Przez ostatnie dni byłam bardzo zajęta dlatego nie udało mi się znaleźć czasu na napisanie postu… Początkowo planowałam to zrobić w czwartek lecz powierzono mi zadanie upieczenia babeczek za ostatni upadek z konia na drogę do Strzegomia. Robiłyśmy je aż do pierwszej w nocy razem z Olimpią, która u mnie wtedy nocowała. Przynajmniej wyszły bardzo dobre :P W piątek z kolei zajechaliśmy stosunkowo późno, trzeba było objeździć dwa konie i przygotować się do startów , a wczoraj to sami możecie sobie wyobrazić co ze mną było po czterech tak emocjonujących startach…
Zaczynając od początku wczorajszy dzień zaczął się bardzo wcześnie, bo około 5.30 rano. W ten sposób już po śniadaniu byłyśmy w stajni trochę po 6.30. Mój pierwszy start na Scottym był ustalony na 8.28, a żeby móc się spokojnie rozprężyć miałam siedzieć na koniu jakieś 50 min wcześniej. Na szczęście udało nam się wyjechać dalej od koni na trawę gdzie w końcu mogłam zacząć normalną pracę. Głównie były to przejścia, przez które miałam Timona dostać do ręki, zaledwie kilka ustępowań, potem znów przejścia tyle, że kłus, galop i znów kilka kontrgalopów. Z tego co czułam i jak to wyglądało czworobok zapowiadał się całkiem udany… i w sumie byłby gdybym znów czegoś nie schrzaniła :/
Jak sami zobaczycie na filmie, przez cały czas Timi był ładnie ustawiony, większość ruchów też była udana (oprócz cofania, ale tego się jeszcze nie nauczył), nawet galop w prawo był ładny, bez machania głową i przeganaszowania się. Do tego mi się też czworobok jechało całkiem dobrze. Niestety po dodanym galopie w lewo, gdy przyszedł czas na kontrgalop (teoretycznie ten lepszy) zabrakło łydki. Tak jak trener później mówił pół koła dziesięciometrowego jest po to żeby konia zebrać, osadzić na zadzie i zmagazynować, ja natomiast troszkę go przespałam czego efektem było późniejsze przejście do kłusa. W tamtej sytuacji w sumie nie wiedziałam zbytnio co mam robić, czy jechać cały czas kłusem czy próbować zagalopować, a gdy zagalopuje na złą nogę to jeszcze raz czy nie. Ja próbowałam aż pięć razy tyle, że Timiemu jakoś nie odpowiadała opcja zagalopowania na lewą nogę, przez co w ocenia sędziowskiej tez spadły mi noty za skuteczność używania pomocy jeźdźca. W efekcie dostałam 58,4 punktów karnych, w tym w dwóch ruchach raz po 3 i raz 1 i 0, zawsze musi być ten pierwszy raz :P
W konkursie 1* były 33 konie więc drugi przejazd miałam dopiero o 11.15. Podczas prawie dwu godzinnej przerwy pomiędzy startami wybrałam się z mamą obczaić kilka przeszkód krosowych, ale o nich opowiem w następnym wpisie :P Co do rozprężenia na Sojuzie było ono z jednej strony przyjemne, ale z drugiej mocno męczące. Mogłam co prawda bez obaw przejeżdżać obok koni, a nawet na nie wpadać (na małym placu rozprężały się konie do trzech klas- zderzenia były nieuniknione), ale też Sojuz był jakoś dziwnie ospały, a wyobrażacie sobie co znaczy dojeżdżać non stop 700 kilowego zwierza :P Na szczęście gdy objeżdżałam dodanym kłusem czworobok troszkę się podpalił więc dalej nie było już tak ciężko.
Co do samego przejazdu uważam go za całkiem udany, co prawda zdarzały się drobne niedociągnięcia (zad odjechał przy zatrzymaniu na linii środkowej, przed zatrzymaniem po ustępowaniu się poślizgnął przez co zadarł łeb itp.). Trener mi też powiedział, że za mało skracałam po dodanym galopie na półkolu, ale pamiętając ciągle przejazd Timiego nie chciałam aż tak zwalniać, no i w samym kontrgalopie dawałam o wiele więcej łydek. Przejazd na Sojuzie był też o wiele bardziej dokładny, starałam się by wszystko było w literkach, przy kółkach 10 metrowych w galopie pamiętałam żeby nie dojeżdżać do ścian, zatrzymania były na liniach środkowych. Składając to wszystko do kupy osiągnęłam wynik 49,4 :) Zasłużyłam bo po samym przejeździe czułam się jakbym przebiegła właśnie maraton :P
Po dłuższej przerwie przyszedł czas na skoki. Specjalnie na Timim wyjechałam ze stajni koło 50 min przed początkiem konkursu żeby złapać jakiś moment kiedy nie byłoby zbyt dużo koni na placu. Niestety nawet pomimo zaledwie trzech koni na rozprężalni coś Timiego wyprowadziło z równowagi. Nie do końca wyłapałam co to było. Skoczyłam kilka razy przeszkody, ale w pewnym momencie po przeszkodzie Timi postanowił nagle skręcić w prawo, a ja zostałam z chęcią jazdy prosto – ale sama… Teraz jest to całkiem śmieszne ale wtedy byłam szczerze zła i sfrustrowana, do tego bolał mnie tyłek… :P Timi był mocno zdenerwowany i to połączenie moich i jego emocji zadziałało bardzo niedobrze na skoki.


