Zgrupowanie w Jaszkowie – dzień pierwszy

Jak już wiecie ostatni weekend spędziłam na zgrupowaniu kadrowym w Jaszkowie prowadzonym przez pana Andreasa Dibowskiego i Piotra Kulikowskiego. Początkowo miało ono trwać trzy pełne dni zaczynając od piątku, ale ostatecznie większość zawodników przyjechała po południu tego dnia więc pierwsze treningi miały się zacząć rano w sobotę. Ogólnie pod względem zakwaterowania i wyżywienia było bardzo przyjemnie, bo wszyscy zawodnicy oraz trenerzy mieszkali na miejscu w pensjonacie, posiłki mogliśmy zjeść w barze, no i konie też miały zapewnione dobre warunki w murowanej stajni.

Z Sopotu wyjechaliśmy około 11.30. Jak zwykle koło półtorej godziny później niż zaplanowaliśmy… Tak to zwykle jest, że gdy człowiek się spieszy to zawsze muszą wyjść jakieś komplikacje. Nas tym razem zastało sflaczałe koło i zepsuta żarówka w przyczepie :P. W każdym razie po dość długiej drodze, którą w większości przespałam, dotarliśmy w końcu na miejsce po 18.00. Jako, że hala była otwarta do 21.00, a ja musiałam jeszcze ruszyć dwa konie i się rozpakować- trzeba było się sprężać.

Co do samych jazd zaczęłam od Chenaro i o dziwo był mega spokojny. Nawet nie strachał się zbytnio nowej hali pełnej banerów, z trybunami nad głową… W sumie gdybym była bardziej czujna, zapaliłaby mi się czerwona lampka w głowie, ale jak zwykle kucykowi udało się mnie przechytrzyć… Stwierdziłam, że skoro jest taki grzeczny to nie będę go męczyć, szczególnie po tak długiej podróży :P. Timi z kolei był bardzo podniecony i energetyczny, co jeszcze bardziej spotęgowało jego reakcje na inne konie, w związku z czym dużo nie udało mi się na nim zrobić tego dnia.
Pierwszy prawdziwy trening skokowy zaczął się o 8.00 rano w sobotę. Ja miałam jeździć jako pierwszym na Scottim na 9.30, a następnie na 11.45 na Czarku. Jako, że na trzy jazdy podczas zgrupowania dwa z nich miały być skokowe, nie mogliśmy obciążać koni dużymi skokami, dlatego bardziej skupiliśmy się na gimnastyce oraz ćwiczeniach na kontrolę nad koniem i dokładność dojazdów. Poprzedniego dnia po jazdach ustawialiśmy przeszkody na hali. Początkowo myślałam, że będzie to jeden długi szereg gimnastyczny, który będziemy stopniowo podwyższać jak to zwykle wygląda na jazdach u polskich trenerów. Tymczasem okazało się że mieliśmy o wiele więcej do ustawiania, ponieważ nie tylko jeden długi szereg, ale jeszcze do tego trzy ciągi skoków wyskoków po trzy przeszkody oraz dwie pojedyncze przeszkody. Mieliśmy na czym pracować :).

Na Scottim jeździło mi się średnio ponieważ znów pojawił się problem pędzenia po i (czasem) do przeszkody. Było to w miarę zrozumiałe – nowe miejsce, hala no i w końcu skakał drugi raz od Pucharu Polski – ale nie zmieniało to faktu, że w związku z tym miałam bardzo utrudniony trening.

IMG_3000

IMG_3011

IMG_2856

Ogólnie głównym moim zadaniem było utrzymywanie głowy Timona u góry, ponieważ gdy zaczynał się on rolować przestawałam mieć nad nim kontrolę, co było doskonałą okazją do pędzenia, a po drugie aby ją odzyskiwać po przeszkodzie, za każdym razem miałam przechodzić do stępa. Po wielu powtórzeniach zaczynało się stawać coraz łatwiej, a gdy w końcu dotarło do kucyka, że musi się słuchać zaczął bardzo fajnie, gumowo pracować ciałem w podczas skoków :).

