Wysoko mierząc :)

Wszystko zaczęło się od rozmowy z panem Łukaszem na temat postępów, które zrobił Timi podczas jego nieobecności. Mówiłam, że chłopczyk zaczął się ładnie skracać i że nie rozpędza się już na drągach itp. Postanowiliśmy więc to sprawdzić w praktyce :P Oczywiście zaczęliśmy trening od rozgrzeweczki, potem przeszliśmy do drągów w kłusie, a następnie w galopie. Moim zadaniem było zrobić jak najwięcej fuli pomiędzy trzema cavalettkami na skok-wyskok a pojedynczym drągiem pod kątem 90 stopni. Cały czas miałam mieć kontrolę na Timim, chodziło o to żeby on reagował na moje pomoce, miał zrobić tyle fuli ile ja chciałam, bo jest to podstawą do współpracy. Na początku bywało różnie z tą reakcją, czasami Timon nie chciał wykonywać poleceń, dlatego trzeba było go troszkę zdominować… i nagle wszystko stawało się prostsze (ah, ci mężczyźni… :P). Po pracy na drągach przeszliśmy do stacjonatek… z kłusa :( W miarę skakania przeszkoda zaczynała się robić coraz większa i większa, aż doszła do około metra. Do tego czasu Timi skakał super, tyle, że był lekki problem z ogarnięciem go po skoku, ponieważ zaczynał uciekać mi spod tyłka. Okazało się, że była to moja wina (oczywiście), ponieważ po skoku zamiast zostawać w półsiadzie traciłam równowagę przez co musiałam usiąść w siodło, najprawdopodobniej zbyt gwałtownie. Gdy już wszystko zaczęło fajnie wychodzić Trenejro zmienił taktykę – miałam jeździć linię na 7 fule złożoną z dwóch małych stacjonat z czego tą drugą regularnie podwyższał. W tym ćwiczeniu również miałam najeżdżać spokojnym galopem, żeby zmieścić pomiędzy przeszkodami jak najwięcej fuli. W miarę podwyższania się stacjonaty było to jednak coraz trudniejsze- myślenie Timiego: im wyżej tym szybciej. Po prostu zaczynał atakować te przeszkody, co równało się z brakiem kontroli. Do tego zdarzało mu się pędzić, podnosić łeb tym samym wbijając się jakby w wędzidło- zupełnie nie reagował na wodze. Na szczęście w związku z zawodami skokowymi w Sopocie, które w najbliższy weekend będzie jechał Timon pod Trenerem, teraz wziął go w obroty pan Łukasz, więc to jemu pozostaje kwestia poradzenia sobie z tym problemem :P Wracając do treningu, gdy stacjonata doszła do jakiś 1.30 odpuściliśmu już sobie zadanie żeby zrobić jak największą ilość fuli. Wtedy bardziej chodziło o to, żeby Timon pokazał na co go stać. Poza tym przy 7 fulach w linii do stacjonaty robiło się strasznie ciasno, przez co kucyk nie był w stanie oddać pełnego skoku- w takiej sytuacji przeszkoda była skazana na rozbiórkę :P Oprócz radzenia sobie z Timim musiałam też ogarniać samą siebie. Muszę przyznać, że trochę byłam zestresowana, a przy takich wysokościach to już każde usztywnienie, zaburzenie równowagi itd. może kosztować zrzutkę.

Przeszkoda, którą widzieliście na filmie (za który bardzo dziękuję Weronice) była to ostateczna wysokość stacjonaty (poznaję, bo wtedy się tak jakoś dziwnie rzuciłam ciałem w skoku :P) było to około 1.40, czyli mój nowy rekord życiowy!!! Po tym skoku byłam bardzo zadowolona z Timiego (z siebie trochę mniej), więc uważałam że można by było zakończyć jazdę tym dobrym akcentem. Tymczasem ambicje Trenera poszły dalej, chciał żebym jeszcze przeskoczyła okser. Niestety dochodziła już wtedy godzina 16.00, więc na hali zaczynały się zbierać konie, co oznaczało, że musiała to być szybka akcja. Najpierw kilka razy skoczyłam okser koło 1.20, a potem doszedł on do 1.30. Ostateczną wersję skoczyłam jeszcze ze dwa razy, a ostatni skok i w moim i w Timka wykonaniu był super, więc na tym postanowiliśmy skończyć. Pan Łukasz świetnie podsumował nasz trening mówiąc z uznaniem o chłopczyku – „Będzie skakał” :D

Komentarze

19

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.