Jak zwykle far far away (bez internetu)

Taki dzień jak dziś, to w zasadzie zawsze wygląda podobnie. Miałyśmy wyjechać o 6.00 ze stajni, ale wyjechałyśmy o 7.30. Na szczęście odległość była mniejsza niż do Jaroszówki, więc jechałyśmy 6,5 godziny (z czego ja przynajmniej w połowie spałam). Amurat zachowywał się jak normalny koń, pomimo, że jest ogierem. Wyjątkiem były ostrzejsze zakręty gdy dawał wyraźnie znać kopaniem, które słyszałyśmy w środku samochodu, że jest niezadowolony.

Miałyśmy też problem z trafieniem do stajni. Często te zawody organizuje się w gospodarstwach ukrytych w środku lasu. Tak np. jest z KJ Pieńki i tak jest tu.  Trzeba było niezły kawałek jechać leśną drogą, żeby dojechać.

Na miejsce przybyłyśmy przed 15.00 (ale nie stawałyśmy po drodze na dłużej niż 10 min).  I od razu zauważyłyśmy, że na drodze są ludzie zmierzający do stajni na spacer, że w okolicach stajni stoją „lokalesi” z dziećmi. Czyli są to zawody z kategorii największej lokalnej rozrywki od miesięcy. Bardzo lubię taki typ zawodów, bo ludzie są wszystkiego ciekawi, ale też bardzo mili. Zawsze są w okolicy obserwatorzy, którzy pokazują dzieciom np. „o patrz jaki konik ładnie uczesany” :) . Albo na przykład biją brawo gdy przeskoczysz przeszkodę krosową :). Śmieszne to, bo człowiek się tak czuje jak by był na występach. Ale fajne to jest.

Okazało się, że mamy 1,5 godziny do oglądania krosu. Więc pojechałyśmy coś zjeść do Czerska, oraz odszukać nasze gospodarstwo agroturystyczne w którym śpimy. Okazało się, że mieszkamy nad samiuśkim jeziorem, można by było się w nim wykąpać, ale my tylko zdążyłyśmy zostawić jedzenie w lodówce i pojechałyśmy z powrotem do stajni. Zdążyłyśmy akurat gdy wszyscy oglądali pierwszą przeszkodę krosu.

Kros ma pewne elementy, których się obawiam. Jest taki przejazd przez wodę który prowadzi na skos do wąskiej kłody, a po niej trzeba na skos dojechać do jeszcze węższej kłody. Nie podoba mi się to. Ale są też śmieszne przeszkody w klasie P. Na przykład jest taka malowana brama.

Niektórych przeszkód de facto nie było jeszcze jak oglądaliśmy kros. Powiedziano nam tylko jak będą wyglądać i mniej więcej gdzie będą stać.

Po oglądaniu krosu był trening ujeżdżeniowy.

Muszę koniecznie bardziej podstawiać zad Smoka. Denerwuję się jutrem. Wolałabym jakby już był dzień krosowy. Na treningu oprócz Ani na Morświnie była też Panda

i Suseł:

Po treningu poszłyśmy jeszcze raz oglądać kros (już bez trenerów). W tym czasie mama korkowała Smoka. Do samego wieczora nic nie było wiadomo o listach startowych. Jak już się jednak pokazały okazało się, że jest wiele znanych osób, w tym takich co zajęły bardzo dobre miejsca w zeszłym tygodniu w Sopocie. W mojej kategorii jedzie 25 osób, w tym trener na Arsynie (w Sopocie był na niej drugi…). Ujeżdżenie zaczynam o 11.50, a skoki mają się zacząć o 16.00 od grupy P, więc ja mam szansę być ok 17.00 na parkurze. Dobre z tego, że jutro nie musimy wstawać na poranne karmienie, bo Królik powiedział, że „to tylko 8 koni to spokojnie da radę…”. A teraz pora spać. Do jutra!

PS Mam OGROMNY problem ze znalezieniem miejsca z internetem. Dlatego wpisy mogą być uzupełnione zdjęciami i filmami dopiero w niedzielę, jeśli nie uda mi się wcześniej znaleźć jakiegoś hot-spota…

Komentarze

3

DODAJ KOMENTARZ? USUŃ ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.