O zaufaniu pozytywnie

Po ostatnich zawodach postanowiłam więcej czasu poświęcić na bliższe poznanie i zgranie się z Chenaro. Cały zeszły sezon nie mieliśmy praktycznie na to czasu z wiadomych powodów. Teraz dwa konie są roztrenowywane, mamy sporo czasu do kolejnego sezonu, więc chyba czas najwyższy nawiązać bliższe więcy z rudzielcem. W związku z tym zaczęłam współpracę z Panią Asią, która zajmuje się tzw “horsemanship” i nawet ostatnio założyła swoją szkołę. Horsemanship to po polsku tzw jeździectwo naturalne, czyli łagodny sposób pracy z koniem oparty na zrozumieniu psychologii tych zwierząt.

Zaczęłam więc pracę zarówno z ziemi, jak i z konia. Spotkań nie było na razie dużo, głównie pracowaliśmy nad wyrobieniem szacunku do człowieka, czyli szanowania przestrzeni człowieka której koń nie powinien naruszać, a także posłuszeństwem i zaufaniem.

Ostatnio po raz pierwszy wybrałyśmy się z Czarusiem na spacer nad morze. Miało to być ćwiczenie w budowaniu wzajemnego zaufania, ale też po prostu relaks. Był to nasz pierwszy z Czarkiem wspólny spacer nad morze, a Chenaro pierwszy w życiu kontakt z falami i plażą. Znając fakt że Czarek potrafi się konkretnie przestraszyć, to przed spacerem byłam mocno zestresowana, nawet zastanawiałam się czy nie ubrać kamizelki. Ale się opłaciło mu zaufać, bo była to super wycieczka. Tak dobrze się bawiliśmy że zajęło to nam ponad dwie godziny.

12045436_826813277435181_4786340269190845085_o

W tym czasie udało nam się przekonać Czarka do wejścia do morza, co wcale nie było proste przez prze-straszne fale z pianą, których jak większość koni się bał. Sama woda była mu znana i z reguły bardzo dobrze się w niej czuł, ale fale były mu nieznane i zapewne wydawały mu się ruszającą się podłogą, albo czymś żywym. Żeby osiągnąć cel trzeba sie było skupić na wchodzeniu i wychodzeniu z wody, żeby się przyzwyczaił do fal. A przede wszystkim trzeba mu było dać czas, przekonując go żeby zbliżał się do wody kroczek po kroczku. Robiłyśmy zatem krok w stronę wody i kilka kroków wzdłuż fal. Ważne żeby nie zmuszać konia do wejścia do morza, bo wtedy nie przestał by się bać fal i nie przyzwyczaił do nich, tylko nauczył by się wskakiwać i wyskakiwać, wciąż czując strach lub obawę. Przy każdym kroku w stronę wody nagrodą było odpuszczenie (chwila stępa wzdłuż) i później kolejna próba. Ale też prawie cały czas go głaskałam, drapałam po szyi i mówiłam do niego żeby go zapewnić, że nic mu nie grozi i wszystko jest ok, oraz utrzymać jego uwagę podzieloną między mnie a fale.

Podążając za falą udało się w końcu osiągnąć moment gdy kucyk wszedł do wody. Po tym jak wszedł to poczuł się w wodzie świetnie, lub zbyt świetnie, bo jak widać pod koniec filmu zaczął się rozkładać do tarzania się i dobrze że Pani Asia zwróciła mi uwagę, bo ja bym jeszcze stała zachwycona tą sytuacją jak koniś się bawi wodą, a on by się ze mną położył…

Spacer bardzo się podobał zarówno mi jak i jemu, szczególnie że oprócz samej atrakcji wejścia do wody jeszcze przechodziłyśmy pod sopockim molem obok mnóstwa dziwnych rzeczy, czyli placów zabaw, restauracji, łodzi, człowieka z deską windsurfingową, więc naoglądał się najwięcej nieznanych mu wcześniej rzeczy w życiu. Przechodziliśmy też przez ulicę i po schodach i w sumie rzeczywiście nabrałam do niego więcej zaufania. Spodziewałam się, że może na nowe rzeczy zareagować strachem i on rzeczywiście był napięty gdy mijał “dziwne” rzeczy, ale to była czysta ciekawość. I fajnie. Nie spodziewałam się że tak fajnie zareaguje, a rzeczywiście został rzucony na “głęboką wodę” (ale nie dosłownie). Co prawda mam podejrzenie że głównie Czarek słuchał i podążał za Rosą (koniem Pani Asi), a nie ludźmi, ale w sumie nie ma to znaczenia. Było to najfajniejsze przeżycie jakie kiedykolwiek miałam z Czarkiem ever <3.

 

Komentarze

9

DODAJ KOMENTARZ? USUŃ ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.