Dwa oblicza Chcenaro

Ostatnimi czasy jako, że najbliższe zawody na które się wybieram są dopiero za miesiąc, mamy wreszcie czas żeby skupić się nad moją techniką jazdy oraz nad poprawą muskulatury koni. W związku z tym prawie każda jazda polega na rozluźnieniu konia z głową i szyją w dole przy jednoczesnym utrzymaniu dążności do ruchu w przód oraz samo-niesieniu. W ten sposób (jeżeli koń chodzi z szyją niżej niż linia grzbietu) mocno działają wszystkie mięśnie pleców (rozciągają się oraz nabudowują się). Dzięki temu koń może bardziej pracować grzbietem zarówno na ujeżdżeniu jak i na skokach, łatwiej jest mu się podstawić, a także można w ten sposób uniknąć różnego rodzaju urazów spowodowanych przez bóle grzbietu. Niestety łatwo można sobie o tym opowiadać, ale wbrew pozorom nie jest to łatwe ćwiczenie. Wymaga dużej precyzji, dobrej równowagi jeźdźca oraz chęci zarówno z jednej jak i z drugiej strony (szczególnie to ostatnie czasami bardzo trudno osiągnąć :P).

Podczas ostatnich jazd bardzo dały mi się odczuć humory Czarka. Z jednej strony z młodziakami potrafi być zabawnie, ale niestety gdy zaczną przekraczać pewną granicę, może się stać nieprzyjemnie. Problem jest jednak znacznie większy, bo Czarek przechodzi od euforii, kiedy jest bardzo grzeczny i chce współpracować (a wtedy da się z nim zrobić prawie wszystko), do stanu kiedy to po prostu mogłabym go posiekać :P

Ostatnio miałam bardzo fajną jazdę, podczas której właśnie skupialiśmy się na rozluźnieniu przy jednoczesnym niesieniu na zadzie. Polegała głównie na jeździe po kołach z częstymi zmianami kierunku i mnóstwem przejść. Na początku nie byłam do końca w stanie sprowokować Czarka do chodzenia na dole, gdyż jak to zwykle – ciągle coś ciekawego się działo – więc bez końca musiałam zwracać jego uwagę na siebie, tylko po to żeby za chwilę znów mi ona uciekła… (jak widać też trening dla mojej cierpliwości :P). W pewnym momencie Trenejro kazał mi wyrzucić strzemiona przez co miałam złapać lepszą równowagę, siedząc bardziej „w koniu” (czyli głębiej w siodle), a także miało to mi pomóc w rozluźnieniu. Po pewnym czasie nasze trudy się opłaciły, ponieważ Chenaro załapał czego od niego chcemy i zarówno w kłusie jak i w galopie (! :D) udało się popracować na zupełnie niskiej szyi. Świetne to było uczucie, bo wreszcie ten koń galopował swobodnie dzięki czemu jego ruchy były płynniejsze i dało się czuć całe plecy i zad jak pracują. Z innej strony ja też w końcu się na tyle rozluźniłam, że pozwoliłam mu na taka pracę (jak pewnie zauważyliście już z filmów, jeżeli ja się zepnę nogami zacznę Czarkowi zaciskać plecy od razu reaguje w ten sam sposób- bardzo dobrze to widać na filmie z ujeżdżenia w Jaroszówce). Co najlepsze pojeździliśmy zaledwie 35 min, a kucyk był normalnie bardziej zdyszany niż po crossie!- wreszcie niósł się na zadzie :D

Taki sposób treningu jest także bardzo korzystny dla mnie, ponieważ (przynajmniej mi się tak wydaje) ostatnio przechodzę jakby kryzys umiejętnościowy, który głównie objawia się powrotem starych nawyków (np. ciągnięcie zamiast półparady, ogólną chaotycznością jazdy itd.), a przy tym ćwiczeniu szczególnie na Chenaro mu musiałam się prawie zupełnie rozluźnić i jedynie małymi półparadami na bardzo lekkim kontakcie zachęcać go do zaokrąglenia się i zejścia no dół, a także na dość długich wodzach kontrolować kierunek jazdy (praca dosiadu i łydek) :)

11335463_682863511818000_141549125_o

Jak widzicie to jest ta lepsza strona Czarka, podczas gdy ostatnio (przynajmniej gdy ja na nim jeżdżę) częściej ukazuje się ta druga- diabelska :P Jeszcze jeżeli jestem z Trenejrem, da się opanować ta złą stronę mocy, lecz np. wczoraj musiałam sobie z nią radzić sama i niestety poległam… :P Objawy złej mocy: nadmiar energii, uciekająca uwaga (u gorszych przypadków występuje paniczny strach przed wszystkim i niczym), objawy padaczkowe: niekontrolowane (przynajmniej przeze mnie :P ruchy szyi i czasami zadu, ogólne spięcie zadu. W przypadku przewlekłej i złośliwej choroby występują też przerzutu na jeźdźca- spięcie ciała oraz przyspieszone tętno spowodowane dużą reakcją emocjonalną… :P Jak sami widzicie warunki do pracy wyśmienite! :P

A gdy Czarek chce przykopać innego konia, a pomiędzy nimi stoi metalowy płot, oto skutki… :P

1369435_682865401817811_498087124_o

Komentarze

12
  • Marta

    No jak rurka przerdzewiała, to ja się nie dziwię, że nie dała rady Czarkowi ;)

    Odpowiedz
  • zuzia

    Gdzie twoja ciocia kupila Czarka? Szukam mlodego konia do wkkw i uznalam, ze w Niemczech na pewno sa o wiele lepsze

    Odpowiedz
  • halo

    czemu nie pojechalas na Wegry startowac ? bo chyba byl taki plan ?

    Odpowiedz
    • Zebrazklasa

      Mialam jechac za granice tylko jesli bym sie nie zagrala w Strzegomiu na dlugiej gwiazdce. Ale skoro sie zagralam to nie ma po co jechac.

      Odpowiedz
  • Ola

    Cóż, każdy miewa lepsze i gorsze dni. Lecz nie zapominaj Gosiu jakie wielkie postępy zrobiliście z Czarkiem(bo de facto wcale aż tak długo się nie znacie) od początku Waszej współpracy. Śledzę Twój blog codziennie i naprawdę to widać. A tym, że będąc sama nie umiesz go jeszcze rozluźnić nie martw się, gdyby wszyscy od razu to potrafili po co by byli instruktorzy i trenerzy? :)
    PS: Fajnie opisałaś “demoniczną” stronę Czarka-tak obrazowo. ;)

    Odpowiedz
  • justii

    Hehe fajny wpis :p a tak w ogóle to z pensjonatu dla koni jestes zadowolona jak na takie opłaty?

    Odpowiedz
  • Marysia

    Chenaro- Czeaniołek <3 i Czediabiałek <3

    Odpowiedz
  • Marek

    Przepiękny naprawdę ten twój koń, mnie zawsze jazda na koniu kojarzyła się z dostojnością i klasą, bo przypomina mi się arystokracja i szlachta jeżdżąca na koniach. Ja sam nieraz bardzo chciałem jeździć na koniu, ale niestety mam chorobę kręgosłupa i bolało by mnie same jeżdżenie na koniu, a upadek z konia niestety mógłby się dla mnie skończyć bardzo tragicznie niestety :(

    Odpowiedz

DODAJ KOMENTARZ? USUŃ ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.