Jak to stwierdził p. Dibowski podczas wieczornego zebrania po pierwszym dniu treningów “w większości przypadków konie były lepsze od jeźdźców”. Zdecydowanie mogę się zgodzić, że odnosi się to do moich jazd. Tak jak wspomniałam w poprzednim wpisie 95% akcji które robi koń jest spowodowane działaniem jeźdźca, a po mnie szczególnie drugiego dnia było widać lekkie zestresowanie przez co mogłam się trochę zaciskać albo zaciągać wodzami, a pomimo tego kucyki starały się jak najlepiej spełnić swoje zadanie (za co zresztą dostały dużą pochwałę od p. Dibowskiego :D). Pierwszego dnia jako, że konie miały dopiero dojechać około godziny 11.00 staraliśmy się ustawić moje moje jazdy jak najpóźniej żeby kucyki zdążyły jeszcze trochę odpocząć przed treningiem. Ostatecznie stanęło na godz. 12.45 na Czarku i 17.15 na Sir Scottim. Poprzedniego dnia kucyki miały tylko spacer żeby zachować ich siły na Biały Bór, a jako że Czarek bez przerwy cierpi na nadmiar energii więc gdy jeszcze spotkało się to z moim zestresowaniem- rozgrzewka była dość wybuchowa :P
Pierwsze skoki również były dość wesołe (przynajmniej dla Changa) a nawet gdy on już spuścił trochę pary to ja niestety byłam wtedy lekko zirytowana-zaczęłam się zaciskać i za dużo działać wodzami przez co tym razem ja zaczęłam nakręcać kucyka- efekt był prawie ten sam.
Po pierwszych pojedynczych skokach przejechaliśmy na inną polanę gdzie mieliśmy skakać mini parkury. Tam p. Dibowski zwrócił mi uwagę na to żeby dawać Czarkowi więcej swobody zarówno odnośnie kontaktu na wodzach jak i tempa galopu zamiast ciągłego wstrzymywania konia (robiłam tak bo z góry zakładałam, że kucyk przyśpieszy mi do przeszkody, tak wiec w zakrętach jechałam trochę wolniej żeby utrzymać kontrolę). Z kolei p. Łukasz powiedział mi żebym bardziej “rozmawiała z koniem” podczas zakrętu dzięki czemu nie będzie mógł zaprzeć się na wodzach i ze mną lecieć (ostatnio na treningach nad tym ćwiczyliśmy, ale najwyraźniej pod wpływem stresu wszystko mi wyleciało z głowy :P). Ja niestety mam tendencje do zaciągania wodzy gdy zaczynam tracić kontrolę nad prędkością, co paradoksalnie daje dokładnie odwrotny efekt niż bym chciała, ponieważ koń ma wtedy na czym zaprzeć. Dlatego żeby uniknąć tego efektu powinno się “rozmawiać z koniem” czyli wykonywać mocniejsze lub słabsze (w zależności od potrzeby) półparady przy jednoczesnym hamowaniu konia ciałem. A w związku z tym, że to zakręt jest wyznacznikiem dobrego dojazdu do przeszkody to właśnie podczas niego powinno się skupiać największe działanie. Tak więc gdy już udało mi się załapać tą zasadę i zacząć ją wykorzystywać, nagle kucyk stał się taki przyjazny… Takie łatwe, a jednocześnie takie trudne ;P Ogólnie wszystkie zadania wychodziły już całkiem nieźle, kucyk skakał wszystko bez większych problemów, wiec byłam z niego bardzo zadowolona, a także bardzo ciekawa jak będzie wyglądać jazda na Timonie.
Jak się niebawem okazało nie musiałam długo czekać na kolejny trening, ponieważ został on przełożony na godzinę 15.45 tak więc od zejścia z Czarka na ogarnięcie kucyka, zjedzenie obiadu i osiodłanie (na szczęście z hacelami pomógł mi mój świetny kolega z kadry- Kuba Kreft, za co bardzo mu dziękuję :P) Timiego miałam tylko 1h 20min (na szczęście była ze mną mama :) ). Jazda na Timonie zaczęła się dość podobnie co na Chenaro bo ten też był lekko pobudzony, ale za to znacznie łatwiej udało mi się poradzić sobie z tą nad aktywnością.