 

Następny trening miałam na Czarku i w sumie nie mogłam się go doczekać, w związku z tym, że ostatnio kucyk zaczął bardzo dobrze chodzić. Nawiązując do jazdy poprzedniego dnia zrobiłam duży błąd, że go bardziej nie pojeździłam (chociaż pewnie i tak dużo by to nie dało), bo Chenaro cierpiał na zdecydowany nadmiar energii. Na początku chciałam go jakoś uspokoić, ale on miał w głowie zupełnie co innego, dlatego pan Andreas stwierdził, że trzeba go trochę wybiegać tak więc zarządził 5 min galopu non strop. Okazało się to świetnym pomysłem, ponieważ dzięki temu z Czarusia zeszło powietrze i nareszcie można było przejść do pracy. Jak potem powiedział mi p. Andreas nie można zmuszać do czegoś konia wbrew jego ciału…

IMG_3209

IMG_3392

Zaczęliśmy robotę od krzyżaczka z kłusa, potem z galopu, po którym tak samo jak na Timim miałam przechodzić do stępa, by utrzymywać kontrolę nad koniem i aby pokazać mu, że ma się mnie słuchać. Następnie przeszliśmy do różnych wariantów przejazdów przez pojedyńcze szeregi i ich układy, a na koniec pojeździliśmy kilka razy całe parkury. Ogólnie kucyk skakał świetnie :D. Dzięki przechodzeniu do stępa oraz utrzymywaniu jazdy na wprost po przeszkodzie, na co p. Andreas bardzo zwracał uwagę, miałam całkowitą kontrolę nad kucykiem oraz dzięki lekkiemu trzymaniu się kolanami miałam prawie całkowitą równowagę. Sukces!!! :D

Po obiedzie tego dnia była druga tura treningów, tym razem z ujeżdżenia, ale o tym w następnym wpisie…

Komentarze

13
  • Natka

    Chenaro świetnie się prezentuje. Bardzo pomysłowe są te szaregi. ..

    Odpowiedz
  • ola

    Mam takie pytanie. Czy w przyszłym roku planujesz starty w Facimiechu? I czy jeśli będę na zawodach w których startujesz to będę mogła zrobić sobie z Tobą zdjęcie? Świetne filmy :). Ja ostatnio non stop oglądam film ,,jak zostałam mistrzem “. Jest w nim coś,co daje mi nadzieję że trzeba walczyć(w moim przypadku o start w wkkw)

    Odpowiedz
  • Gabrysia

    Świetnie Wam idzie ? Podziwiam Cię za tak pomysłowe prowadzenie bloga. Codziennie czekam z myślą, że pod wieczór poczytam sobie twoje dzisiejsze zmagania. Pozdrawiam i życzę jak najlepszej formy?

    Odpowiedz
  • fifi

    Jakiej firmy masz kamizelke ochronną ?

    Odpowiedz
    • zebrazklasa

      ta co ją miałam na sobie była pożyczona od Wiktorii, bo ja swojej zapomniałam zabrać. Więc nie wiem jakiej była marki

      Odpowiedz
      • konik66

        Chciałabym też się przyłączyć do pytania jakiej kamizelki używasz na codzień? Planuję sobie kupić ale nie wiem jaką wybrać by była wygodna. Te co wierzyłam to czułam się jak w zdroi a co dopiero miałabym jeździć w niej na koniu.

        Odpowiedz
        • Werka

          Ja mam z fair playa i mogę polecić, jest bardzo lekka. W lecie nie jestem mokra jak je zdejmę, w porównaniu do mega ciężkiej kamizelki z pikeura. Cena też nie była jakaś mega wysoka.

          Odpowiedz
  • asia

    Rozumiesz wszystko po angielsku? :D

    Odpowiedz
  • Kinga

    Czy mi się wydaje czy Dibowski komunikuje się z wami w języku angielskim?

    Odpowiedz
    • Keithi SI

      Raczej na zgrupowaniach z niePolakami ‘wykładowcy’ mówią w swoim ojczystym języku, a najczęściej po angielsku. Tzw. takie polecenia jak sit down, right, slow itd. Czasami koło nich jednak znajduje się ‘tłumacz’

      Odpowiedz
  • justii

    To co robisz jest po prostu świetne- na więcaj brak słów. Obyś z powodzeniem zaszła daleko! :)

    Odpowiedz

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.