Wczoraj startowałam tylko trzy razy: P i N na Sojuzie i raz w N na Czarku. Najbardziej się stresowałam przed tym ostatnim przejazdem (zdecydowanie było to widać również podczas przejazdu), bo przecież wczoraj siedziałam na nim po raz szósty od miesiąca i od razu na zawody 120 (od początku wiedziałam że to bardzo ambitny plan). Ale po kolei… :)
Przyszłam do stajni dopiero koło 14.10 (luksusowo :D) na oglądanie parkuru do P. Startowałam jako 56ta tak więc miałam jeszcze mnóstwo czasu… a jak się człowiekowi nudzi to zawsze można wyczyścić sprzęt :P
Odnośnie pierwszego przejazdu – tak jak na rozprężalni Smok zachowywał się bardzo kulturalnie – tak na samym parkurze złapał zdecydowanie za dużo wiatru w żagle. Już przy najeździe na pierwszą przeszkodę czułam jakieś dziwnie mocne napięcie na wodzach, do tego po wylądowaniu zrobił typową dla niego dzidę, ale jakoś udało mi się go ogarnąć. Po szeregu nr 4 niestety musiałam Sojuza trochę rozjechać do piątki po łuku- i wtedy się zaczęło. Jak normalny koń gdy pędzi to nic innego go nie obchodzi, tymczasem u Sojuza dochodzi dodatkowy efekt „boję się wszystkiego, co się rusza lub nie!!!”. Nie wiem na czym to do końca polega, ale możliwe, że w takich sytuacjach opanowuje Smoka szaleńczy szał, przez co im szybciej się porusza tym mniej może ogarnąć z otoczenia… :P No inaczej nie umiem wytłumaczyć na przykład sytuacji gdy przy najeździe na tripla w drugiej fazie najpierw odskoczył mi od przeszkody w prawo, a potem jakimś cudem dojrzał swym bystrym okiem faceta stojącego z kupozbieraczem i jak się odwinął w lewo to nie wiedziałam czy trafię w przeszkodę (najlepsze- nie zrzucił! :P)! A do ostatniej wyszedł mi taki kulawy skok, bo już po A- nie miałam siły żeby go przytrzymać, a po B- pomyślałam sobie, że jak się walnie to może coś przestawi mu się w głowie i zapamięta, że jak się pędzi na chama to później boli- ale się skurczybyk wyratował :P (najbardziej podobał mi się komentarz Trenejra: „no widać, że jest w formie” :P)
Na szczęście na N udało się załatwić mocniejsze wędzidło, tak więc byłam w miarę pewna, że tym razem parkur zostanie przejechany po kontrolą. I muszę przyznać, że jechało mi się całkiem przyzwoicie :) Pierwsza cześć parkuru była bardzo fajna, wszędzie mi pasowało do tego czułam się bardzo dobrze też w skoku (tak jakby „w harmonii z koniem” :P). Przy najeździe na siódmą przeszkodę niestety miałam zrzutkę, pomimo tego, że zrobiłam wszystko co ustalaliśmy z Trenerjem- trzy fule na wprost i wtedy dopiero skręcić na następną, zostaną idealnie trzy- i wyszło dwie i pół :P Jeszcze w ostatniej linii (szereg na fulę do stacjonaty po łuku) troszkę schaniłam, bo miałam moje słynne widzenie tak więc do stacjonaty niestety chciałam urwać fulę… ale okazało się, że nadal jest za daleko więc Sojuz musiał wyratować mnie z opresji zarówno wtedy jak na następnej fulę później i w efekcie tej małej wpadki nie zgadzała się odległość do ostatniej przeszkody (trochę się nie zabrałam) więc „nasze ciała (już nie) stanowiły jedności” :P
Co mnie najbardziej zdziwiło (chyba zapamiętam to do końca życia) to moment kiedy to pan Łukasz podszedł do mnie po zjechaniu z parkuru i pierwsze co powiedział to „ta zrzutka to nie twoja wina…”. A ja zupełnie w szoku, bo przecież zawsze jest wina jeźdźca! Jak się okazało też czasami może być po prostu niepasująca odległość… :P
I nareszcie przechodzimy do Czarunia <3 Ogólnie na rozprężalni był dość spięty , też trochę się bał tłumu koni, ale w miarę gdy go rozprężałam oboje stawaliśmy się pewniejsi. Po pierwsze pamiętałam, żeby się nie usztywniać tułowiem, ponieważ kucyk wtedy również staje się zupełnie sztywny a do tego często jakby prostymi nogami uderza o ziemię (np., w galopie), no i co najważniejsze mocno podpierać go łydką żeby mieć go pod kontrolą i zamknąć go pomiędzy pomocami. Na szczęście po skoczeniu kilku przeszkód na rozprężalni, już nie zwracał uwagi na innego poza skokami. Nie tylko miałam wrażenie, że przekłada tą energię żeby bardziej się skoncentrować na zadaniu. Tak jak już kiedyś pisałam znów niestety pojawił się problem wypadania z siodła, a żeby złapać równowagę zaciskałam się nogami przez co kucyk zaczynał się wkurzać i brykał.
