Everswinkel za nami

Niestety, co dobre szybko mija. Bardzo ciekawe były dla mnie te zawody i dały mi dużo do myślenia, szczególnie o różnicach między WKKW w Polsce i w Niemczech. Ale po kolei:

Odnośnie crossu mogłoby się wydawać że nie jest on taki trudny (oprócz kilku przeszkód, na które trzeba było zwrócić uwagę) i nie ma się czym stresować, ale po wjechaniu na rozprężalnie zaczęły mnie lekko zżerać nerwy. Wydawało się, że Chenaro również to odczuwał, bo mimo stosunkowo małej ilości koni na rozprężalni był mocno podniecony…

IMG_2366

IMG_2369

Ale gdy już weszliśmy do boksu startowego nie było miejsca na stres ;) Ogólnie cały crossik jechało mi się całkiem przyjemnie, szczególnie zadowolona jestem z kucyka, ponieważ bardzo dobrze radził sobie w kryzysowych momentach gdy kilka razy wychodziły mi niezbyt dobre odskoki (oczywiście głównie na przeszkodach, które są nagrane na filmie :P). Szczególną wpadkę zaliczyłam na drugiej wodzie, kiedy to chciałam wejść dużym skokiem jako że w “szeregu” mieliśmy jechać do przodu, ale niestety za późno zobaczyłam dystans a zareagowałam jeszcze później, przez co ostatecznie zrobił się za daleki dystans i kucyk postanowił wsadzić tam jeszcze jedną foulę… i właśnie też bardzo mi się podobało, że mimo mojego błędu Chango nie stracił koncentracji i bez zawahania kontynuować skakanie kombinacji. Czasami miałam wręcz wrażenie, że mogłabym dosłownie zamknąć oczy podczas przejazdu a Czarek sam by bezbłędnie dojechał do mety :D Odnośnie spraw nad którymi muszę popracować to na pewno utrzymywanie równego rytmu podczas przejazdu. Niestety zwalnianie i dodawanie, w tym również bliskie odskoki do przeszkód przy których wytraca się prędkość, powodują że znacznie ciężej jest ukończyć w normie czasowej a co ważniejsze koń traci o wiele więcej siły. Ja niestety za bardzo zwalniam do pojedynczych przeszkód, podczas gdy powinnam je skakać z tempa, a dodatkowo zbyt wiele dystansów rozwiązuję do tyłu przez co – de facto – odskoki wychodzą bliżej przeszkody :(

W sobotę też odwiedziła nas Sabrina, dziewczyna, która jeździła na Chenaro zanim trafił on do mnie. Przyjechała z mamą i hodowcą Chenaro, który nawet został następnego dnia oglądać nasze skoki :). Nie widziała go na żywo od prawie dwóch lat więc była bardzo stęskniona. Kucyk się na szczęście wyprzytulał i prosił się o drapanka, więc Sbarina była szczęśliwa widząc go w takiej formie. Dodatkowo pomogła mi trochę w stępowaniu po crossie, a także w przetłumaczeniu uwag sędziów od ujeżdżenia.

IMG_2296

IMG_2313

IMG_2466

IMG_2486

IMG_2491

IMG_2530

IMG_2574

Kolejnego dnia trzeba było wstać wcześnie, bo już o 9.00 zaczynał się przegląd weterynaryjny. Oczywiście jak zwykle na tych zawodach wszystko było doskonale zorganizowane, ludzie z końmi ustawiali się w kolejce grzeczniutko. Ludzie byli ubrani schludnie lecz bardziej w sportowym stylu. Nie widać było również nadmiernej elegancji tak jak to czasami bywa u nas (sukienki, spódniczki etc). Poszło nam jak z płatka, więc miałyśmy jeszcze czas popatrzeć na skoki seniorów w CIC 1*.

