Zgrupowanie Jaszkowo – dzień drugi

Poprzedni wpis skończyłam na połowie pierwszego dnia treningów w Jaszkowie, więc chciałam Wam napisać co było dalej:

Po obiadku i chwili na oglądanie filmów ze skoków nakręconych przez moją mamę :P, miałam już kolejny raz wsiadać na Scottiego, tym razem jednak w siodło ujeżdżeniowe.  Niestety tym razem nie jeździło mi się zbyt dobrze.  W sumie niedużo mogłam z nim popracować, głównie dlatego, że jeździłam z dwoma innymi końmi na hali, co zwykle nie było by takie straszne gdyby nie to, że byliśmy w nowym miejscu, nowej hali etc. I ogólnie, kucyk był trochę nadpobudliwy. W związku z tym kilka razy się przestraszył, a potem to już był tak usztywniony, że zamiast pracy nad jakością wykonywanych ćwiczeń było głównie rozluźnianie na małym kole.

Na szczęście podczas następnego treningu na Chenaro jeździło mi się już  bardzo dobrze. Tak jak zwykle robimy to z panią Gosią, na początku zaczęłam od niższego ustawienia a dopiero gdy kucyk się trochę rozgrzał przeszłam do pracy w wyższym ustawieniu. W tym momencie kucyk stał się trochę twardszy na prawej wodzy, co nieprzerwanie próbowałam korygować, ale nawet z tym usztywnieniem, wszystkie ćwiczenia wykonywał bardzo dobrze. W sumie nie było tak żebym się na czymś szczególnie skupiła, tylko chciałam wykonać jak najwięcej elementów żeby p. Andreas mógł zobaczyć, ocenić i dać mi wskazówki odnośnie jak największej liczby ćwiczeń. Ogólnie oceniał je bardzo dobrze. Jedyne do czego miał większe uwagi to skrócenia z dodanego kłusa i zatrzymania. W obydwu przypadkach problem był mniej więcej podobny, czyli chodziło o to żebym jednocześnie przy działaniu hamującym półparadą i ciałem cały czas jechała konia łydką. Dzięki temu nie było efektu hamowania na przodzie przy odstawionym zadzie i wpierania się w wodze tylko, przez ciągłe używanie łydek, koń aktywniej pracował/ pchał się zadem niż przednimi nogami. Tym samym był bardziej podstawiony i lekki na przodzie. Oczywiście to wszystko była czysta, piękna teoria, a tak w realu to zanim uda mi się to osiągnąć minie jeszcze dużo czasu. :P

IMG_3846

Następnego dnia znów były treningi skokowe.  Ponownie, jako pierwszego jeździłam Timona, tyle że tym razem na 8 rano miałam być już rozprężona.  Podczas tej jazdy wykonywaliśmy podobne ćwiczenia, tyle że tym razem było więcej linii złożonych z pojedynczych przeszkód a mniej skoków wyskoków. Pomimo tego, że Timonowi również zdarzyło się kilka razy ze mną zabrać, to jednak gdy już wiedziałam co mam w takich sytuacjach robić, a raczej jak im zapobiegać, jeździło mi się lepiej niż poprzedniego dnia.  Tym razem jednak pojawił się trochę inny problem, czyli skrętność, szczególnie w prawo, kiedy to zamiast zakręcać Scotty często się roluje.  Szczególnie widoczne to było gdy mieliśmy zakręcać ze stacjonat po łuku na fulę bezpośrednio na trzy fule do skoków wyskoków prawie pod kątem 90 stopni.  Pod koniec jazdy gdy p. Andreas tłumaczył mi nad czym mam pracować w domu, dodatkowo zwrócił mi również uwagę na to abym pilnowała żeby zamykać konia od dołu, czyli podpierać łydkami (bo czasami gdy kucyk zaczynał się ze mną zabierać, to tylko skupiałam się na wodzach a nogi wywalałam zupełnie do przodu, w efekcie czego Timi zaczynał pędzić jeszcze bardziej) i starała się zostawiać otwarty przód- głowę w wysokiej pozycji.

Moja następna jazda na Czarku w porównaniu do skoków z poprzedniego dnia była trochę gorsza. Z jednej strony możliwe, że wybieganie na początku jazdy było trochę za krótkie w wyniku czego Czaruś miał jeszcze za dużo energii i przez to np. reagował na wszystkie dźwięki i ruchy na które nie powinien, albo też dlatego, że zaczęliśmy skakać większe przeszkody przez co się trochę rozhulał. W każdym razie, były sytuacje gdy miałam problem z zatrzymaniem konia po przeszkodzie albo trafieniem w następny człon, albo że nie mogłam prawidłowo najechać na przeszkodę ponieważ np. była wtedy dzida. Jednak, gdy już udało się na jakiś czas wyeliminować takie odpały, jeździło się całkiem dobrze.  Kucyk jak zwykle pokonywał przeszkody bez problemu, a gdy już robił to w odpowiednim tempie również ze skrętnością nie było problemu. Czyli wszystkie wymagania spełnione.

I, niestety, treningi z p. Andreasem skończyły się spacerem na Czarku po terenie crossu,

12359762_762725163831834_442819309_o

Po obiedzie i małej sesji fotograficznej uczestników, wyjazdem ze stajni skończył się również pobyt w Jaszkowie.  Już wtedy oprócz tego, że czekała nas jeszcze siedmiogodzinna droga, pewnym było, że podczas tego zgrupowania dostałam kilka trafnych wskazówek, a także to, że nie mogę się doczekać następnego zgrupowania!

IMG_3945

IMG_3962

IMG_3989

IMG_4014

IMG_4029

Komentarze

16

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.