W sumie opierając się tylko na filmie (akurat jest on nakręcony z miejsca gdzie nie było widać żadnych krytycznych momentów) mogłabym powiedzieć, że jechało mi się wyśmienicie (oprócz jednego brykanka) i że w ogóle wszystko cudowanie i świetnie… Tymczasem odnosząc się do moich własnych odczuć, przypominałoby to raczej komedio- horror :P
Ogólnie kucyk przywitał mnie bardzo ładnie, ponieważ tuż po skoczeniu pierwszej przeszkody (teoretycznie w równowadze itp.) zrobił małe brykanko, w wyniku którego wypuściłam z prawej ręki zupełnie wodze… Po chwili paniki, wzięłam siebie i wodze w garść i starałam się nie zabić na następnej przeszkodzie. Ogólnie zauważyłam, że z tego przejazdu pamiętam o wiele mniej momentów niż np. z przejazdu na Sojuzie- co oznaczało, że tym razem ja byłam w jakiegoś rodzaju szale :P Ale z tego co jeszcze pamiętam mogę powiedzieć, że podczas całego przejazdu niestety troszkę za mocno siedziałam w siodle przez co dodatkowo się zaciskałam i dalej kucyk się lekko denerwował (np. szarpał głowa, albo przyśpieszał). Szczególnie na przeszkodzie 5 dało się zobaczyć jak tracę równowagę, muszę pamiętać żeby cały czas trzymać głowę w górze i lądować na pięty, bo inaczej dodatkowo przyciskam łydkę (razem z ostrogą), a z ogólnej zasady wynika że: człowiek- łydka= konik- dzida :P
Po zjeździe z parkuru na pytanie Trenera „co to było?!” jedynie byłam w stanie odpowiedzieć, że powinien mnie pochwalić, za to że nie spadłam :P Oprócz tego, że p. Łukasz troszkę się użalał na biednym Czarkiem, który na pewno wolałby jeździć pod nim, a nie pode mną, to jeszcze ciągle mówił „więcej luzu, nie możesz się tak spinać bo wtedy się zaciskasz… więcej luzu”- łatwo powiedzieć :P
Gdy już stępowałam ma Chenaro na dworze miałam mega wyrzuty sumienia, bo przecież nie dość że tak się miotałam po tym koniu to jeszcze on się postarał żeby nie było ani jednaj zrzutki, że w końcu w żeby mu to jakoś wynagrodzić, zsiadłam z niego i stępowałam w ręku, potem dałam jabłka i cukierki, a na koniec jeszcze górę siana (jeszcze extra- wyściskałam go, ale to raczej mi bardziej pomogło niż jemu :P).






Komentarze
Zulex
w przejeździe na Chenaro widać duzo więcej prędkości(energii) niż na Sojuzie :p oprócz tych 3 fouli przyspieszenia po jedynce i 5.
gratuluje coraz lepszych przejazdów! :D
justii
Ja nie mogę! Piszesz GENIALNIE!!! ZABAWNIE, CIEKAWIE Z DUŻĄ ILOŚCIĄ INFORMACJI I SZCZEGÓŁÓW :)))
zebrazklasa
dziękuję! rumienię się…
asia
Absolutnie się zgadzam z Justii- piszesz coraz lepiej! Rozwalił mnie tekst ” (…)a potem jakimś cudem dojrzał swym bystrym okiem faceta stojącego z kupozbieraczem (…)” ( skąd ty takie slowa wymyślasz?):D
zebrazklasa
najpierw napisałam tojtojem, ale pomyślałam, że będzie zbyt abstrakcyjnie, więc zostało kupozbieraczem. No bo jak to coś nazwać?
justii
no naprawde super ! masz z czego być dumna i się rumienić ;) moja mama, której czasem opowiadam o tobie ;) gdy przeczytałam jej kilka zdań, które mnie rozbawiły z dzisiejszego wpisu, powiedziała : “ona ma jakieś zapasy na poetkę” ;p super pełen podziw nie tylko z mojej strony, ale i rodziny ;)))))…
Marysia
dokładnie!!
konik6628
A jakie miejsca ?
zebrazklasa
Sojuz w P -34; Sojuz w N – 32; Chenaro w N -16. Dzisiaj Sojuz w N – 46, daleko przez dwie zrzutki; A Chenaro dziś w N – 36
konik6628
I tak gratulacje :)
justii
co ty tak liczysz tylko 6 treningów przed startem itd.?? Nie dygaj się!! Dziewczyno masz takie doświadczenie i wiesz jak chodzą twoje konie, więc nawet z marszu dałabyś rade wystartować …
Marysia
Gosia, szczerze.. masz 5 z Polskiego z wypracowań? <3 na pewno!
FioletowA
Własnie xD
FioletowA
Masz codziennie po dwie jazdy?
Zuza :)
Ale genialna paka!! :D Gdzie zamawiałaś i ile za nią dałaś?? Świetna jest :D
kasia
Dołączam się do pytania :)
Będziesz na zawodach w Strzegomiu?
zebrazklasa
Wybieram się na dwóch koniach, Ptkę na Chenaro i 1* na Sir Scotty
Zuza :)
Wiesz może czy na boj można miec ostrogi?