Kumulacja krosowa

Tak się niefortunnie złożyło, że trening krosowy na Czarku był moim trzecim treningiem od kiedy wstałam z łóżka. W związku z tym nie do końca jeszcze byłam wczuta i w sumie nie do końca ogarnięta odnośnie mojego dosiadu. Od początku jazdy byłam niestety dość spięta, a oczywiście Czaruś najwidoczniej sygnalizował to przy skokach. Niestety jego zachowanie nie pomagało mi w ułożeniu się ponieważ im więcej brykał, tym bardziej ja się tego obawiałam, a w konsekwencji coraz bardziej się zaciskałam (standardowe błędne koło :P). Co tu dużo mówić, kucyk brykał, brykał, aż mnie zbryknął, a z drugiej strony ja siedziałam, siedziałam, aż nie wysiedziałam :P Zdarzyło się to zaledwie podczas skoków rozgrzewkowych tak więc cały trening nie trwał z byt długo :P

Co pamiętam dalej: tuż po upadku leżałam twarzą do ziemi i słyszałam jedynie tętent kopyt uciekającego Rudego przerywany co chwilę dłuższą przerwą na brykanie. Jedyne co wtedy miałam w głowie to błaganie żeby koń nie wpadł na kostkę brukową dzikim galopem i żeby się nie przewrócił (no i może jeszcze trochę nad sobą ubolewałam :P). Bardzo szybko przerwał mój tok myśleniowy Trenejro, który zaczął wołać żebym leciała łapać konia. Zanim doczłapałam się do stajni Czarek został już złapany…. Niestety nie pamiętam jak się z powrotem znalazłam na placu, oraz co dalej robiłam na placu i jak się znalazłam z powrotem w stajni. :P

Z powodu tego braku pamięci który zakomunikowałam Trenerowi, zaniepokoił się on na tyle, że po konsultacji z moją mamą zawiózł mnie do szpitala. Brak pamięci jest bowiem jednym z objawów wstrząśnienia mózgu, które w przypadku komplikacji (no obrzęku mózgu) może być niebezpieczne.

Dalsza część historii nie jest zbyt fascynująca, ponieważ cały czas siedziałam w szpitalu czekając, aż lekarz mnie przyjmie, lub potem czekałam na koniec czasu, który musiałam spędzić w szpitalu w celu obserwacji czy nie nastąpią inne objawy. Dostąpiłam nawet zaszczytu jechania karetką z jednego szpitala do drugiego :D. Mogę wam za to powiedzieć jakie wystąpiły u mnie objawy: na szczęście nie miałam mdłości ani wymiotów (to by oznaczało ewidentne wstrząśnienie mózgu) ale za to cały czas bolała mnie głowa tak jakby za oczami i na potylicy, a co ciekawe niezbyt umiałam odtworzyć w pamięci cały dzień- zarówno gdy byłam w szkole jak i potem w stajni. Dosłownie jakby ci wyprali mózg :P Na szczęście w badaniach nie wyszło nic niepokojącego, ale brak pamięci znaczył, że mój mózg został trochę poturbowany w związku z czym lekarz kazał mi przez następny dzień nie używać telefonu, komputera ani nie oglądać telewizji, ale za to nie musiałam też iść do szkoły :D