Parkour był postawiony solidnie na 110cm i charakteryzował się dwiema rzeczami, które zdecydowanie podwyższały poziom trudności. Po pierwsze był bardzo kręty, częste zmiany kierunku i najazdy na przeszkody z ciasnych zakrętów sprawiały, że z jednej strony trzeba było bardzo dobrze wyjeżdżać łuki (szczególnie w liniach żeby zgadzał się dystans), ale z drugiej zwracać uwagę na dobry rytm galopu aby zmieścić się w czasie. Po drugie same odległości w liniach i szeregach raz były długie raz ciasne np. linia 6 do 7 na długie pięć foule, a potem szereg na ciasne dwie, co z kolei wymagało dobrego dostosowania prędkońci do przeszkód. Patrząc na zawodników seniorów zdziwiona byłam tym, że skoki wychodziły im najgorzej. Tak jak na ujeżdżeniu konie bardzo podobnie były prowadzone zgodnie z niemiecką szkołą, tak w skokach widać było dość znaczne zróżnicowanie techniki jazdy, a do tego często, gęsto drągi się sypały. Osobiście mimo, że był to chyba najtrudniejszy parkour w 1* w życiu, o dziwo jechało mi się wyjątkowo dobrze! Muszę przyznać, że tak jak zwykle za skokami nie przepadam za bardzo tak podczas tych zawodach poszły mi najlepiej i sprawiły najwięcej przyjemności. Kucyk skakał genialnie, a dzięki temu, że bardzo skupiłam się na równym rytmie galopu wszystkie odległości pasowały :D Zdarzyła się jednak jedna zrzutka na zielonej przeszkodzie z deską, kiedy to Czaruś trochę się na nią patrzył i pomimo że galop był dobry i odległość również pasowała niestety deska spadła, ale jako że resztę jechało się super i kucyk mimo zmęczenia i twardego podłoża skakał świetnie, wybaczam mu tę wpadkę :P

W juniorach skoki wychodziły generalnie znacznie lepiej niż w seniorach. Okazuje się, że te zawody były jednocześnie Mistrzostwami Westfalii, dlatego zebrały aż ok 60 niemieckich juniorów, praktycznie większość niemieckiej kadry. Trzeba przyznać, że są oni mega solidni w swoich wynikach, a top 10 pojechało parkour bezbłędnie. Oczywiście wygrała Johanna Zantop – Mistrzyni Europy Juniorów w 2015. My mając jedną zrzutkę wylądowaliśmy na 27 miejscu na 65 zawodników. Nie jest to szczyt moim marzeń, szkoda zepsutego ujeżdżenia, ale będziemy nad nim pracować. Natomiast podsumowując zawody to co mi się rzuciło w oczy w porównaniu z Polską:

  1. Brak lansu – nie ma widocznych odzieży sponsorowanych, bijących po oczach drogich marek. Zawodnicy i luzacy są po prostu ubrani do pracy – wygodnie. Pomimo tego że byli wśród nas Mistrzowie Europy nie widać było jakichś mistrzowskich derek na koniach, nic takiego!
  2. Natomiast KONIE są wylizane! Wyszorowane, umyte, nabłyszczone – PIĘKNE. Niektórzy myli te konie całe codziennie, co chyba jest przesadą przy dużym wietrze, ale chyba wiedzą co robią.
  3. W stajni po przyjeździe trzeba sobie samemu pościelić słomę, która jest przygotowana przed stajnią. Zaskoczenie. Wszyscy oczywiście są zabezpieczeni w taczki i widły, my niestety nie, bo do przyczepy by się nie zmieściły, więc trzeba było nosić słomę w rękach :P
  4. Super organizacja – o 20.00 pojawiają się nie tylko listy na kolejny dzień, ale i statystyki przeszkód krosowych itp itd. Listy są dodatkowo wydrukowane dla widzów z miejscami na notatki wyników poszczególnych zawodników. No i zawody mają wydrukowany buklecik z listą zawodników i planem zawodów…
  5. Wyluzowana atmosfera, zrelaksowani zawodnicy, żadnych krzyków, żadnego spięcia. Wszystko wiadomo kiedy będzie ludzie mili i uśmiechnięci. Jak się umawiasz z Trenerem na daną godzinę masz na tą godzinę być. Wszystko jest zaplanowane, żeby nigdzie nie było pośpiechu.
  6. Brak Jack-Russel Terrierów :) Jest sporo psów, ale nie ma takiej dominacji jednej rasy jak u nas na zawodach końskich

