startować (rodzice pozwalają mi tylko na współdzierżawę ze względu na to, że chcą wyjeżdżać na wakacje, jakbym nie miała koleżanek które świetnie jeżdżą i które nie mają szans na treningi na dobrych koniach i wtedy mogłyby pojeździć na moim koniu), a nie znam klubu w Warszawie, w którym można startować na ich koniach w takich zawodach. Jednak nie poddam się i tak jak ty będę walczyć o swoje marzenia. Jeszcze raz gratulacje i niech Sojuz wraca jak najszybciej do zdrowia :)

    Odpowiedz
  • inthehaxleypower

    Jeszcze raz Ci gratuluję! Aż się zaśmiałam z radości przed monitorem jak przeczytałam posty na facebooku stajni “Grzmiąca”! Mam nadzieję, że nie zapomniałaś o swojej tradycji i pójdziesz na sushi :).

    Odpowiedz
  • KaraKoniara

    Ja właśnie zwątpiłam, że będę jeździć i parę razy naprawdę chciałam się zabić. Po 3 latach błagania UDAŁO SIĘ!!! Mój kolega powiedział “Myśl, na myśleniu nigdy się nie zawiedziesz, tym bardziej jak masz średnią 5.1” Pomyślałam i po miesiącu myślenia udało się! Jestem już po 1 lekcji, jutro mam drugą. Jestem już chyba za stara (mam 12 lat) żeby jeździć sportowo, ale nie ważne, by wygrywać, WAŻNE BY WALCZYĆ!!! Biorę udział we wszystkich konkursach, aby wygrać sprzęt jeździecki itp.
    Pozdrawiam KaraKoniara

    Odpowiedz
  • Ola

    ale dłuuuuugi wpis… :D
    gratulacje ! szkoda że nie mogłam przyjechać tego zobaczyc :(
    kurcze, jesteś niesamowita ! tyle przeszłaś, i na dodatek wyrałaś na Donku po kilku teningach. Ja nie mogę na razie jeździć (pro upadku rodzice się boją) ale nie tracę nadziei i wydaje mi się że już niedługo pojadę na jazdę!
    Pozdrawiam Cię Mistrzu Polski ! :)

    Odpowiedz
  • Domi

    Super aż mi brak słów, wielkie, wielkie gratulacje!
    Uwielbiam to, że mogę śledzić tą historię razem z Tobą. Jak było źle i teraz jak odniosłaś wspaniały sukces :DD Powodzenia dalej! ;D

    Odpowiedz
  • asia

    Chciałam napisać coś podobnego do Domi, Oli,Zuzi, ale jak już pisałam ja sensownej treści nie potrafię ułożyć :) Wielkie brawa i gratulacje (jeszcze raz) :D

    Odpowiedz
  • ...

    Dziękuję za tą dedykację. Nawet nie wiesz, ile ona znaczy…

    Odpowiedz
  • Julia

    Gratuluję Ci sukcesów!

    Odpowiedz

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.