Zgadnijcie co robiłam na pierwszym treningu po wypadku… był to kros na Czarku runda 2. Musze przyznać, że po wsiąściu na konia naprawdę się bałam, szczególnie przed pierwszymi skokami. Zapewne tym razem byłam jeszcze bardziej spięta niż na poprzednim treningu, ale kucyk nie miał okazji by to okazać ponieważ po każdej przeszkodzie natychmiast miałam go zatrzymywać. W ten sposób przestałam się aż tak obawiać i w końcu mogłam się skupić na tym co Trener zwraca mi uwagę: głowa do góry, ramiona do tyłu, lądujesz jakby po przeszkodzie był bankiet (co ciekawe jeszcze kilka miesięcy temu mieliśmy problem właśnie z tym, że lądowałam za bardzo z plecami odchylonymi :P). Tak jak na początku jeszcze te skoki nie były idealne, ale z każdą chwilą moje ciało coraz lepiej dostosowywało się do skoku Czarka. Pierwotny cel był, że poskaczemy tylko malutkie przeszkódki, ale gdy Trenejro zobaczył ze lepiej mi idzie stwierdził,  że może wykorzystamy tą okazję i skoczymy coś wyżej. Zaczęliśmy od przeszkód z klasy P, a następnie przeszliśmy do gwiazdki. Ogólnie skakało mi się coraz lepiej, zapewne przez to, że byłam coraz pewniejsza siebie, a nawet po dobrym skoczeniu szweda stwierdziłam, że się już wcale nie boję :). Udało mi się nawet skoczyć wąski front bez przyspieszania z czego byłam bardzo dumna, ale potem nadszedł czas na coffina z którym pojawiły się już pewne problemy…

Coffin to jakby potrójny szereg złożony z dwóch kłód i rowu (kłoda, fula, rów, fula, kłoda). Niestety za pierwszym razem skoczyłam kłodę ale nie udało mi się wcelować w rów… Chociaż z drugiej strony to można powiedzieć, że tego dokonałam, tyle że bez konia :P Mianowicie nasze drogi się rozeszły- koń skręcił w prawo, a ja byłam na tyle zdeterminowana, że postanowiłam za wszelką cenę skoczyć rów :P

W ten sposób po raz kolejny jak to mówi mój dziadek „sprawdziłam czy ziemia jest twarda”, jednak tym razem Trenejro nie kazał mi od razu lecieć po konia :P W każdym razie gdy udało mi się już z powrotem wsiąść na konia (co nie było łatwe ponieważ niezbyt umiem wsiadać z ziemi więc musiałam znaleźć jakąś przeszkodę, a Czarek nie był za chętny do wpuszczenia mnie na siodło, więc musiał się perfidnie wiercić :P). W każdym razie gdy dotarłam już do punktu wyjścia, Trenejro kazał mi najechać tym razem tylko na rów i drugą kłodę. Po kilku podejściach skakałam już cały coffin bez żadnego problemu, a nawet powiem więcej- za tymi razami jeszcze lepiej siedziałam niż poprzednio :D

Można by powiedzieć, że sopocki kros stał się moim domem, ponieważ już następnego dnia wróciłam do tego samego miejsca tyle że z innym koniem- Scottim :D

IMG_4756

 

Tym razem trening krosowy nie sprawił mi żadnych problemów. Na początku musiałam się lekko przestawić z trybu hard na tryb easy, co znaczy, że moje ciało musiało się przystosować do wykonywania znacznie mniejszej ilości ruchów niż jakbym jeździłam na Czarku. Na Skociaku bowiem w ogóle nie czuć, że się skacze (przypomina mi trochę Disney), a im mniej koń wybija i pracuje np. szyją tym mniej jeździec musi pracować ciałem (oddawać rękę, składać się w skoku itp.). Gdy już się przyzwyczaiłam do tego stanu rzeczy skakało mi się bardzo przyjemnie i w sumie Scotty po przerwie okazał się bardzo przyjaznym krosowo koniem. Jedyne nad czym musimy pracować to jego przyspieszanie. Jest to tzw “puller” ponieważ przyspiesza bardzo do przeszkód, ale dla mnie sprzyjająca strona tej sytuacji jest taka, że nic nie muszę robić, tylko siedzieć i czekać na skok.

IMG_4739 IMG_4819

IMG_4706

A teraz muszę lecieć na co…? Kolejny trening krosowy na Scottym, oraz na zawody skokowe, dziś na Czarku jadę N.

 

 

Komentarze

5

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.