Miłe zaskoczenie

Przez ostatnie pięć dni zrobiono mi małe przymusowe wakacje- od poniedziałku do piątku byłam na wyjeździe klasowym, który teoretycznie nazywa się Zieloną Szkołą, ale tradycyjnie powinno się na niej głównie odpoczywać podczas gdy my mieliśmy ambitny plan (który w sumie udało się osiągnąć) przerobienia całego działu z biologii, a mianowicie ekologii. W związku z tym na każdy dzień (oprócz piątku, bo tego dnia o 13.00 wyjechaliśmy) było zaplanowane około 7 godzin wykładów i zajęć ekologicznych. Co dziwne musze powiedzieć, że nawet pomimo tylu zajęć udało mi się trochę wypocząć. :) Głównie dlatego, że mogłam poprzebywać z rówieśnikami, a także dzięki odcięciu się od mojego codziennego życia, w tym też od koni. Niestety nawet jeżeli się coś kocha robić, czasem trzeba po prostu od tego odpocząć żeby naładować baterie, bo przecież jak sami wiecie ta droga nie jest usłana różami i też potrafi dać ostro w kość.

W każdym razie po powrocie biorąc pod uwagę, że już w poniedziałek lub wtorek wyjeżdżamy do Strzegomia na zawody, od razu po zjedzeniu obiadu wyruszyłam do stajni, żeby zająć się wszystkimi trzema kucykami…

Samo „zajmowanie” się chłopcami zajęło mi dość długo, bo musiałam ich trochę powyprzytulać, powydrapywać (szczególnie Czarka bo to uwielbia), ale już gdy przeszłam do jazd przeżyłam duże pozytywne zaskoczenie… Nie wiem jak Wy, ale zazwyczaj gdy wracam do treningów po dłuższej przerwie czuję się dosłownie jakbym nie jeździła przez kilka lat i przez pierwsze jazdy współczuję koniom, że muszą wozić na sobie taki worek kartofli… :P Tymczasem teraz wystarczyło pojeździć 10 min żeby wyglądało to przyzwoicie :)  (możliwe że dlatego, że tym razem nie myślałam zbyt dużo co będzie po powrocie, dzięki czemu nie nastawiłam się że pierwsze treningi będą słabe).

Z założenia przeznaczyłam te trzy jazdy na mój rozruch oraz powrotne przyzwyczajenie się do siodła i koni (szczególnie, że podczas mojej nieobecności jeździł na nich Trenejro, więc mogły się trochę zmienić). Tak więc nie robiłam niczego konkretnego. Jako pierwszego wzięłam Timona- strategicznie, bo on najmniej wybija i jest w sumie najmniej nieprzewidywalny, tak więc łatwiej było mi się ogarnąć. Kucyk na początku trochę pędził, ale gdy już przypomniałam sobie jak się hamuje konia- trzyma ciałem i wolniej anglezuje, już było ok. W kłusie chodził bardzo fajnie ponieważ był rozluźniony, z szyją w dole, niestety trochę się usztywniał w galopie, ale nie chciałam się do niego przyczepiać jeszcze nie do końca będąc świadomym swojego ciała (bo mogło to być spowodowane właśnie przeze mnie), tak więc popracowałam na przejściach dzięki czemu trochę odpuścił… i do domu :)

IMG_2328

Następnie postanowiłam pojeździć na Czarku i podczas tej jazdy doświadczyłam rzadkiego zjawiska gdy po przerwie jeździ się na koniu lepiej niż przed. Szczególnie widoczne było to w galopie ponieważ wreszcie załapałam w jaki sposób mam ułożyć ciało żeby zarówno mi jak i kucykowi było wygodnie. Okazało się, że muszę robić trochę większą kaczkę z pleców i utrzymywać tułów trochę bardziej z przodu, aby mieć zachować pion. Przed przerwą wpadałam w błędne koło ponieważ gdy kucyk zaczyna przyśpieszać ja starałam się utrzymać ciałem odchylając tułów trochę do tyłu przez co zaburzałam równowagę i koń zaczynał mi tym bardziej uciekać spod tyłka. Tymczasem wystarczyło pozostać w pionie i trochę bardziej zaprzeć się w strzemionach… i działa :D. Dzięki temu udało mi się nawet rozluźnić kucyka w galopie i pozostać w nim do końca jazdy, co już dawno nie miało miejsca bo zwykle już po chwili rozluźnienia Chenaro znów się spinał i tak w kółko. Tak więc ogólnie jazda była super :D

Jako ostatni poszedł na jazdę Sojuzik i tak jak w stępie był to ten sam koń, tak gdy zakłusowałam, a potem zagalopowałam odczułam dużą równicę. Przez pierwsze pięć minut kłusa zastanawiałam się jak to możliwe, że kucyk wydaje mi się z przodu jakiś taki krótszy i wyższy. Trzeba przyznać Trenejro trochę podrasował Smoka, bo zacznie bardziej się podstawiał, był lekki na wodzach a także stał się bardziej reaktywny na pomoce. Zapewne opanuję te sztukę dopiero za kilka lat, ale jak na razie mogę się przynajmniej cieszyć z jej efektów. Niestety pod koniec jazdy wróciły trochę moje dawne nawyki, tak więc zaczęłam mieć większy kontakt na wodzach (za co jestem na siebie trochę zła), ale pomimo tego kucyk wykonywał wszystkie ćwiczenia bardzo dobrze, więc nie było powodu żeby go bardziej męczyć… :)

I tak pomimo tego, że jazdy były dość krótkie i tak zeszło mi się w stajni dłużej niż do 21.30- kucyki potrzebowały dużo miłości… :P

11639315_692135734224111_720216136_o

Komentarze

19

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.