Dzisiejszy dzień zaczął się… dość wcześnie i stosunkowo nudno. Standardowo wyjechałyśmy ze stajni około 9.00 a w Bogusławicach byłyśmy przed 11.00. Do 13.00 łaziłam po wszystkich stajniach, zwiedzając niespodziewanie duży teren. Nie można było jeszcze wejść na kros, tak więc jak tylko nadarzyła się okazja na napełnienie swojego żołądka, od razu ją wykorzystałam idąc na obiad.
O 16.00 umówiłam się z trenerem Michałkiem na oglądanie trasy krosu, a o 18.00 miał być przegląd, tak więc jeszcze przed oglądaniem musiałam zrobić korki. L Donkaserowi tez się to nie podobało dlatego (pod pretekstem owadów) kręcił łbem i szyją ile wlezie. Muszę jednak przyznać że fryzura wyszła mi całkiem ładna (jak na moje możliwości), dlatego pełna dumy ruszyłam na spotkanie z trenerem.
W Bogusławicach kros jest położony na jednym dużym placu, w związku z czym żeby osiągnąć te 2 tyś metrów, nasza trasa jest pełna zakrętów i zawijasów. Jedynej przeszkody jakiej się obawiam jest taka czarna, wąska i całkiem duża kłoda, którą się skacze lekko pod górę. Reszta jest stosunkowo prosta :)
Przed przeglądem oczywiście trzeba się jeszcze odpicować. Tak więc dzikim pędem wróciłam do stajni, tak żeby zdążyć jeszcze wyczyścić kopytka, naoliwić je, nabłyszczyć ogon… i co zastaję? Donka, który jest cały w sianie i moje artystyczne korki gruntownie rozwalone. 40 min do wyjścia a ja jestem w rozsypce! Na szczęście koleżanka pokazała mi wcześniej jeden chwyt dzięki któremu całkiem szybko poradziłam sobie z odnową moich korków. Jeszcze nigdy nie widziałam żeby koń miał na sobie tyle żelu do włosów, ale przynajmniej wszystko się w miarę trzymało :)
Przed przeglądem stępowałam i kłusowałam jeszcze przez jakieś 20 min. Wszystko byłoby super gdyby nie to że w momencie w którym pani powiedziała : „przygotowuje się Donkaster”, uświadomiłam sobie że nie mam przy sobie paszportu konia!. Dzikim pędem oddaje przypadkowej osobie konia i biegnę do stajni. Oczywiście nie mogła być ona blisko, tylko na samym końcu. Trzeba przyznać że rozwinęłam imponującą prędkość, jednak zaskutkowało to buzią czerwoną jak burak i mega zdyszeniem gdy przyszłam do sędziów. Zawsze musi być jakaś wpadka :P
Po tym całym cyrku, reszta poszła już bez żadnych wybojów. Zjadłam kolację, Donek też (co prawda zajęło mu to jakieś 40 min) a potem był trening, a potem do hotelu i nareszcie SPAĆ :) Niestety internet jest tu tak słaby że nie wiem czy przejdzie ten wpis…




Komentarze
kasia
Skąd ja znam ten problem z koreczkami… Trzymaj się ;)
GS
Jak ty sobie radzisz z tym stresem na zawodach?
GS
Jeśli w ogóle się stresujesz ;)
joe9123
Koreczki to zmora, mój koń kocha rozwalać wszystko co ma na grzywie i zawsze przed zawodami muszę wszystko poprawiać. Mogłabyś powiedzieć jaki jest sposób na szybkie naprawienie koreczków?
cavalier1999
Ach, nie masz pojęcia jakie masz szczęście, że masz możliwość startów na OOM. Nawet jeśli twój koń ma kontuzje. Ja bardzo chciałam wystartować w tym roku chociaż w ujeżdżeniu, ale oczywiście się nie udało, bo nie miałam konia. Myślałam chociaż, że wystartuję w PP, ale niestety też nie, bo mam młodego konia. Został mi jeszcze rok, ale nie wiem czy uda mi się przygotować Eliota (4-latek po Bajou Du Rouet) na eOOM z ujeżdżenia. Chyba, że w drugiej stajni gdzie jeżdżę pomagać znajdzie się koń, który już umie te rzeczy i rodzice z trenerką się zgodzą. Bardzo chciałabym startować w WKKW, ale mój tata jest temu stanowczo przeciwny. Już po prostu mam sny, że jadę cross, a potem budzę się w szarej rzeczywistości. Moja poprzednia klacz, chodziła WKKW, ale choć osoby w poprzedniej stajni tak mi obiecywały, że pojedziemy na cross to nic z tego nie wyszło. Nie minął tydzień kiedy zmieniłam stajnię, a oni pojechali na cross, więc nie masz pojęcia jak się wtedy czułam. To twój blog tak rozbudził we mnie chęć wystartowania w WKKW. Powodzenia na finałach! :)
asia
Pewnie już jesteś po ujeżdżeniu Mam nadzieję, że dobrze poszło. :)
Robin
Brawo, nie codzień jest się pierwszym w Polsce :DDDDDD
inthehaxleypower
Gratuluję złota! :)