Witajcie po długiej przerwie :) Jak zapewne wiecie kilka dni temu wraz z moimi kopytnymi wyruszyłam w daleką i niebezpieczną podróż w poszukiwaniu letniej przygody…. i ostatecznie trafiłam do stajni p. Andreasa Dibowskiego gdzie będę trenować przez następne dwa i pół tygodnia :D


Ogólnie jest to dość duży ośrodek, który składa się z kilku stajni, domu dla pracowników (gdzie znalazł się dla mnie wolny pokój), wielu padoków i placów treningowych w tym łąki z przeszkodami crossowymi oraz oczywiście domu Diba i jego rodzinki. Jest tutaj równie pięknie jak się spodziewałam. :) Budynki z czerwonej cegły (które osobiście uwielbiam), duże przestronne stajnie z boksami otwartymi na otoczenie przez duże okna, mnóstwo zieleni dookoła i te cudowne trawiaste padoki, które już mieliście okazję zobaczyć na filmiku z równie szczęśliwymi kucykami :)



Dodatkowo wszystko utrzymywane jest w bardzo dużym porządku i czystości oraz trzeba przyznać, że bardzo dużo temu miejscu daje “święty” trawnik Diba, na który po żadnym pozorem nie można wejść z koniem… :P



Moje konie stoją w malutkiej stajni angielskiej na uboczu, które została specjalnie dla mnie wynajęta od sąsiada i w sumie muszę przyznać, że bardzo dobrze się złożyło ponieważ prawie nikt tam nie zagląda… dzięki czemu nie muszę się aż tak martwić o porządek, szczególnie, że na ten wyjazd nie mogłam wziąć paki przez co wszystko mam w torbach, więc można sobie wyobrazić co się zazwyczaj dzieje w boksie w którym trzymam rzeczy… :P

Dość długo zajęło mi zaaklimatyzowanie się tutaj, bynajmniej nie dlatego, że ludzie są niemili czy, że mieszkam w jakiś dramatycznych warunkach, więc się nie martwcie. :P Jednym z bardziej rzucających się w oczy i mocno irytujących problemów jest niestety mój angielski, który np. podczas lekcji ang. w szkole wydawał się być na całkiem niezłym poziomie, lecz jednak w sytuacji kiedy mam się nim posługiwać codziennie i chciałabym gadać na wszelkie tematy zaczyna się problem. Niestety gdy człowiek nie jest przyzwyczajony do ciągłego używania języka, zaczyna się go zapominać i właśnie w moim przypadku zdarza się to nawet przy łatwych słowach… :( Oczywiście z dnia na dzień jest coraz lepiej, ale i tak jest to mega denerwujące gdy w połowie zdania się zacinasz bo nie pamiętasz jakiegoś słowa… na szczęście mam słownik w telefonie. :P
Kolejna sprawa do której muszę się przyzwyczaić to ściśle zaplanowany grafik dnia, który całkowicie podporządkowany jest pod karmienia koni. Oczywiście najbardziej daje się we znaki wstawanie codziennie o 6.35, żeby o 7.00 wszystkie konie mogły dostać śniadanie, bo nie mogą później ponieważ o 8.00 zaczynają się jazdy no i trzeba się do wyrobić najpóźniej do 11.30, żeby o 12.00 dostały obiad, a w między czasie zdążyć posprzątać i wybrać boksy… Oczywiście teraz lekko dramatyzuję, bo wcale nie jest aż tak strasznie jak brzmi i spokojnie da się do tego przyzwyczaić, ale faktem jest, że trochę to męczące. No i oczywiście jedną z trudniejszych rzeczy dla mnie (chociaż jak na razie dzielnie sobie z tym radzę) jest punktualność. Oczywiście jest to kwestia przyzwyczajenia i samodyscypliny, a do tego uważam tą cechę za bardzo pożądaną i przydatną w życiu codziennym, ale muszę przyznać, że czasami nie jest łatwe (ponownie szczególnie z porannym karmieniem). Na szczęście z tego co rozmawiałam z dziewczynami, które tu pracują lub się uczą, nie wszyscy Niemcy są tak porządni, czyści i punktualni, więc nie będę się wpędzać w kompleksy :P
Odnośnie mojego codziennego planu dnia to po obiedzie mamy 2 godziny wolnego podczas którego staram się być dobrym kucharzem, a przynajmniej na tyle aby dany posiłek dało się w ogóle przełknąć, ponieważ sama sobie gotuję. :P

