Muszę przyznać, że mimo niezbyt wielu atrakcji poza stajnią oraz tylko dwoma końmi do zajmowania się, czas płynie tutaj wyjątkowo szybko. Już minęła połowa wyjazdu! :( Prowadzę tutaj bardzo spokojne życie, więc nie martwcie się, od poprzedniego wpisu dużo się tutaj nie zmieniło :P
Jedną z głównych rzeczy, które ewoluowały przez te kilka dni jest poziom mojego angielskiego. Z przyjemnością muszę powiedzieć, że coraz lepiej mi idzie. Na pewno po prostu konieczność używania tego języka w znacznie większym stopniu niż zwykle wpłynęła na jego polepszenie, ale też zapewne fakt, że przestałam się nim krępować. Na szczęście większość tutejszych pracowników również nie ma angielskiego na najwyższym poziomie więc nie mam się czego wstydzić (bo jeśli np miałabym rozmawiać z jakimś Brytyjczykiem to chyba tylko na migi :P) i dzięki tej świadomości przestałam się tym tak bardzo przejmować i proszę, od razu lepiej. Co prawda w drodze przypadku okazało się, że jedna z pracownic jest prawie Polką, bo jej rodzice są Polakami ale przeprowadzili się do Niemiec, dzięki czemu z wielką ulgą mogłam z kimś pogadać również w ojczystym języku :D
Ostatni wpis bardziej był poświęcony ogólnym wyglądem ośrodka p. Andreasa, w którym oprócz ogromnej klatki na egzotyczne ptaki, którą zbudował w jeden dzień dla swojego syna dużo się nie zmieniło – oraz harmonogramem mojego dnia, w którym także nie ma wielu różnic, może czasami wpadnie jakiś dodatkowy boks do wyczyszczenia… :P Na pewno uważam za ogromny sukces, że wreszcie zaczynam się do niego przyzwyczajać, nawet ostatnio budzę się przed budzikiem (co oczywiście wcale nie oznacza, że wcześniej wstaję z łóżka :P). Chociaż spodziewam się, że z tym przyzwyczajaniem się będzie tak jak zawsze ze szkołą, zanim się wdrożysz to albo przerwa albo już koniec :P
W każdym razie dzisiejszy wpis bardziej chciałabym poświęcić na opisanie treningów i dotychczasowych postępów w pracy. Ogólnie codziennie mam po jednym treningu z Dibem i popołudniowym spacerku oraz koniki oczywiście też każdego dnia wypuszczane są na padoczek. Podczas pierwszych kilku dni niestety miałam odczucie, że p. Andreas nie poświęcał mi wystarczająco dużo uwagi, możliwe że przez zbliżające się wtedy zawody, czy tez po prostu chciał bardziej poznać mnie i moje konie, ale w każdym razie odbijało się to na jakości i treściwości treningów. Na szczęście aktualnie sprawy mają się już znacznie lepiej, podczas jazd p. Andreas daje mi dużo wskazówek, zaczęliśmy pracować nie tylko nad poszczególnymi elementami ale także nad ogólną jakością, a nawet już dwa razy Scotty miał zaszczyt nosić Diba na swoim grzbiecie ;) Nieznacznie przeważają treningi ujeżdżeniowe, ale także mam dużo skoków podczas których głównie pracujemy na kombinacjach i całych parkurach oraz zrobiliśmy już jedną jazdę crossową a także ostatnio byliśmy też na galopach kondycyjnych. I tutaj ciekawa sprawa ponieważ Dibo stosuje nasze np. 2:3:3 (jakby ktoś nie wiedział 2 min galopu, 1 przerwy, 3 galopu, 1 przerwy, 3 galopu) tylko pod koniec zimy i na początku wiosny gdy dopiero zaczynają pracować nad kondycją koni, a tak to co pięć dni wybierają się koniowozem czy przyczepą na jakiś górzysty teren i tak robią po kilka serii galopu pod górę i kłusa w dół, co według naukowych badań jest znacznie efektywniejszym sposobem. Oczywiście przynajmniej w moim przypadku jako, że na Hipo teren jest zupełnie płaski musimy się ograniczyć do tradycyjnego sposobu, ale zawsze warto wiedzieć na przyszłość ;)
Odnośnie samych treningów zacznę od Chenaro, ponieważ tutaj będzie znacznie mniej do opisywania :P Ogólnie mamy ogromny problem, ponieważ… podczas treningów w ogóle nie ma problemów… Czaruś jest spokojny (nawet przez jakiś czas obawiałam się że aż za, ale na szczęście okazało się, że tylko nie chce mu się pracować, więc wystarczyło odpowiednio go zmotywować), posłuszny, gdy się od niego wymaga to również zdyscyplinowany oraz mega starający się… Na prawdę zarówno w pracy ujeżdżeniowej jak i skokowej sprawuje się świetnie (oczywiście nie mówię, że nie ma już nic do poprawiania) w związku z czym zupełnie nie wiemy co zrobić z otwierającą się puszką Pandory podczas zawodów :(