Przejazd na Timim najchętniej bym pominęła. W sumie nie wiem dlaczego kucyk zrzucił tyle razy. Ze dwa razy rzeczywiście było za blisko, ale dałoby się z tego wyratować. Po A, ja byłam zupełnie zdekoncentrowana po upadku (np. znowu musiałam biec szybko do karetki, starać się zdążyć z tym wyrobić przed startem a to dekoncentruje), po B bardzo możliwe że stało się tak też przez wędzidło. Na treningu na cygance skakało się super, Timi latał jak samolot, a do tego miałam nad nim całkowitą kontrolę, tak teraz jakby nie dawał z siebie wszystkiego. Możliwe, że w tak stresującej sytuacji ja byłam też bardziej zestresowana więc mocniej nim działałam, albo trzymałam go w skoku… W każdym razie mamy całą zimę żeby nad tym pracować.
Zmienić konie musiałam w bardzo szybkim tempie, a na plac jechałam kłusem, ale na szczęście zdążyliśmy się rozprężyć na czas. Przed startem dosłownie czułam jak żołądek podchodzi mi do gardła.
Pamiętałam, że pan Łukasz po moim pierwszym przejeździe powiedział, że na jedynkę i dwójkę najechałam na Timim za szybko więc teraz specjalnie galopowałam trochę wolniej- okazało się potem z kolei, że za wolno… :P Jak sami usłyszycie na filmie mama chciała już żeby Trenejro krzyknął żebym dodała, ale dobrze wiedział, że 5 fuli w lini 3- 4 Sojuza idealnie obudzi, i tak się stało. Do tego do trójki wyszło mi za blisko więc później musiałam mu sprzedać lekkiego kopa. Reszta parkuru była bardzo fajna, jedynie do dziewiątki musiałam Sojuza trochę rozciągnąć bo zrobiło się za daleko. Niestety zaskutkowało to zrzutką na ostatniej przeszkodzie! Smok zrobił się długi przez co też płaski a podczas tego krótkiego zakrętu nie zdążyłam go wystarczająco zebrać. Ale i tak byłam z niego bardzo zadowolona, bardzo się starał nie dotknąć drągów, czasami gdy było za blisko aż czułam jak musi się wykręcać żeby tylko nie zrzucić. Słodziak <3
Wczoraj, a raczej dzisiaj wróciliśmy z zawodów ok 1 w nocy, więc mam nadzieję, że darujecie mi że o krosie napiszę później.







Komentarze
zuleex
wydaje mi się, że jadąc na Sojuzie nie powinnaś porównywać tego do tego jakie błędy popełniłaś na Scottim, tym bardziej, że często pisałaś, że są to 2 różne konie..to taka rada, nie hejtuje Cie ani nic ;)
zebrazklasa
No właśnie nie powinnam. Ale siłą rzeczy jak się jedzie na jednym a potem na drugim, to wrażenia się mieszają i to mnie myli.
Atena
Widziałam to na żywo :) mijałam cię nie raz w ośrodku :) twojego przejazdu na crossie nie widziałam bo musiałam swojego konia ogarnąć po starcie ale słyszałam że było OK :P
asia
No każdemu zawsze zdarzają się wpadki. Macie całą zimę żeby się ze Scottym “dotrzeć”. W następnym sezonie na pewno będzie lepiej. A przejazdy na Smoku piękne <3 Mam pytanie które miejsce na Scottym a które na Smoku?
asia
* każdemu zawsze no ja to pięknie potrafię napisać. Oczywiście miałam na myśli każdemu czasami :D
zebrazklasa
Smok 5te miejsce, Scotty 28me…
drimevy
Nie lepiej na Scottiego zastosować jakieś łagodniejsze wędzidło zamiast ostrzejszego? Strasznie się przeganaszowuje, może jednak łagodniejsze byłoby lepsze dla jego pyska, łatwiej by je zaakceptował?
