Dzisiaj był trening w Starej Miłosnej. Mieliśmy wyjechać ze Stajni o 9.00 ale zeszło nam się trochę więc wyruszyliśmy pół godziny później, a tam się jedzie ok godziny. Na jeździe miałam być ja, Ania, Magda, Królik i Suseł. Niestety Suseł nie dojechała ponieważ zaspała tak więc było nas tylko cztery.
Gdy tam dojechaliśmy musiałam się bardzo szybko zbierać ponieważ wszyscy inni mieli już wkręcone hacele a ja nie mogłam tego zrobić przed wyjazdem ponieważ Sojuz podziurawiłby nimi podłogę w przyczepie którą wypożyczyłyśmy. Jak na nas miałyśmy dobry czas, ale i tak się spóźniłyśmy… Jak zwykle :P
W każdym razie już po kłusie i galopie zaczęłyśmy skakać. Najpierw jakieś małe przeszkódki typu stacjonaty z brzozy, jakieś kłody w dół itp.
Dopiero później zaczęły się poważniejsze wyzwania. Na początek rów który miesiąc tamu był w klasie LL, a ostatnio w 1*, cóż za wszechstronność. Nawet taki rów został olany przez Sojuza. Niestety nie dostrzegł on potencjału jaki w nim drzemie.
Królik jeździł na swojej Siwce, która pierwszy raz skakała przeszkody krosowe i niestety ten rów troszkę ją zaskoczył:
Następnie przeszliśmy do hyrdy z procą po prostej. Czyli nie tą którą jechałam na ostatnich zawodach tylko tą prostszą wersję z klasy L. Smok tak pchał się do przeszkód, że nie mogłam go zatrzymać. W końcu jak uprze się 750 kilo to raczej marne szanse żebym coś z tym zrobiła. Dlatego właśnie zły wyszedł mi odskok, w sumie tak jak przy większości skakanych przeze mnie przeszkód…
Potem był bankiet i skoki przez wodę, która od ostatnich zawodów wyparowała i zostało błotko:
Następnym ciekawym elementem naszego treningu był szereg z 1*, który skoczyłam bez problemu.
Tą samą kombinację skakała jeszcze Ania:
Jednak najciekawszą rzeczą był ten straszny biały korner, na którym miałam wyłamanie. Teraz najechałam tak jak się powinno, jednak i tak wyczułam, że chciał mi spłynąć tak w ostatniej chwili. Czuję, że odczuwa do tej przeszkody wewnętrzną niechęć, no ale cóż zrobić.
Gdy najechałam jeszcze raz było lepiej ponieważ jechałam wolniej i miałam większą kontrolę jednak zapomniałam o odmierzaniu odległości przez co nie można tego skoku zaliczyć do udanych i Smok stuknął się w nogę. Biedny koniś…
Na tym treningu zauważyłam jednak bardzo ciekawą rzecz. Sojuz zawsze jak przejadę koło dziwnej przeszkody odskakuje. Jest tak przerażony, że prawie umiera na zawał. Jednak gdy zmuszę go do podejścia do tej przeszkody, zaczyna ją wąchać, a jak już dotknie jej nosem przestaje go obchodzić. jakby mówił “E tam, myślałem że to coś straszniejszego…”. To jest dopiero dziwne :)




















Komentarze
Zocha
O mój ukochany tzw. Kaczor! (ostatnia fotka). Niezła przeszkoda. W ogóle strasznie śmiesznie oglądać tak dobrze znane ”przeszkódki”. Pozdrawiam