Co do Scottiego tak jak już kiedyś pisałam przez ostatni czas trenowałam z Asią, z którą głównie pracowałyśmy nad balansem konia czego efektem było również rozbudowanie mięśni, nad pracą w zebraniu oraz względnym ustawieniu, ale raczej na spokojnie, nie oczekując, że da się natychmiast nadrobić niedostatki. Dibo jednak stwierdził, ze trzeba w końcu zrobić kolejny krok, czyli praca na kontakcie, w ustawieniu i na pomocach, z czym się zgadzam szczególnie, że za trzy tygodnie są już Mistrzostwa Polski, ale niestety z czasem stwierdziłam że ta zmiana była dla Timona zdecydowanie zbyt drastyczna. Scotty należy do koni które łatwo zaczynają się stresować, a wraz ze wzrostem wymagań, którym trudno jest sprostać zaczynają się przepalać. I tak jak po pierwszej jeździe w nowym systemie wydawało się że jest on dobry, ponieważ pod koniec treningu Timi zaczął akceptować ten kontakt, tak do dzisiaj z dnia na dzień zauważałam że staje się coraz twardszy, mniej przepuszczalny i zaczyna coraz częściej pokazywać swój dyskomfort poprzez przepadanie (rolowanie się). Dodatkowo jako, że jazdę od razu zaczynaliśmy od wzięcia konia na kontakt Timi również był coraz bardziej spięty psychicznie. Gdy powiedziałam o tym p. Andreasowi stwierdził on, że musimy znaleźćsystem rozprężenia i prowadzenia treningu, w którym Scotti będzie jak najlepiej się czuł i pracował… I własnie w taki sposób dzisiaj postanowiłam troszkę go wypośrodkować. Głównie polegało to na zaczęciu od lekkiego kontaktu i pracy na zgięciach tak jak to robiłyśmy z Asią, ponieważ to dla Scottiego jest znacznie łatwiejsze, tym samym mniej stresogenne, a dodatkowo szybciej się przy tym rozluźnia. Dopiero po tak przepracowanych kilku min kłusa zaczynałam stopniowo skracać wodze i prostować konia, dojeżdżając konia dość mocno do kontaktu oraz używając bardzo krótkich półparad, wręcz drgnięć ręką, które zachęcały konia do pozostania w ustawieniu. Jednocześnie jako, że jak na razie moim zadaniem jest pokazać Timonowi o co mi chodzi, a dopiero z czasem zacząć wymagać od niego utrzymania danego stanu na dłużej, za każdym razem gdy chociaż przez chwilę dostawałam takie ustawienie i kontakt, przy jednocześnie względnie podstawionym zadzie dawałam koniowi największa nagrodę jaka może dostać, czyli święty spokój. Przez te pół minuty przerwy kucyk miał czas aby przemyśleć sprawę, a także przy okazji dzięki temu znacznie praca była dla niego znacznie mniej stresująca. Oczywiście gdy coś się popsuło wracałam na chwilę do łatwiejszego ustawienia, a potem znów zaczynałam wymagać… i w taki sposób udało mi się w ciągu tej jednej jazdy osiągnąć stabilny, lekki kontakt oraz częściowo zniwelować przepadanie :)
Tak więc jak sami widzicie z tymi końmi nie jest łatwo, ale idziemy do przodu ;)



Komentarze
Lila
Wielki podziw dla Ciebie i “Kucyków”!!!
Pozdrawiam Gosiu !
zebrazklasa
dzięki nawzajem!
AsiaM
Odnośnie stresu na zawodach to wypróbuj przed pokazem masaż t-touch. Pomaga uspokoić konia ;)
ASIA
Jaki późny ten post ;)
konik66
Pozdrów koniki tam ?
zebrazklasa
ok :)
asia
U mnie też na tych wakacjach bardziej końsko(w końcu!!! :)) ale tylko do 20 lipca, póżniej wyjeżdżam nad morze( Sopot!) i chętnie bym cię spotkała, ale pewnie będziesz jeszcze w Niemczech :(
justii
Gosiu moze w wolnym czasie zrobisz wpis na temat zwrotów po angielsku tj dogadujesz sie z p. Dibowskim??
zebrazklasa
z wolnym czasem słabo, a mój angielski ograniczyłby się do 5 zwrotów :)
Zosia
zazdroszczę przestania krępowania się języka i oczywiście przebywania z tymi cudownymi istotami :)
Ann
Założysz instagrama albo snapchata dla widzów? :)
Wtedy moglibyśmy być na bieżąco :/
zebrazklasa
Niestety nie mam czasu na prowadzenie większej ilości mediów. Jak sami widzicie już bloga nie ogarniam tak często jak powinnam…
Ann
Wstawienie zdjęcia na instagrama to dosłownie kilka sekund, może byś chociaż spróbowała? :)
zosia
kiedyś coś pisałaś że może założysz instagrama :) Może jednak spróbuj. my, twoi fani będziemy wdzięczni :D
Ania
Załóż instagrama! :)
asia
Zazdroszczę, że udało ci się przełamać barierę w mówieniu po angielsku, mi teoretycznie dobrze idzie na lekcjach, dobre oceny z ang, ale dogadać się w ogóle bym nie potrafiła :/
Kasia
oj byle do przodu :)