Na ślizgawce błotnej

Dzisiaj był trening z panią Basią na łące. Znowu tak mi wyszło, że wyrobiłam się wcześniej od dziewczyn i przez to musiałam na nie czkać. Jednak gdy już w końcu dojechałyśmy na plac, przywitał nas pewien incydent. Najpierw spadła Kasia po skoczeniu stacjonaty, niestety nie widziałam jak doszło do tego upadku, ale najprawdopodobniej Fatima się poślizgnęła… Dosłownie chwilę potem spadła Julka z Avanti ponieważ to był ich pierwsza wspólna jazda i troszkę się nie dogadały. Julka przed przeszkodą chciała się odbić z daleka, ale Avanti bała się odbić z daleka przez to podłoże dlatego przytupnęła i wpadła w przeszkodę, przynajmniej tak ja to widziałam. W każdym po takim seansie odczuwałam lekki dyskomfort na myśl że będę skakać i do tego bez haceli w przeciwieństwie do kucyków.

Gdy zaczęłam kłusować Sojuz miał zdecydowanie za dużo energii. W galopie tak samo. Za to udawało mi się doprowadzać jego głowę w miarę do tego stanu co wczoraj, czyli na szczęście nie zapomniał wczorajszej jazdy. Najpierw jeździliśmy przez drągi, później skakaliśmy małą stacjonatkę a potem okserka z krzyżaczków. Z prawej nogi na lewą i niestety na lewo mnie pogrzebało. Po skoku za ostro zakręciłam i Sojuz się poślizgnął. Zad odjechał mu w prawo a gdy wrócił do pionu zaczął brykać, jakby mówiąc „ kobito co ty wyprawiasz?!”. I właśnie wtedy wymierzył mi karę w postaci łupnięcia o ziemię. W sumie to mi się należało, ale mógł to zrobić bardziej delikatnie np. zwolnić i wtedy mnie zrzucić. W każdym razie jak łupnęłam o ziemię, to nie mogłam oddychać przez dłuższą chwilę, przez co wydawałam dźwięki jak dziewczynka ze studni z horroru pt. „Klątwa”. W każdym razie nie było to przyjemne uczycie…

Gdy już wstałam wsiadłam z powrotem na konia i pojechałam w drugą stronę tego okserka. Zauważyłam, że jak zakręcałam na przeszkodę Sojuz drastycznie zwolnił i tak asekuracyjnie galopował. I bardzo słusznie. Następnie miałyśmy jechać cały parkur. Pani Basia podwyższyła nam przeszkody po kucykach, jednak gdy zobaczyła nasz brak zapału po pytaniu kto jedzie, szybko je zmniejszyła. Ja jechałam jako trzecia. Po Ani i Magdzie. Pierwsze dwie przeszkody były takie niepewne ponieważ Sojuz bał się odbijać, jednak później gdy go kopnęłam w tyłek było dobrze. Prawie wszystko mi pasowało i w sumie nie było tak źle :)

Podczas powrotu do stajni zeszły się wszystkie potwory świata. To jest zaledwie około 550 metrów jednak pod koniec tej trasy jedyna moją myślą było, żeby zejść z tego konia bo za chwilę mnie zabije. Przestraszył się chyba ze sto razy. I to nie tak że tylko podniósł głowę, był to zwrot w miejscu plus dziki galop 500 na godzinę. Do tego gdy już byłam pod stajnią koń na padoku zaczął szaleć a skoro on mógł to Smok też. Po prostu super!

Komentarze

7

DODAJ KOMENTARZ? USUŃ ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.