Horror koło Paszkowa

Przyjechałam dzisiaj z tatą wcześniej o godzinę i nie mając co robić poszłam z Pandą i Jankiem, popatrzeć jak oni skaczą parkury na łące. Tzn oni byli na koniach a ja na nogach. Szliśmy w kierunku łąki, gdy z leśnej drogi, z boku wybiegł dzikim pędem gruby chłopak piszcząc z przerażenia. Za nim jechała samochodem jego mama. Wyglądało, jak by go goniła. Konie Pandy i Janka jak usłyszały ten pisk, zaczęły się płoszyć. Dlatego oni poszli jak najszybciej na plac, żeby być jak najdalej od tej pary. Ja przyglądałam się scenie która się przede mną rozgrywała z niedowierzaniem. Zastanawiałam się o co w tym chodzi?!

Jak ta mama już go dogoniła tym samochodem, wysiadła i zaczęła krzyczeć jak on mógł jej stłuc szybę w samochodzie. Wzięła leżący nieopodal kij i zaczęła tego chłopaka gonić! Gdy on się od niej oddalił, znowu wróciła do samochodu i zaczęła go gonić samochodem. Znowu go dogoniła, wysiadła i zaczęła go szarpać. Co dziwne z jednej strony go szarpała i biła a z drugiej strony krzyczała, żeby wsiadał do samochodu.

Później przyjechał trener i musiałam pomóc mu przestawiać przeszkody, więc nie obserwowałam co działo się dalej. Ale widziałam, że w końcu ten dzieciak (chociaż wyglądał na ok 17 lat, więc nie taki dzieciak…) wsiadł do samochodu i odjechali razem.

Później dogadałam się z innymi, że ten chłopak którego widziałam, jest podobno upośledzony i często jest widywany w tym lesie koło naszej łąki skokowej. Wiele ludzi wie, że jak on jest gdzieś na horyzoncie, to trzeba pilnować koni, bo on czasem potrafi się do nich rzucić :( Scena ta jednak była dla mnie zupełnie jakaś nierealna. No bo z drogi leśnej wybiega człowiek, którego mama goni samohcodem…? Kto by się spodziewał czegoś takiego? Dodatkowo on miał rozwalony jeden policzek.

Później, jak szykowałam Rysia była ładna pogoda, więc stwierdziłam, że będę w samej bluzce na treningu. Niestety w czasie jazdy deszcz zaczął kropić, po czym padał coraz bardziej. Pojechałam do stajni wziąć kurtkę, a wtedy deszcz zaczął tak lać, że nie mogłam wyjść ze stajni. Poczekałam z dziesięć minut i wtedy się rozpogodziło. Wsiadłam na Rysia i jak zaczęliśmy kłusować, to znowu zaczęło lać. Byłam załamana, bo byłam cała mokra a jeszcze czekała mnie jedna jazda. Nie było zatem fanie…

Na Sojuzie już nie padało, było słoneczko. Pani Basia na szczęście zapomniała, że mieliśmy na dziś nauczyć się programu P4, o czym ja też zapomniałam… Zamiast tego ćwiczyliśmy elementy: kółeczka, wężyki i takie tam. Skończyłam wcześniej, bo Pani Basia uznała, że bardzo ładnie chodził, więc nie było po co go męczyć. Podobało mi się, że nie podnosił mi w ogóle głowy przy zagalopowaniu.

Po jeździe musiałam przesypać w pojemniki paszę dla Sojuza, bo on w czasie sezonu zawodniczego musi jeść Competition Concentrate, a gdyby ta pasza stała po prostu w workach koło boksu, po kilku dniach myszy by ją pocięły na wióry. Dlatego trzeba było kupić specjalnie po to pojemniki plastikowe i tą karmę przed myszami tym sposobem zabezpieczyć.

Jutro mam jazdę na jednym koniu, ale na szczęście skoki! Na Rysiu gościnnie będzie jeździł Robin (cześć Robin!). W piątek o 6.00 Ryś wyjeżdża do Koszalina…

A 1 maja będziemy jechać lokalne skokówki o Puchar Grodziska Mazowieckiego, może z kilometr koło mojego domu! Zawody będą w Kuclandii, więc ja z moim “kucysiem” Smoczkiem będziemy tam wyglądać jak Guliwer w krainie liliputów :)

Komentarze

16

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.