Pierwsze koty za płoty

Już od dawna chodziły pogłoski, że mamy wybrać się na tor  żeby poskakać krosówki, lecz i tak ten trening wyszedł dość spontanicznie. Okazało się, że byłyśmy na nim tylko we trzy- ja, Agatka oraz Helcia, ponieważ Olimpia na swoim nie mogła przyjechać. Przypominam, że to był mój pierwszy trening krosowy na Chenaro. Jak to mówią początki są najtrudniejsze. ;) Naszym pierwszym zadaniem było okrążenie do połowy toru w stępie, a potem zrobienie koła w kłusie. Po tym jednak co zaczęły odwalać nasze koniki (przynajmniej mój i Heli) stwierdziłam, że może lepiej będzie rozprężać się na dużym kole po środku krosu… Zdecydowanie była to dobra decyzja :P Gdy przyszedł Trenejro byłam już w sumie przygotowana na wszystko, przez co także bardziej rozluźniona. Kucyk już wypróbował moje umiejętność profesjonalnym brykankiem :P

chenaro popr

Przejechałyśmy w miejsce gdzie na zawodach jest rozprężalnia i miałyśmy sobie galopować dookoła “przez nóżkę” (co w języku Trenera oznacza wolno). Wydaje mi się, że ta jazda na Czarku była przełomowa, ponieważ w końcu ogarnęłam co to znaczy “nie zaciskać się” na nim. :D Co prawda Trenejro mówił mi o tym od wieków, ale jak to w jeździectwie- żeby zrozumieć trzeba poczuć (w związku z tym bardzo ciężko jest to Wam wytłumaczyć). Główną różnicę odczułam w okolicy kolan- zaczęłam zaledwie dotykać nimi siodła (tak samo z udami), dzięki czemu miałam swobodniejszą nogę (również dzięki temu łatwiej było mi utrzymywać równowagę przy brykaniu :P).

chenaro

Pierwsze skoki przez przeszkody krosowe były dość kulawe, ponieważ najeżdżałam na przeszkody za wolno (trochę się cykałam), w wyniku czego odskok wychodziłam tuż spod przeszkody. Czarek mógł wyskakiwać sobie w górę a potem tym bardziej brykał. Tą zależność zrozumiałam dopiero chyba za piątym razem kiedy to przeskakiwaliśmy przez małą pochylnię i trener kazał mi najechać szybciej. Wtedy po  raz drugi od początku jazdy spokojnie galopowałam po przeszkodzie :)

DSC_0086

Od tej pory poszło już z górki. Przez swobodne nogi, które mogłam ustawić bardziej z przodu, zachowywałam lepszą równowagę w skoku, dzięki czemu Czarek się tak nie denerwował. Ostatni skok wyszedł już prawie idealnie – w równowadze i bez przyspieszania ani brykania, pełna kontrola :D Tak jak sobie ostatnio myślałam, wszystko wydaje się logiczne. Na zawodach skokowych tak mnie wywalało z siodła ponieważ łydkę i kolano miałam jakby przylepione w tym samym miejscu. Kiedy koń przy lądowaniu miał zad znacznie wyżej od przodu to automatycznie moje łydki ustawiały się wyżej… i lądowało się na kolanach. Takie proste, a takie trudne :P

PS Dziękuję bardzo pięknie Monice Zalewskiej za zdjęcia i filmy <3

Komentarze

11

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.