Nasza nocna podróż do Strzegomia zaczęła się przed 10 wieczorem w poniedziałek, kiedy to ja i Agatka miałyśmy być w stajni już z przygotowanymi pakami do ładowania i zaczynać ogarniać konie do wyjazdu. Udało nam się spakować w godzinę, co uważam za bardzo dobry wynik, ponieważ w międzyczasie mieliśmy drobne problemy ze zmieszczeniem pak i siana w koniowozie (stajenni nie mieli kostek siana w magazynie, więc musieliśmy załadować cały balik i jakoś go pomieścić z 2 pakami), ale w końcu się udało. Początkowo myślałam, że pierwsze co zrobię po wejściu do koniowozu to pójście w kimkę na całą podróż do Strzegomia, tymczasem dopiero gdy doszła około 1.30 w nocy stwierdziłam, że czas najwyższy żeby się przespać, bo bałam się, że następnego dnia po prostu padnę. Tak więc dosłownie kilka sekund po zamknięciu oczu zasnęłam.
Szczerze mówiąc Strzegom zastaliśmy w okropnym stanie, ponieważ podczas całego rozładunku musieliśmy się borykać z ulewą, która ustała dopiero koło 10.00. Gdy przyjechaliśmy wyglądało jakby nigdy nie miało przestać padać, w związku z czym mocno się obawiałam w jakim stanie zastaniemy cross (podłoże na trasie crossu jest w większości z gliny). Na szczęście jednak w końcu pojawiło się słońce, a my po skończeniu rozładunku i nakarmieniu biednych, zmęczonych kucyków, mogliśmy iść coś wszamać.
Pierwszy trening zaczął się około 12.00. Z założenia poranne jazdy miały być trochę lżejsze i bardziej skupiające się na zapoznaniu koni z nowym miejscem oraz rozluźnieniu ich. Jako pierwszy poszedł na jazdę Chenaro i pomimo początkowego spięcia jazda była całkiem przyjemna. Głównie robiliśmy dużo przejść i różnej wielkości kół, które miały na celu podstawienie Czarka, oraz to żeby przestał się usztywniać i zapierać szczególnie na prawej wodzy. Pod koniec jazdy udało się go nawet rozluźnić w galopie, jednak dopiero po tym jak zrozumiałam, że de facto to ja prowokuję konia do zapierania się na wodzy, ponieważ zamiast wykonywać półparady i odpuszczenia zaczynam mieć coraz mocniejszy kontakt, przez co kucyk ma się na czym powiesić. „Zaczynaj najpierw od siebie”- kiedyś się nauczę.
Na następną jazdę wzięłam Timonka i podobnie jak podczas pierwszej na początku nie chciał odpuścić, był usztywniony w szyi i plecach (tym razem w mniejszym stopniu było to spowodowane moją ręką) dlatego zaczęliśmy pracować na bardzo małych kółkach, na lekkim kontakcie, tak żeby kucyk mógł się wyciągnąć do dołu. Wreszcie gdy udało nam się to osiągnąć, nagle kucyk zaczął jakoś mocniej wybijać – takie uczucie w przypadku Timona oznacza, że rozluźnił plecy i zamiast kłusować używając tylko nóg, zaczął też używać całego ciała w tym również grzbietu (jeżeli tak on ma chodzić na co dzień, to nie będę już miała żadnego wygodnego konia :P).
Jako ostatniego wzięłam Sojuzika, który już tego dnia miał mieć tylko spacer (bo poprzedniego dnia skakaliśmy plus transport), więc ta jazda musiała być trochę mocniejsza niż dwie poprzednie. Trzeba przyznać, że rzeczywiście była tyle że bardziej dla jeźdźca niż dla konia. W ciągu jazdy dowiedziałam się, że mój zbyt duży kontakt na wodzach (niestety zamiast pozwolić koniowi samemu się nieść, chcę utrzymać go w ustawieniu przy pomocy dużego kontaktu) nie pozwala koniowi iść do przodu- czyli jednocześnie go jadąc do przodu łydkami i dosiadem, hamuję go wodzami. Niestety łatwo się mówi, ale trudniej jest zapanować nad swoimi nawykami, tak więc pomimo, że starałam się do końca jazdy zapewne jeszcze miałam trochę zbyt mocny kontakt, ale było już znacznie lepiej. Moim planem na czworobok było żeby koń był zebrany, podstawiony, a przede wszystkim energiczny, ale szczerze mówiąc nie wiem jak miałabym tego dokonać, bo jak na razie siły na utrzymanie tego konia w kupie wystarczy mi zaledwie na linię środkową :P. Ale start dopiero w jutro więc może do tego czasu zdarzy się jakiś cud.