zebrazklasa
on się ganaszuje na każdym wędzidle
Agata
a ja mam pytanko z innej beczki. od dłuzszego czasu (po poważniejszym upadku) poszukuję jakiejś w miarę fajnej kamizelki.jaką polecasz? jakiej firmy jest kamizelka na powyższych zdjęciach?ważne żeby była w miare wygodna, żeby jednak nie zahaczać nią o siodło :< proszę o pomoc :) z góry dziękuję za podpowiedź,pozdrawiam :D
zebrazklasa
Akurat na tych zawodach po raz pierwszy miałam na sobie kamizelkę marki Komperdell. Do tej pory używałam segmentową z decathlonu, ale ta jest zupełnie inna, zrobiona ze specjalnej pianki, profilowana z przodu i dopasowująca się do sylwetki, z wszystkimi atestami jakie potrzeba. Niestety bardzo trudno kupić ją w Polsce. tu jest link do producenta: http://www.komperdell-reitsport.com/de/damen/6136_02.php
Natomiast nie mam zbyt wielu doświadczeń z kamizelkami, oprócz tego, że przyzwyczaiłam się do tego, że wszystkie bywały niewygodne. Dlatego ta obecna jest znacznie bardziej wygodna i to jest największa różnica.
Agata
dziękuję ślicznie za pomoc :)
ami
Ile masz ogłowii dla Timiego? :D Ostatnio miał chyba inne :3
Używasz takiego samego sprzętu i szczotek do Smoka i do Tima? :D
zebrazklasa
Te same szczotki dla obu, bo bym się w życiu nie zmieściła w pakę, mają różne ochraniacze skokowe i różne czapraki. Ogłowi dla Timiego miałam dwa na te zawody, bo miałam tak mało czasu że nie zdążyłabym się przepiąć z wędzidłami.
Bronisław
Bardzo podziwiam za pasję! Nigdy nie miałem okazji ujeżdżać konia, ale słyszałem że to świetne! Ponoć między ludźmi a tymi czworonogami możliwa jest silna więź porównywalna do miłości, to prawda? Czyżby koń mógł być najlepszym przyjacielem człowieka?
zebrazklasa
Jeśli poczytasz dokładnie mojego bloga, to sam dojdziesz do wniosku czy to jest miłość do koni czy nie :)
zebrazklasa
natomiast co do najlepszego przyjaciela, każdy ma takiego jakiego sobie wybiera. Ja mam konie, inni psy, a jeszcze inni koty, albo świnki morskie ;)
ami
Czemu używasz innych czapraków do Smoka i Tima? :)
zebrazklasa
Bo konie się pocą i po jeździe czapraki są mokre. Więc każdy ma osobne.
andrzej99999
Witam powiem szczerze, że ja bardzo lubię tematykę koni i nawet sam bardzo często jeżdżę, na pobliską stadninę, żeby móc trochę pojeździć. Uważam, że to świetna rozrywka i każdy powinien tego spróbować, ponieważ jazda konna strasznie potrafi wciągnąć. Idzie się w tym sporcie zakochać.
asia
Gosiu mam do ciebie może trochę banalne pytanie: odnośnie tak bardzo znanego ” palce do konia!”. W stajni, w której obecnie jeżdżę, instruktorka ciągle zwraca mi uwagę i na siłę każe mi dawać palce do konia. Zauważyłam, że ty i wielu jeźdźców jeżdżących nawet międzynarodowe konkursy w ogóle tego nie stosuje. W poprzedniej stajni gdzie jeździłam instruktorka mówiła nam, że pozycja stopy w strzemieniu ma być naturalna ,żeby na siłę się nie spinać i nie blokować mięśni.I takie moje pytanie: jak tobie trenerzy odnośnie tego kazali robić? Dawać te palce do konia czy nie? Bo mi niezwykle trudno dodaje się łydkę, kiedy cały czas muszę zwracać palce do konia i pilnować tego. Pomóż!
zebrazklasa
Długo zastanawiałam się nad twoim pytaniem (na pewno nie chciałabym wchodzić pomiędzy ciebie i twojego trenera) , muszę nawet przyznać zapytałam o zdanie mojego trenera i obserwowałam siebie sama na treningu szczerze mówią to sama do końca nie wiem po co są te palce ale skoro jest to stosowane na całym świecie to na pewno do czegoś służą- lepsza równowaga albo ślad bezpieczeństwa, przeczytałabym w jakiej książce ale nie mam w Sopocie… tak jak na siebie patrzyłam to zauważyłam ze ja mam raczej stopę równolegle do konia, co po tak długim czasie jeżdżenia stało się dla mnie naturalne. W takiej sytuacji kiedy jest mi to potrzebne mogę odchylić palce na zewnątrz bo potem same wracają- mam jakby inna postawę. Oczywiście jak mój trener zauważył wszystko zależy jak bardzo cię trenerka zmusza i w jakim stopniu masz te palce na zewnątrz (w tym wypadku mi zbytnio nie pomógł :P). Co do tego że nie możesz działać łydką to może ci pomóc jeżeli ją odrobinę cofnięte, wtedy ona powinna się ładnie ułożyć równolegle do konia ( jeszcze zależy jakie masz siodło i jak grubego konia :P). Niestety to tylko tyle co mogę ci powiedzieć, jeżeli dowiem się czegoś nowego to na pewno dam znać :)