Dzisiaj było ujeżdżonko z panią Basią. Na początku gdy stępowałyśmy pani Basia opowiadała jak poszło Robinowi i Julce na zawodach. W ten sposób dowiedziałam się że Julka zdała 1 licencje na Azteku, a Robinowi poszło tak dobrze, że jutro ma jechać metr. Powodzenia :)
Gdy zaczęłyśmy kłusować pierwsze co odczułam to ból w kolanach. Strasznie obcierały mnie poduszki w siodle ujeżdżeniowym. Nie pisałam o tym bo myślałam, że to nieważne ale jednak… Dwa dnie temu, jak była jazda z panią Dorotką powiedziałam jej, że obciera mnie siodło w prawe kolano. Wtedy ona odkryła odczepiła mi poduszki podkolanowe, bo w Wintecu jest to możliwe. Jednak gdy tylko zakłusowałam stwierdziłam, że jest bez nich strasznie niewygodnie ponieważ zsuwam się do przodu. Tak więc poprosiłam ją żeby mi je z powrotem przyczepiła. Tyle, że po tym fakcie było jeszcze gorzej. Dzisiaj odkryłam dlaczego. Po prostu pani Dorotka przyczepiła prawą poduszkę z lewej strony, a lewą z prawej. Gdy tylko Pani Basia to poprawiła poczułam taką ulgę :)
Po dłuższej chwili odbyło się pierwsze “zebranie” na tej jeździe. Trenerka poprosiła nas o to żebyśmy wszystkie do niej podjechały, wsiadła na Wichra (a Ania zsiadła) i pokazała jak my wyglądamy na koniach. Chodziło jej o ustawienie stóp, w sensie, że wszystkie miałyśmy palce na zewnątrz. Przez całą dalszą jazdę próbowałam to poprawić i chyba nawet wychodziło ba trenerka nie zwracała mi uwagi.
Na czworoboku robiłyśmy najpierw 10, 15 metrowe woltki w obydwie strony. Dwie przekątne w kłusie z wydłużeniem kroku i dwie w pośrednim. Różnicą obu chodów jest to, że w wydłużonym koń ma się cały wydłużyć. Może opuścić trochę głowę i wyciągnąć szyję. Za to w pośrednim musi zostać w tym samym ustawieniu co w kłusie roboczym, ale także ma machać nogami do przodu. W każdym razie wychodziło mi to bardzo dobrze.
Po galopie, przy dodaniach na kole 20 metrowym odbyło się drugie “zebranie”. Tym razem na temat wychodzenia z koła na ścianę. Naszym błędem było niedopilnowanie końskiego zadu. Przy wyjeździe zostawiałyśmy go w środku i tak jechałyśmy dalej, co jest bardzo dużym błędem, ponieważ koń po ścianie powinien być w lekkiej łopatce. Czyli dokładnie odwrotnie niż robiłyśmy. Ogólnie mówiąc jeździło mi się bardzo spoko. Tak na luzie, co prawda na początku musiałam troszkę Sojuza obudzić ale dalej już było fajnie. ładnie trzymał głowę i wcale nie musiałam jej trzymać. Ruszał się energicznie i ładnie dodawał. Oby tak dalej :)



Komentarze
frygusiasta1996
Widzę, że trening się udał :D Sojuz śliczne wyszedł na zdjęciach w poprzedniej notce :) Frygusiasta.
zebrazklasa
dzięki! też tak myślę i cieszę się, że mam teraz chociaż jedno jego portretowe zdjęcie
frygusiasta1996
Widzę, że trening udany :D Sojuz ślicznie wyszedł na zdjęciach w poprzedniej notce :) fryga-oliwia.blog.pl
Werka
o ujeżdżenie nie było straszne ;DDD gratuluję Ci że wytrzymałaś