Praca u podstaw

W ostatni weekend miałam pierwsze treningi skokowe od dłuższego czasu, z Panem Marcinem w roli głównej. Jako, że wspominałam wcześniej Panu Marcinowi, że mam problemy z dosiadem podczas skoków na Czarku, to podczas naszych jazd głównie skupialiśmy się na rozkminieniu w czym problem. Obydwa treningi zaczynały się zupełnie inaczej niż dotychczas jeździłam. Zarówno w stępie, kłusie i galopie wykonywaliśmy wiele ćwiczeń ujeżdżeniowych takich jak łopatki, ustępowania, dodania i cofania. Dzięki temu bardziej skupiałam uwagę konia na mnie i bardziej rozpoznawał on moje pomoce zanim zaczęliśmy skakać. Szczerze mówiąc zapomniałam już jak się trenowało z Panem Michałkiem wcześniej, ale właśnie sobie o tym przypomniałam kiedy powiedział słowa: “krzyżaczek z kłusa”, czego od mega dawna nie robiłam :).

IMG_9588

Tyle, że tym razem o dziwo to ćwiczenie okazało się wcale nie takie niefajne jak je zapamiętałam na Donkasterze, ponieważ przy tych skokach Czaruś o wiele mniej wybijał niż zwykle, w związku z czym były one o wiele bardziej przyjemne niż skoki z galopu i miałam większą kontrolę przed i po skoku. Ale gdy dochodziło już do trochę wyższych skoków, Pan Marcin podsunął innowacyjną myśl, żebym starała się bardziej trzymać w skoku konia kolanami i łydkami trzymając je w jednym miejscu, co miało zapobiegać moim niepożądanych ruchom ciała na koniu. Wcześniej amortyzowałam skoki wysuwając nogi do przodu, dosłownie przed siodło, przez co byłam za bardzo odchylona ciałem do tyłu i gdy kucyk potrzebował więcej wodzy w skoku to musiał mnie wyciągnąć do przodu, przez co lądowałam po skoku na szyi, po czym gdy chciałam się ogarnąć to robiłam to za mocno znowu odchylając się do tyłu i w związku z tym nie dziwię się Czarkowi, że reagował brykankami, bo na pewno nie było to dla niego wygodne.

W teorii to ćwiczenie wygląda całkiem łatwo, ale niestety jak zwykle w pracy z konikami praktyka jest o wiele cięższa. Tak więc podczas naszych jazd było lepiej, ale oczywiście nie w każdym skoku i nie przy każdej wysokości. Przy wyższych skokach starałam się wykonywać to zadanie, ale nawet jeśli je robiłam nie zawsze mi się świetnie skakało. Na początku trochę mnie to denerwowało bo strasznie długo już się borykam z tym problemem i chciałabym, żeby jak najszybciej minął. Ale z drugiej strony tak długo już jeżdżę, że wiem, że trzeba cierpliwości, żeby coś w swojej technice zmienić.

Ale co jeszcze było fajne to to, że Chenaro też chyba o wiele bardziej pasowała ta opcja z trzymaniem się kolanami, ponieważ o wiele lepiej się zachowywał niż zwykle. Fakt, że Trener zwrócił mi uwagę, że jego zachowanie po skoku też nie zawsze jest podyktowane chęcią protestu, ale też może być dlatego, że się cieszy skokiem ( w końcu nie skakał od trzech tygodni). Gdy zaczęłam brać na to poprawkę, o wiele lepiej się z tym poczułam. Byłam też spokojniejsza, nie spinałam się tak jak wcześniej, więc to następny czynnik na który trzeba wziąć pod uwagę. Jak to ja mam już kolejny cel, ale jeszcze dużo pracy przed nami żeby go osiągnąć.

IMG_3402

W poniedziałek był z kolei dniem ujeżdżenia, którego nie mogłam się doczekać, no i słusznie! Pomimo tego, że Czarek nie zachowywał się dokładnie tak jak bym chciała, to widać było że przemyślał ćwiczenia z poprzedniego treningu, bo nie popełniał już tych samych błędów. O wiele mniej musiałam kontrolować jego ciało na kołach odnośnie wypadania czy wpadania zadem. Ale super ekstra mega było to, że nareszcie zauważyłam różnicę pomiędzy kłusem gdy Czarek  jest podstawiony vs niepodstawiony. Różnica jest taka gdy jest podstawiony, bardziej pracuje mu zad, ruch jest wolniejszy, ale kroki bardziej obszerne. Jest takie specyficzne uczucie jakby zad był bardziej “roztańczony”. Parabola kroku nie jest płaska tylko bardziej do góry – można by określić, że koń bardziej “podskakuje”, dzięki czemu w końcu wiem, do czego mam dążyć.

Po dość długiej rozgrzewce przeszłyśmy do prawdziwej pracy. Skupiłyśmy się na ustępowaniach najpierw w stępie. Wymagało to ode mnie dużego skupienia, bo miałam działać w jedną stronę inaczej pomocami niż w drugą. Jako, że zwykle konie są naturalnie asymetryczne, inaczej odpowiadają na pomoce na obie strony. Czarek w ustępowaniu od lewej łydki zostawia zad, przez co muszę to korygować, a z kolei od prawej łydki ma naturalną tendencję do wyginania szyi w lewo, więc muszę go korygować żeby był lekko zgięty w prawo, a przy tym żeby został lekki na prawej wodzy.

Po tym ćwiczeniu jak już zaczęło dobrze wychodzić w stępie, to chciałyśmy to zrobić z kłusie. Tu mnie kucyk mocno rozśmieszył, bo on myślał, że stęp to koniec pracy :D. Zatem po zakłusowaniu mocno zaprotestował :). Musiałam więc nie tylko starać się wykonać ćwiczenie w kłusie poprawnie, to jeszcze pracować nad osłabieniem jego protestów. Nareszcie gdy zaczęło w miarę wychodzić, skupiłyśmy się na tym, żeby zakończyć trening dobrym akcentem, więc chciałyśmy żeby odpuścił prawą wodzę. Im bardziej ja byłam zmęczona i on był zmęczony tym lepiej chodził i tym samym zasłużył na fajrant. Byłam bardzo zadowolona z treningu nawet jeśli nie wszystko wychodziło w ćwiczeniach, ponieważ dowiedziałam się czegoś nowego, czego wcześniej nie byłam w stanie poczuć.

Komentarze

9

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.