Należy Wam się wyjaśnienie o co chodziło z dopingboksem. Otóż miałyśmy wyjechać zawodów w poniedziałek ok 5.00 ale wszyscy jak się domyślacie ze stajni namiotowych wyjechali przed 17.00 w niedzielę zatem Chenaro został tam sam. Nie chciałam go tam zostawiać na noc samego, bo nie wiedziałam jak się będzie czuł, czy się czegoś nie przestraszy albo nie spanikuje. Poprosiłyśmy więc organizatorów, aby znaleźli dla niego jakieś miejsce blisko koni. Niestety wszystkie boksy w normalnych stajniach były już zajęte, tylko ten doping-box stał pusty. A że obok stały inne konie nie przeszkadzało nam go tam wstawić na noc. Ale wyglądał zabawnie w tym boksie :P

Wracałyśmy z zawodów chyba z 15 godzin. Tak więc chętnie bym pojeździła na takie zawody częściej, ale ten transport jest ogromnym obciążeniem również dla konia. Ale już w Lipcu znowu jedziemy do Niemiec, tym razem na dłużej.

Komentarze

7
  • Ann

    Ja w sumie od ładnych paru lat w Niemczech pomieszkuję i jeżdżę. I własnie po oczach uderza to, że tutaj jeździectwo nie jest sportem dla bogatych ludzi chcących pokazać, na co ich stać (niestety w Polsce częsty widok – patrzcie jaka super derka za grubą forsę). Generalnie dobro konia na pierwszym miejscu. W zawodach niższych klas typu dzieciaki na kucykach mało kto w ogóle używa jakiś patentów (u nas nagminnie). Organizacja jest super, a przede wszystkim atmosfera. W Polsce przeważnie na zawodach na ławeczce loża szyderców wyśmiewająca wszystkich od góry do dołu. W Niemczech generalnie jest luźno, wszyscy się bawią, kibicują, robią na poczekaniu jakieś transparenty mazakami. No i generalnie najważniejsze – nie trzeba się głowić, jak przedostać się na parkur, żeby nie mieć spodni po kolana w błocie bo są naprawdę porządne drogi ;)
    Żałuję, że nie mogłam przyjechać i popatrzeć, jak sobie radzisz, ale niestety robota i dodatkowo paskudna grypa to nie jest wymarzony moment na wyjazdy. Niemniej gratuluję i życzę dalszych sukcesów ;)

    Odpowiedz
  • asia

    Ślicznie Chenaro wyszedł na tych zdjęciach. <3 Fajnie, że masz możliwości zdobywać doświadczenie w konkursach poza granicami i porównać zawody w Niemczech i w Polsce.

    Odpowiedz
  • ASIA

    To już wiemy co Czarek robił w boksie dopingowym… nie chciał być sam :)

    Odpowiedz
  • Michał

    Życzę wam w lipcu lepszych wyników i mocna trzymam kciuki :) Powodzenia

    Odpowiedz
  • konik6628

    Super brawo :D

    Odpowiedz
  • justii

    zapewne nie tylko ja szczerze zazdroszczę ci doświadczenia jakie dzięki temu możesz zdobyć no i,że masz takie możliwości, trzymam kciuki bardzo mocno za kolejne działania :D :* od pewnego czasu zastanawiam się ,czy twoja mama kręcąc filmiki z crossu “goni cię” z kamerą,czy kros jest w pewnych punktach tak dobrze widoczny?

    Odpowiedz

DODAJ KOMENTARZ? USUŃ ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.