Następne jazdy miały się zacząć około 17.00, tak więc miałyśmy dużo czasu, co oznaczało że po obiedzie można było się trochę przespać. W sumie ja to niezbyt miałam w planach zasnąć, ale jakoś tak wyszło, że gdy położyłam się na łóżku po prostu odpłynęłam… Gdy otworzyłam oczy okazało się, że jest już godzina 18.40 co oznaczało, że już powinnam siedzieć na drugim koniu…
Na szczęście Ewcia, która przyjechała na zawody specjalnie żeby mi pomóc, bo nie ma moich rodziców, była czujna- Scotty już wcześniej chodził na ląży, a Chenaro czekał już osiodłany, więc od razu mogłam wsiadać. Po przyjechaniu na rozprężalnię obeszło się bez większego ochrzanu, ale i tak przez całą jazdę miałam wyrzuty sumienia przez co też byłam trochę spięta, co z kolei skutkowało usztywnieniem Czarka. Tak więc przez pierwsze 10 min musiałam się sama ogarnąć, żeby dopiero po tym czasie móc zacząć pracować normalnie nad koniem. I ogólnie trening był bardzo przyjemny, nareszcie załapałam w jaki sposób mam Czarka rozluźniać- długie półparady z przyciśniętą łydką i dopiero gdy odpuści szyją ja odpuszczam ręką. W ten sposób porobiliśmy kilka elementów z czworoboku, w tym ustępowania, dodania w kłusie i galopie oraz kontrgalopy. Co do tego ostatniego również nareszcie zaczęłam bardziej zakręcać łydką (drugą niż tą na którą nogę galopuje koń) niż ręką i okazało się że wtedy potrafię robić nawet 10 metrowe wolty bez zmiany nogi :D!
Dzisiaj startowałam już o 10.00 na Chenaro i na razie powiem tylko, że nie był to najlepszy czworobok, bo zarówno ja jak i Czarek nie byliśmy w pełni skoncentrowani na przejeździe. Ja nie mogłam się skupić, kucyka rozpraszały wszystkie krzaczki i doniczki dookoła czworoboku… Teraz mam start o 12.56, więc muszę już iść. Trzymajcie kciuki! :)





Komentarze
justii
my za was zawsze trzymamy !! z teqo wynika, ze robisz po dwie jazdy przed startem tak?
Werka
Powodzenia! Pierwsze zawody na 3 koniach?
asia
Powodzenia!!! trzymam kciuki za skoki i kros! :)
Ola
Powodzenia, wszyscy mocno trzymamy za Was kciuki! ;)
wiktoria
Powodzenia trzymam kciuki!
Różne pasje
Powodzenia! :)
Natka
Jesteś świetna. Trzymam kciuki !!! Podasz snapa, czy to twój prywatny ??
Hania Sikorska
Mam nadzieję że to będą dobre przejazdy i komentator powie 0 punktów karnych czas w normie!! Powodzenia
Marysia
nie jestem pewna Gosiu, ale chyba powinno się pisać: ‘lonża’ zamiast ‘ląża’ :))
+ na pewno wszystko będzie dobrze i wkrótce NA PEWNO nauczysz się tego ważnego zdania, którym pewnie uczysz i podbudowujesz nie tylko siebie samą, ale także nas -” Zaczynaj najpierw od siebie” :)
Kasia
Uwielbiam czytac Twojego bloga, jest naprawdę po prostu swietny :) Rzadko kiedy zdarza mi się cos chcwalic, szczegolnie to jak ktos pisze, ponieważ jestem polonista, jednak Tobie naprawdę muszę zlozyc uklony i najszczersze gratulacje :) Twoje teksty to parafrazujac przysliowie, miod dla moich oczu :) Trzymam kciuki i pozdrawiam :)