Niefart :(

Cały dzisiejszy wpis powinien dotyczyć mojego (i nie tylko) występu w Halowym Pucharze Mazowsza w ujeżdżeniu. Niestety nastąpił przykry zbieg okoliczności, który wykluczył nas z uczestnictwa w tych zawodach. Nie dość że Martyna się pochorowała, to jeszcze na przedostatnim treningu Ostler musiał się podbić  :( Co za niefart!

We środę i czwartek miałam trening z panem Michałkiem. Po raz pierwszy miałam jechać cały czworobok przed zawodami, przez co troszkę się stresowałam (bez sensu). Pomimo tego że program N7 jest wyższy klasą niż P9 to moim zdaniem jest on łatwiejszy. W P9 występują trudniejsze technicznie figury. Nie mówię tutaj o łopatkach czy kontrgalopach, bo jeżeli koń jest ich nauczony to nie powinny sprawiać problemu (jedynie rozluźnienie). Chodzi mi bardziej o elementy, które więcej wymagają od jeźdźca, np. wjazd w galopie na linię środkową i zmiana nogi przez kłus czy też zwykła zmiana (przez stęp) na lini EXB. Bardzo chętnie pokazałabym Wam jak za pierwszym razem wyglądała moja zmiana, ale (o ile w ogóle) uda się wstawić filmik dopiero w poniedziałek, gdy mama będzie miała lepszy internet w pracy. W każdym razie wyszło mi to tragicznie. Moim zdaniem sam wjazd na linię środkową, tak żeby to rzeczywiście była linia łącząca literki A i C jest wymagające, a co dopiero zmiana na niej nogi. Bardzo ważną wskazówką, którą dał mi pan Michałek jest żeby jadąc po linii środkowej cały czas patrzeć na punkt końcowy i zmierzać do niego. Za pierwszym razem ja skupiłam się bardziej na ładnym przejściu i tym by rzeczywiście wypadło ono w punkcie X, niżeli żeby jechać w linii prostej. Inna sprawa, że w ogóle nie wjechałam na linię środkową, tylko byłam obok :P

Gdy w czwartek  okazało się że Ostler jest podbity, myślałyśmy że może jeszcze uda się wystartować na Doncasterze. Piątkowy trening był na prawdę bardzo spoko. Już o wiele lepiej wychodziło mi rozluźnianie Doncastera. Tak jak pani Kasia mówiła, jeżeli Donek się buntuje trzeba co jakiś czas mu przypominać o swoich obowiązkach. Stosowałyśmy tz. „chwile dyskomfortu” podczas których przy użyciu łydki i wodzy działającej do środka koła, wymagałyśmy od niego ustąpienia. Następnie moim zadaniem był tylko utrzymanie go w tej „strefie komfortu”. Trzeba przyznać, że pod koniec jazdy dobrze mi to wychodziło, ale pomimo tego stwierdziłam, że jednak nie ma co się pchać na te zawody tak zupełnie bez przygotowania. Nie przejechałem nawet całego programu P9 ani N7 na Donku, na zawodach jechałabym pierwszy raz. Tak więc następne planowane zawody są w maju, ale za to nie jest to już zwykłe ujeżdżenie tylko WKKW. Mam nadzieję że takie zbiegi okoliczności nie będą się już powtarzać, bo na prawdę tęsknię już za tą adrenalinką :P

Komentarze

7

DODAJ KOMENTARZ?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.