Największa sopocka próba…

Na koniec moje pobytu w Sopocie Pan Łukasz wystawił mnie na największą próbę- kazał mi wsiąść na Borę. Najlepsze było to, że i on i jego luzaczka Jana, tak mnie nastraszyli że Bora jest taka szalona i nieobliczalna, że aż założyłam kamizelkę, a okazało się że jest to całkiem przyjazna klaczka (poprzedniego dnia pan Łukasz mocno ją wymęczył, ale mniejsza z tym :P). Zasady były zupełnie identyczne jak na Ostlerze, tyle że Bora w przeciwieństwie do Ostlerka nie wybacza żadnych błędów.

W związku z tym przez ponad połowę jazdy jeździłam na wyryjonym koniu do tego poza kontrolą. Można powiedzieć, że jazda na takim koniu jest ryzykowna (szczególnie jeżeli wykorzystuje moje nieogarnięcie i zaczyna brykać), ale właśnie dlatego, że Bora reagowała na każdy mój błąd, na jednej jeździe załapałam w jaki sposób zwalniać konia ciałem (tak jak to pan Łukasz robi), podczas gdy na pobłażliwym Ostlerze zajęłoby mi to o wiele dłużej.

Następnego dnia trzeba było juz wyjeżdżać… Jak to szybko minęło! Trzeba było się pożegnać ze stajnią, wielką kwarcową halą i z całym bardzo przyjaznym towarzystwem. Wydaje mi się że Ostlerowi też było przykro wyjeżdżać, bo po tym jak wprowadziłyśmy go do przyczepy, czekając w niej strasznie kopał i chodził (moja mama może potwierdzić ). Jedyne co podtrzymywało mnie na duchu to świadomość że w lato prawdopodobnie znów odwiedzę Sopot :)

A tutaj film z treningu na Borze:

Komentarze

8

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.