Jesienna robota

Ostatnie tygodnie były czasem ciężkiej roboty, również w celu przygotowania się do nadchodzącego weekendu podczas którego wybieram się na zgrupowanie kadry (którego zresztą nie mogę się doczekać) :). Odbędzie się ono w Jaszkowie od piątku wieczór do niedzieli, w tym odbędą się trzy treningi oraz różnego rodzaju wykłady np. na temat biomechaniki ruchu konia czy psychologii sportu. Jeszcze nigdy nie byłam w tym ośrodku, więc jestem bardzo ciekawa jak on wygląda. Nie spodziewam się żeby ten jeden weekend diametralnie poprawił pod względem technicznym mój styl jazdy, ale na pewno mogę dostać tam wiele cennych uwag, które następnie mozolnie będę starała się wcielić w życie. Najbardziej jednak cieszę się z powodu osób z którymi będę miała okazję się spotkać, szczególnie, że ostatni raz widzieliśmy się w większym gronie podczas ME, czyli dość dawno :).

IMG_8265

Wracając do „ciężkiej roboty” w piątek i sobotę miałam kolejne treningi skokowe z p. Marcinem. Jako, że Scotty dopiero wraca do treningu jeden z nich poświęciliśmy bardziej na pracę ujeżdżeniową, a podczas drugiego po raz pierwszy od Pucharu Polski skoczyliśmy coś w stylu przeszkód, czyli 30 cm krzyżaczki :P Ogólnie Timek zachowuje się całkiem przyzwoicie, jednak aktualnie mam duży problem z jego rozluźnieniem i przyjęciem kontaktu. Niestety zapewne przez tak długą przerwę stał się zupełnie nieprzepuszczalny, zamiast współpracować z moją ręką niestety bardziej z nią walczy poprzez opieranie się na wędzidle, nagryzanie go i dość niestabilny kontakt, w którym raz jest pusty (chowa się za wędzidło i nie mam z nim żadnego kontaktu), a raz na niego napiera. Co prawda z treningu na trening wydaje się, że jest odrobinę lepiej ale niestety jeszcze daleko do formy jaką miał przed przerwą :(

IMG_7043

Odnośnie Chenaro mam trochę więcej pozytywnych wiadomości, mianowicie naprawdę zarówno odnośnie ujeżdżenia jak i skoków jest znacznie lepiej. W piątek i sobotę wraz z Trenerem daliśmy mu niezły wycisk. Jako, że większość czasu poświęcamy na pracę nad moim dosiadem i zachowaniem przed, po i w trakcie skoku, przez te dwa dni pracowaliśmy raczej na przeszkodach w granicach metra, ale za to skoków było mnóstwo.

W piątek rozpoczęliśmy trening rozgrzewką podczas, której porobiliśmy kilka ćwiczeń takich jak łopatki na kole, ustępowania itp. Następnie po galopie zaczęliśmy od skoków z kłusa, które w sumie wychodzą mi ostatnio znacznie lepiej dzięki czemu przestaje ich tak nie lubić :P. A następnie przeszliśmy już do skoków z galopu najpierw z drążkiem przed, a potem samych przeszkód. Podczas małych skoków bardzo pomaga mi w utrzymaniu równowagi sposób, który podał mi p. Marcin, czyli trzymania się kolanami, ale już przy wyższych skokach nie jest to łatwe. Początkowo nie wychodziło mi najlepiej, zapewne dlatego, że znów skakałam ciałem zbyt sztywna i wycofana, ponieważ po skoku mogłam się spodziewać ładnych baranów, zapewne spowodowanych tym, że po lądowaniu wywalało mnie trochę na szyję. Gdy jednak Czaruś się trochę uspokoił również i ja stałam się bardziej miękka… i w sumie nawet nie wiem co zmieniłam, ale moje ciało zaczęło się układać dzięki czemu znacznie mniej mnie wywalało, a nawet jeśli to pogodziłam się już z faktem, że jeśli koń skacze pół metra nad drągami, to może to być czasami nieuniknione :)

IMG_2717-2

W Sobotę skakaliśmy już znacznie mniej (czuć było, że kucyk ma lekkie zakwasy :P), ograniczyliśmy się do szeregu gimnastycznego oksera i stacjonaty. Tym razem również całkiem nieźle układałam się w skoku tak więc też skupiliśmy się na jak najwcześniejszym osiągnięciu kontroli nad koniem po przeszkodzie. Na początku musiałam opanowywać małe brykanka, ale nie przychodziło mi to jakoś ciężko, a pod koniec treningu ustanowiłam swój nowy rekord- już dwie fule po lądowaniu miałam pełną kontrolę nad kucykiem :D. Najwyraźniej postępy idą szybko, z czego się bardzo cieszę :).

Komentarze

8

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.