Ogólnie kucyk skakał i chciał skakać wszystko (tylko przy zeskokach musiałam mu dać chwilę namysłu), a jedyny problem stanowił dojazd do przeszkody. Wcześniej jeździliśmy na pelhamie, ale okazało się ono zbyt mocnym kiełznem, dlatego postanowiliśmy powrócić do tradycyjnej metody czy zwykłej oliwki podwójnie łamanej. W związku z tym na treningach skokowych w domu głównie pracowaliśmy nad wzmocnieniem reakcji konia na lżejsze pomoce oraz nad utrzymywaniem równego tempa galopu do samego odskoku (żeby Timon nie atakował przeszkód). Znów podobnie jak na Czenaro jakoś to wszystko wypadło mi z głowy, a niepożądany efekt spotęgowała jeszcze uwaga p. Dibowskiego żebym najeżdżała na przeszkody żwawszym tempem. Ogarnięcie się zajęło mi czas na przejechanie na drugą polanę, gdzie już całe parkury w naszym wykonaniu wyglądały całkiem dobrze. Przez cały czas starałam się zachować ten sam galop do samego odbicia, a żeby to zrobić musiałam uważać żeby się nie zaciskać (bo wtedy koń zwykle reaguje poprzez ucieczkę spod tyłka), żeby nie zaciągać (bo wtedy ma się na czym zaprzeć), oraz żeby nie wywierać na kucyku zbyt dużego ciśnienia łydkami i dosiadem (nie dojeżdżać go), tylko stosując półparady najeżdżać na przeszkody i czekać ciałem aż przeszkoda sama przyjdzie. Oczywiście łatwo mówić o teorii podczas gdy wykonanie tego w praktyce jest 1000 razy trudniejsze, tak więc chciałam tylko zaznaczyć, że także na drugiej polance jak i przy kompleksie wodnym zdarzały się wpadki.
Jedyne z czym miałam powtarzający się problem były zeskoki do wody kiedy to od czasu do czasu potrafiłam tracić równowagę i oparcie w strzemionach. Na Chenaro wychodziło mi to znacznie lepiej ponieważ on zeskakiwał bardzo płynnie, podczas gdy Timson dodawał jeszcze krótką fazę zawahania. W związku z tym tak jak na początku moje ustawienie ciała było odpowiednie (ramiona odchylone, nogi mocno wypchnięte do przodu) tak przez tą dodatkową fazę moje ruchy wyprzedzały trochę konia- ramiona zdążały trochę przesunąć się do przodu przez co nie byłam już w tak dobrej równowadze na lądowaniu. Oprócz tego małego problemu, oraz mojej dekoncentracji uważam, że ogólnie zaprezentowaliśmy się całkiem nieźle (szczególnie konie), ale tym razem nie mogę powiedzieć że nie mogłam się już doczekać następnych jazd, bo jedyne o czym w tamtej chwili marzyłam to ciepłe łóżko :P








Komentarze
Werka
Super :)
Ola
Dobrze Wam poszło ;) P. Dibowski widzę, nie za dużo mówi, ale za to konkretnie i potrafi chwalić, a to chyba najważniejsze.
Natka
Świetnie !!! Można wiedzieć w jaki sposób stworzyłaś ten świetny blog.. Chodzi mi o portal, na jakim go stworzyłaś.. Darmowy ?
zebrazklasa
Najpierw byl to http://www.wordpress.com i tam darmowo mozna zalozyc bloga
Ola
Mam prośbę Gosiu, bo zawsze ciekawiło mnie w jaki sposób rozprężasz się przed zawodami tz. czy skupiasz się na pracy z koniem i przed samym startem nie myślisz już o programie/ustawieniu przeszkód/planie crossu, czy wręcz przeciwnie powtarzasz je do ostatniej chwili oraz czy na rozprężalni przed ujeżdżeniem ćwiczysz elementy programu, czy tylko skupiasz się na rozluźnieniu i poprawie ustawienia koni na pomoce, czy może coś jeszcze innego? Albo o czym zawsze myślisz przed startem.
Oczywiście jeśli to nie jest tajemnica, bo ponoć każdy jeździec na czymś nieco innym skupia się przed startem. :)
justii
jeśli konie są nadpobudliwe to po co ci palcat?? ten czerwony czaprak bardzo ladnie wyqląda na Czarku.
NowA FioletowA
Zawsze mogą wylamać …
konik6628
Super :) Na szyi masz jakiś ochraniacz?
zebrazklasa
Ochraniacz crossowy
Zuza
Hej, jakiej firmy polecasz lub masz bryczesy?
zebrazklasa
Fair Play i Pikeur