Następnie o około 14.00 ponownie zaczynają się jazdy. Jak na razie jeden raz zdarzyło się ze miałam trening dwa razy dziennie na obu koniach, ale zazwyczaj są to spacery dookoła padoków lub też wycieczki do lasu albo w miasto, potem znów sprzątanie boksów (te konie nigdy chyba nie miały tak czysto w boksach :P), kolacja i od około 18.30 raj dla konisi czyli padoczki. :D
Niestety nie dalej jak przedwczoraj okazało się, że z tymi padokami to trzeba jednak uważać… Oczywiście jako że chciałam dla kucyków jak najlepiej, starałam się więc je zdejmować jak najpóźniej czyli zwykle wychodziło około 21.30, tak żeby starczyło jeszcze trochę światła na ogarnięcie ich w nieoświetlonych boksach. Niestety przedwczoraj gdy wyszłam po konie na łąkę okazało się, że biegają w kółko jak szalone, całe zlane potem i mocno spanikowane. W sumie już gdy mijałam pierwszy krzak wiedziałam o co chodzi – chrabąszcze majowe… Wielkie, strasznie agresywne robale, które budzą się wieczorami i dosłownie atakują wszystko co się rusza. Ostatecznie udało mi się w końcu złapać konie, choć nie było łatwo, a następnie musiałam je obmyć z potu i chodzić przez jeszcze jakieś 20 min żeby uspokoił się im oddech. Trzeba przyznać, że nie wiedziałam, że robale mogą być tak straszne, ale rzeczywiście gdy zlatują się taką chmarą i wlatują pod kaptur, wplątują się we włosy… MASAKRA! Wczoraj nie wypuściłam już koni na padok wieczorem… :P
Co do kwestii jak spędzam wolny czas to po pierwsze nie ma tutaj działającego telewizora, chociaż w sumie i tak bym nic nie rozumiała po niemiecku… ale za to na szczęście udało mi się uzyskać hasło do bardzo szybkiego wifi, więc nie jestem stracona :P Ogólnie wzięłam kilka książek w tym trzy po angielsku i muszę się przyznać, choć wiem że to chore, również zabrałam podręczniki :O Ale dla usprawiedliwienia dodam, że tylko do niemieckiego (no i kilka słówek z ang) ;P I w sumie nawet czytałam całkiem sporo przez pierwsze dwa dni, ale dowiedziałam się o podobno bardzo fajnym serialu Mentalista, a niestety jak ja się dorwę do serialu to nie mogę przestać, tak więc aktualnie jestem niego uzależniona, a najgorsze jest to że ma on 7 sezonów po dwadzieścia kilka odcinków… Mam nadzieje, że mi się znudzi w najbliższej przyszłości… :P
No a tak poza tym to czasem popatrzę jak inni jeżdżą, chciałabym też wyciągnąć coś przydatnego z treningów Diba z innymi jeźdźcami, ale jak na razie ciężko zrozumieć coś więcej z niemieckiego (na szczęście p. Andreas często gestykuluje :P). Też więcej czasu spędzam z konisiami, masuję je, nareszcie mam czas na pielęgnacje kopyt itd. No i oczywiście tez często spędzam czas z pracowniczkami albo np. z córką Diba Aliną, która również ostatnio pomogła mi obciąć kucykom grzywy po tym jak Dibo podczas jazdy stwierdził, że wyglądają jak wzięte prosto z łąki :P No i oczywiście jedną z większych atrakcji są również wypady do sklepu spożywczego, gdzie mogę chociaż popatrzeć na rzeczy, które nie zaliczają się do zdrowej żywności, bo przecież nie kupić- dieta! :P
Podsumowując przyjemne, spokojne wakacje w dużym kontakcie z naturą, lecz jednocześnie z ogromnym zapałem do pochłaniania wiedzy i umiejętności. Przydałoby się tylko żeby było trochę cieplej :P



Komentarze
konik6628
Super tam masz :)
Annie
W jakiej to miejscowości? Ogółem to w Niemczech bardzo często widzę stajnie z czerwonej cegły co mnie trochę dziwi bo w Polsce np. królują bielone ściany. W sumie cegła bardziej praktyczna ;p
zebrazklasa
DOhle, Dolna Saksonia
Kinga
Oj dzieje się dzieje u ciebie :D Powodzenia, trzymam kciuki za udane treningi :)
M.
Bardzo lubiłam Mentalistę! Fajny serial i miły w oglądaniu! Miłych wakacji!
Monika
Uwielbiam Twojego bloga i kanał na yt *-*
zebrazklasa
dzięki! <3
justii
Jest co pozazdrościc ;) a pro po dlaczego p. Dibowski zmienił się na “Dibo” i innych trenerów piszesz po imieniu a nie przez “per”? Macie na tyle luźne,rodzinne kontakty,czy po prostu żargonalnie używasz tego miedzy swoimi? A moze to kwestia waszego wieku? Oczywiście to tylko czysta ciekawość, żadna uszczypliwośc;))
zebrazklasa
Pan Dibowski sam o sobie mowi Dibo i po angielsku rozmawiam z nim mówiąc per you. Co do innych trenerow to tylko o Janku mówie po imieniu bo jest moim kolegą z klubu, który teraz mnie trenuje. Byliśmy na ty od dawna.